Nieodpowiedzialna sprzedaż

Nieodpowiedzialna sprzedaż

Artykuły

Misseling jest oszustwem. To sprzedaż produktu finansowego, który godzi w interes klienta. Tym bardziej jest to niemoralne, im bardziej osoba sprzedająca wykorzystuje swą wiedzę i świadomie wpędza klienta w pułapkę. Oto wszystkie strony misselingu.

Misseling jest oszustwem. To sprzedaż produktu finansowego, który godzi w interes klienta. Tym bardziej jest to niemoralne, im bardziej osoba sprzedająca wykorzystuje swą wiedzę i świadomie wpędza klienta w pułapkę. Oto wszystkie strony misselingu.

Paweł Oksanowicz
dziennikarz, autor programu „BizON – Biznes Odpowiedzialny i Nowoczesny” w radiu MUZO FM

Kryzys 2008 roku w kraju odbił się głównie na klientach opcji walutowych i pożyczek hipotecznych. Błędem jednak jest postrzeganie go jako tylko finansowego – to kryzys związany z brakiem etyki zawodowej, przejaw nieodpowiedzialności, nadużycia zaufania i pogrążenia reputacji branży finansowej na dno skali. Wtedy przywódcy sektora finansowego zachowali się w sposób skrajnie nieodpowiedzialny – mówi Artur Nowak-Gocławski, pomysłodawca i szef ANG Spółdzielni, kooperatywy profesjonalnych i rzetelnych ekspertów finansowych. – Chciałbym się mylić, że ten kryzys nie był ostatnim, jaki czeka nas w przyszłości z powodu nieodpowiedzialnej sprzedaży produktów finansowych – dodaje.

Słuszne obawy

W tym mniej więcej czasie, co kredytobiorcy frankowi byli przekonywani o stabilności kursów i de facto wpychano im kredyty w CHF, inni klienci sektora finansowego także byli przygotowywani do przełknięcia gorzkiej pigułki. Chodziło o polisolokaty i krach na ich rynku. Polisolokata to skomplikowanej konstrukcji produkt inwestycyjny, który teoretycznie ma zagwarantować zysk większy niż na lokacie w banku. W rzeczywistości częścią składową warunków umowy pomiędzy nieetyczną firmą finansową, a konsumentem były tzw. klauzule abuzywne. Nie chodziło w nich tylko o naciąganie prawa, czy wręcz konflikt z nim. Klauzule takie są każdym przejawem wykorzystywania braku symetrii wiedzy w relacji sprzedawca-klient na rzecz tego pierwszego. Co od razu oznacza rażące naruszenie interesów drugiego.

ANG Spółdzielnia u podstaw stara się wyeliminować misselling, czyli sprzedaż takich produktów – niepotrzebnych i kosztownych, na których zarabiają tylko sprzedawcy. W misji spółdzielni, która należy do pierwszej piątki tego typu biznesów w Polsce czytamy: dostarczać ludziom usługi finansowe, których potrzebują, które rozumieją, za godziwą cenę i na które ich stać. Nadal powinno być to hasłem na sztandarach, bo produkty oszczędnościowo–inwestycyjne na rynku finansowym o podobnej konstrukcji co polisolokaty wciąż są sprzedawane. Różnica to – nazwa.

Get out!

Najlepszym przykładem jest wartość utraconych inwestycji indywidualnych inwestorów w aferze GetBack. Według obliczeń z lipca 2018 roku suma zobowiązań tej firmy, należącej do grupy finansowej z bankiem Getin jako głównym aktorem, wynosiła 3,4 mld. zł., nie licząc strat spółek giełdowych, których akcje spadły w efekcie rykoszetu. Stało się tak pomimo lekcji wyniesionej z afery AmberGold (wartość utraconych wkładów ok. 900 mln. zł.), oraz nadzoru regulatora. Wygląda więc na to, że pomimo wielu ostrzeżeń dotyczących nieodpowiedzialnej sprzedaży produktów finansowych, zapewnień firm z branży finansowej i działalności Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czy Rzecznika Finansowego, w Polsce wciąż dochodzi do przypadków misselingu. W kontekście afery Getbacku można więc zadać całkiem uprawnione pytanie – dlaczego udaje się przez długie miesiące sprzedawać na rynku papiery wartościowe o wysokim poziomie ryzyka, wraz z poparciem autorytetów finansowo – politycznych? I kolejne – czy należy liczyć się z sytuacją, gdy znowu obywatele zostaną oszukani w ten sposób przez jakąś spółkę z sektora finansowego?

Nabici w kołdrę

Ogólna wartość 5 mln. polisolokat wepchniętych Polakom jako gorące pakiety aktywów do 2016 roku to co najmniej 50 mld złotych. Często bywało tak, że opłata za wyjście z tej wątpliwej inwestycji przed jej końcem wynosiła 90 proc. wartości. Kolejnym przykładem missellingu, realizowanym w scenariuszu „nikt nie zauważy” jest casus pewnego seniora, który kupował wózek dla wnuczki. Miał niedaleko do firmy finansowej, chciał pożyczyć 2 tyś. zł. Przekonano go tam, że posiada większą zdolność kredytową, dostał więc więcej pieniędzy i to na promocyjnych warunkach. W rezultacie po wyjściu z biura tej firmy miał zobowiązanie na  20 tyś. zł, z czego ponad 8 tyś. zł firma potrąciła mu w ramach prowizji i ubezpieczenia kredytu. Finalnie 11 tyś zł. gotówki kosztowało go 29 tysięcy. Innym przykładem jest sprzedaż kołder, odkurzaczy i garnków emerytom, których zmiękcza się darmowymi pobytami w hotelach i wpycha im w ręce rzeczy, których nie potrzebują, a co najgorsze – nie stać ich na to.

Strategia biznesowa

GetBack i podobne mu, działające w mniejszej skali firmy to tylko część problemu. Na rynku inwestycyjnym można natknąć się na „małe emisje” np. obligacji korporacyjnych. Tu nie ma żadnych regulacji, centralnego rejestru emitentów, a działa masa prywatnych firm. Dochodzi nawet do tego, że niektóre z nich traktują karę jako element strategii biznesowej. Stąd blisko do patologii, które godzą w dobro wspólne, rujnują z trudem budowany w kraju pomostowy kapitał społeczny, podcinają zaufanie do biznesu społecznie odpowiedzialnego, ang. CSR, w sektorze finansowym.

Nie chcemy aby takie podmioty funkcjonowały w naszej branży z powodów tak samo czysto ludzkich, jaki i biznesowych. Psują reputację nam wszystkim – mówi Artur Nowak Goławski. ANG inaczej układa relacje z interesariuszami. To odpowiedzialny biznes, któremu zależy na spójności strategii CSR z zaangażowaniem społecznym i – przede wszystkim – świetnych relacjach z klientami. – Jak już zostało zauważone zero misselingu to nasza misja. Otwiera to zupełnie inne racje z rynkiem, oparte na etyce, czyli równorzędności, symetrii wiedzy, przyzwoitości – wyjaśnia Artur Nowak Goławski. W sytuacji, gdy większość Polaków nie potrafi policzyć odsetek od lokaty urzędnik bankowy, ekspert, musi wziąć odpowiedzialność za podpis złożony pod umową przez niewykształconego finansowo Polaka. – Branża finansowa powinna porzucić paradygmat zysku tylko dla siebie. My jesteśmy po to, aby służyć ludziom. Pomagać im w realizowaniu ambitnych na miarę każdej osoby zamierzeń – dodaje Artur Nowak Goławski – bo Ziemia jest planetą ludzi, a nie skarbcem dla bankowców.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn