Faszerowani przedwczesnymi lękami

Faszerowani przedwczesnymi lękami

Wywiady

Chciałabym, aby ta dziedzina, którą rozwijam, służyła przede wszystkim ludziom, aby lepiej rozpoznawali siebie i swoje potrzeby. Aby budowali swój kreatywny potencjał. Zresztą informatyka afektywna już teraz jest wykorzystywana po to, żeby przeciwdziałać atakom padaczki, trackery są tworzone, aby zapobiegać innym chorobom. Mam jednak obawy, że posłuży nie tylko obywatelowi.

Chciałabym, aby ta dziedzina, którą rozwijam, służyła przede wszystkim ludziom, aby lepiej rozpoznawali siebie i swoje potrzeby. Aby budowali swój kreatywny potencjał. Zresztą informatyka afektywna już teraz jest wykorzystywana po to, żeby przeciwdziałać atakom padaczki, trackery są tworzone, aby zapobiegać innym chorobom. Mam jednak obawy, że posłuży nie tylko obywatelowi.

Aleksandra Przegalińska, doktor filozofii sztucznej inteligencji UW. Absolwentka The New School for Social Research, New York. Obecnie pracuje na MIT – Massachusetts Institute of Technology, oraz Uniwersytecie SWPS nad technologiami mierzącymi aktywności ciała, tzw. trackerami umysłu, w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem.

Czy powinniśmy obawiać się rewolucji IT i sztucznej inteligencji?

– Rozwój IT może budzić rozmaite obawy, to zrozumiałe. Ale należy zachować wstrzemięźliwą postawę wobec wszystkiego, także wobec rewolucji IT i sztucznej inteligencji.

Skąd biorą się obawy?

– Mam pretensję do twórców popkultury, że faszerują nas przedwczesnymi lękami. Wizja buntu maszyn, chociażby z popularnego obecnie serialu „Westworld” ma wywołać strach, a to prowokuje do utwardzania niepotrzebnych lęków. Są oczywiście pozytywne przypadki, ale rzadsze,  np. film „She” Spike’a Jonze’a, który pokazuje dobre strony technologii.

Postarajmy się o obiektywizm. Jak maszyny zmienią nasze życie w ciągu 10, 20 lat?

– Pierwsza podstawowa zmiana – większość przedmiotów będzie wysłać dane. Internet Rzeczy (ang. IoT) zmieni nasze funkcjonowanie. Właściwie można zadać pytanie – co za 10 lat nie będzie maszyną, łącznie z ludźmi? Otoczymy się inteligentnymi meblami komunikującymi się ze sobą i z nami, będziemy jeździć autonomicznymi samochodami. My sami będziemy nosić w sobie nanoroboty informujące na bieżąco o stanie zdrowia. Bardzo duża część rzeczywistości stanie się inteligentna, wg powszechnie już używanego nazewnictwa.

– Na całym świecie?

– IoT rozwinie się nierównomiernie. Będą miasta, gdzie technologia stanie się wszechobecna, ale na obrzeżach cywilizacji IT pozostaną miejsca z epoki analogowej. Jednak globalnie zmierzamy do tego, że cały świat objął Internet Rzeczy. Oczywiście wiele zależy od regulacji prawnych. Na przykład jako społeczeństwo może nie zachcemy kontaminować natury, załóżmy,  inteligentnych drzew, ale urbanistyka wręcz prowokuje do połączenia jej wielkich i małych elementów, aby chociażby stały się efektywniejsze energetycznie. Wreszcie oczywistością jest twierdzenie, że maszyny zmienią rynek pracy – zdejmą z nas brzmię wykonywania nudnych, powtarzalnych zajęć, przyśpieszą wiele z nich.

Co pójdzie na pierwszy ogień?

– Sporo powtarzalnych zajęć, a maszyny już mogą pracować w call centre 24/7 bez męczenia się i prowadzić rozmowy z klientami.

Czy stanie się to w pełni akceptowalne przez ludzi?

– Na Uniwersytecie SWPS i w MIT zajmujemy się teraz tym, jakie emocje i reakcje umysłu następują podczas kontaktu z agentami – programami  konwersacyjnymi w call centers, na infoliniach. Maszyny, boty, będą nas zastępować nie tylko tam, co staje się dla ludzi sporym  wyzwaniem. Tak samo jak chociażby fakt, że zautomatyzować można setki zajęć.

Czy automatyzacja powiększy społeczne nierówności?

– To jest skomplikowane zagadnienie, a odpowiedź niejednoznaczna. Zjawisko bezrobocia technologicznego już dobrze znamy. Od ponad stulecia technologie wypierały duże grupy zawodowe z ich miejsc pracy. Jednocześnie powstawały nowe zawody wokół tych technologii. W USA – kraju kiedyś rolniczym – rolnictwem zajmuje się teraz 2,5 proc. społeczeństwa, ale reszta nie jest bezrobotna. Powstały zawody, tj.: specjalista od mediów społecznościowych, informatyk, koder. Co jednak istotne, do tej pory technologii udawało się otwierać nowe przestrzenie, gdy zamykały się inne, czyli globalnie system utrzymywał się w homeostazie. Ale dzisiaj jest inaczej. W dłuższej perspektywie zniknie więcej miejsc pracy, bo zabiorą je maszyny. Jednak w krótszej – pracy dla nas nie zabraknie.

Pracujemy nad modelem europejskim

Mamy więc trochę czasu na reakcję.

– Toczy się intensywna globalna dyskusja nt. dochodu podstawowego. Jeszcze kilka lat wstecz wydawał się fantazją. Szwajcarzy wprawdzie odrzucili w referendum dochód podstawowy, ale Finowie eksperymentują z nim. KE także pobudza dyskusję na ten temat.

Co z niej wynika?

– Dość silnym jej wątkiem jest opodatkowanie maszyn. W tym wariancie redystrybucja dochodu mogłaby wyrównać nierówności społeczne.

Czyli jest pani zwolenniczką opodatkowana robotów?

– Tak, ale znowu – w dłuższej perspektywie. Bo aby sensownie skonstruować system opodatkowania maszyn, musimy opierać się na realnych danych. Trzeba monitorować rynek pracy, bo na razie kierujemy się w większości spekulacjami. Widzę tu potrzebę wykształcenia narzędzia – rodzaj barometru w UE i USA pokazującego, jak przebiega proces automatyzacji pracy i ile potrzebujemy zasobów na wyrównywanie dochodów na poziomie społeczeństw. Wrócę do tego, że na razie wszyscy są straszeni.

Ale to, o czym pani mówi, przez osobę niewykształconą może zostać odebrane w kategorii zagrożenia.

– Nawet do końca nie wiemy, jaka będzie masowa recepcja społeczna robotów w funkcji ludzi. Wiele maszyn jest na zbyt wczesnym etapie rozwoju, aby cokolwiek tu zbadać. Dalecy jesteśmy też od stworzenia osobliwej inteligencji, tzn. maszyny bardzo inteligentnej, a nawet przewyższającej możliwości człowieka. Ten proces dopiero się zaczął i naprawdę czarne spekulacje nt. zastąpienia człowieka przez maszynę są przesadzone.

Dyskusje dotyczące dochodu podstawowego świadczą o tym, że ludzie globalnie zastanawiają się nad tym, jak urządzić się z technologią. Więc – jak?

– Nigdy nie pochwalałam ultrakapitalizmu, który w połączeniu ze sztuczną inteligencją może zagarnąć dla siebie profity z robotyzacji. Nie można też spraw zostawić samym sobie albo zsocjalizować maszyn metodą wenezuelską. Trzeba wypracować drogę środka.

Kto ten model wypracuje wcześniej – Europa czy Amerykanie?

– Właściwie powinniśmy zadać pytanie – jaki to będzie model? Amerykanie zostawiają wiele swobody prywatnemu biznesowi. Ale my w Europie mamy własne wizje rozwoju technologicznego i społecznego. Jest to propozycja różna od amerykańskiej.

Jak powinien być więc zaprojektowany dochód podstawowy w modelu europejskim?

– Nie ma na to jednego pomysłu. Na razie mamy wspomniany pilotaż w Finlandii, gdzie obywatele bez pracy otrzymują coś w rodzaju zapomogi na podstawowe potrzeby (560 euro/2 lata/2 tys. osób). Ale ten pilotaż może w efekcie badawczym okazać się niesatysfakcjonujący – jego skala jest niewielka. Dlatego dobrze byłoby poczekać z poważniejszą dyskusją na efekty z innych eksperymentów. Nawiasem mówiąc, cała bogata Skandynawia mogłaby taki eksperyment zrobić. Ale już teraz uważam, że dyskusję o dochodzie podstawowym należałoby sprzęgnąć z rozmową o opodatkowaniu pracy maszyn, o czym mówiliśmy. I to wszystko wymaga dogłębnych analiz.

Szaleństwo i odpowiedzialność

Teraz porozmawiajmy o tym, jak w najbliższych latach technologia zmieni branżę finansową.

– To bardzo ciekawy temat. Firmy fintech rozwijają się obecnie w sposób lawinowy, np. wykorzystując model social lending, czyli pożyczek społecznościowych. Tu technologia może w znaczny sposób wpłynąć na regularny sektor bankowy. Ale jest też coś bardziej zaawansowanego. Na MIT inkubujemy rozwiązania, które mogą bardzo mocno wpłynąć na branżę finansową; chodzi o obszar dotyczący śledzenia aktywności umysłu, tzw. aktywności afektywnej.

Czyli?

– Odpowiedzi emocjonalnych na różne sytuacje. Są mierzone za pomocą impulsów płynących z mózgu. Z punktu widzenia naukowca te rozwiązania są bardzo ciekawe, ale też ingerują głęboko w prywatność ludzi.

Jak to działa?

– Chodzi o rozwiązania dotyczące np. ryzyka kredytowego. Obecnie świat finansów dysponuje sporą liczbą parametrów pozwalających oszacować to ryzyko. Teraz będzie można dołączyć komponent płynący z afektu, ale który nie będzie pomiarem płynącym chociażby z aktywności klienta w mediach społecznościowych czy z historii kredytowej. Chodzi np. o ocenę wrażliwości na stres czy radzenia sobie z różnymi życiowymi sytuacjami. Dostaję już sygnały, że fintechy ten obszar chcą mocno spenetrować. To jest „Big Brother”.

Czy ta technologia będzie służyć tylko biznesowi?

– Chciałabym, aby ta dziedzina, którą rozwijam, służyła przede wszystkim ludziom, aby lepiej rozpoznawali siebie i swoje potrzeby. Aby budowali swój kreatywny potencjał. Zresztą informatyka afektywna już teraz jest wykorzystywana po to, żeby przeciwdziałać atakom padaczki, trackery są tworzone, aby zapobiegać innym chorobom. Mam jednak obawy, że posłuży nie tylko obywatelowi. Bo jeśli mówimy o odpowiedziach afektywnych, to są to dane, które można łatwo zmanipulować – to po pierwsze. Po drugie, na razie te technologie są jeszcze w fazie testów i mogą wskazywać nie to, co powinny, a jednak pracodawca czy pożyczkodawca może się nimi sugerować. To pole potencjalnych nieporozumień i medialnego szumu.

– Te technologie nie są więc jednoznacznie dobre.– Zgadzam się w stu procentach, że są to technologie kontrowersyjne.

Czyli użycie ich będzie wymagało wielkiej odpowiedzialności.

– Niewątpliwie, dlatego nie powinny być instrumentami w rękach szaleńców.

Aleksandra Przegalińska, doktor filozofii sztucznej inteligencji UW w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem.
Aleksandra Przegalińska, doktor filozofii sztucznej inteligencji UW w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem.
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn

Zamów bezpłatny egzemplarz gazety Nienieodpowiedzialni.