O namiętności do pieniędzy i nieufności do banków

O namiętności do pieniędzy i nieufności do banków

Artykuły

Nie da się sensownie mówić o pieniądzach w oderwaniu od najbardziej pierwotnych lęków, pragnień i ambicji. Wiedza o kursach walutowych, stopach procentowych itp. nie wystarczy, żeby wyjaśnić prawdziwej wartości pieniądza. Gratyfikacja, którą symbolizuje pieniądz, mobilizuje najgłębsze ludzkie emocje. Nie rozum, nie rozsądek, nie chłodne kalkulacje, lecz dzikie pasje. Nie ma co się dziwić, że w nieuchronny sposób skupiają się one wokół instytucji, które obracają pieniędzmi. Wokół nich i w nich samych. Spójrzmy na banki, na specyficzne bankowe decorum, które mówi: patrz, tu jest prawdziwa moc, chwała i potęga. Tu zgromadzone są zasoby, dzięki którym mógłbyś spełnić wszystkie swoje pragnienia.

Nie da się sensownie mówić o pieniądzach w oderwaniu od najbardziej pierwotnych lęków, pragnień i ambicji. Wiedza o kursach walutowych, stopach procentowych itp. nie wystarczy, żeby wyjaśnić prawdziwej wartości pieniądza. Gratyfikacja, którą symbolizuje pieniądz, mobilizuje najgłębsze ludzkie emocje. Nie rozum, nie rozsądek, nie chłodne kalkulacje, lecz dzikie pasje. Nie ma co się dziwić, że w nieuchronny sposób skupiają się one wokół instytucji, które obracają pieniędzmi. Wokół nich i w nich samych. Spójrzmy na banki, na specyficzne bankowe decorum, które mówi: patrz, tu jest prawdziwa moc, chwała i potęga. Tu zgromadzone są zasoby, dzięki którym mógłbyś spełnić wszystkie swoje pragnienia.

O namiętności do pieniędzy i nieufności do banków

Na wyspach Mikronezji pieniądze mają postać wielkich kamiennych kręgów zwanych Rai, które leżą w różnych miejscach, także na dnie morza i co jakiś czas zmieniają właścicieli. Nikt nie nosi w kieszeni drobnych ani nie wypycha banknotami portfeli. Można się bez tego obejść, z czego my, posiadacze kart kredytowych, też coraz lepiej zdajemy sobie sprawę.

Historia Rai liczy plus minus dwa tysiące lat. Dopiero jednak wydana w 1900 roku „Filozofia pieniądza” Georga Simmla, jednego z klasyków socjologii, pozwala zrozumieć, na czym polega fenomen pieniądza, i uznać Rai za jedną z jego bardziej naturalnych postaci. Wartość różnych rzeczy, wyjaśnia Simmel, powstaje w procesie wymiany. Coś staje się wartością w wyniku porównania ofiary, jaką ktoś jest skłonny ponieść, aby uzyskać w zamian jakąś gratyfikację. Nietrudno sobie wyobrazić, wyjaśnia Simmel, że w określonych okolicznościach ktoś zapłaci brylantami za chleb. Gratyfikacja, jaką jest szansa na przeżycie, określi wartość oszlifowanego kamienia. Efekt „Romea i Julii” pokazuje, jak wartość pożądanego partnera jest odwrotnie proporcjonalna do jego dostępności. Podobnych przykładów dostarcza obrót antykami, dziełami sztuki, jak również przedmiotami, które w jakimś środowisku są oznakami prestiżu lub mają szczególną wartość sentymentalną (koszulki sławnych sportowców, pamiątki po gwiazdach popkultury itp.). „Wymiana – pisze Simmel – jest tym, co podtrzymuje lub stwarza dystans między podmiotem i przedmiotem, który to dystans z kolei przetwarza subiektywny nastrój w obiektywne wartościowanie”.

Proces opisany przez Simmla tłumaczy, jak powstały pieniądze, bo działalność gospodarcza to tylko szczególny przypadek wymiany, jaka dokonuje się między ludźmi. Oczywiście pieniądze mają swój wymiar „substancjalny”, ale w historycznym rozwoju bezpowrotnie go tracą. Złote, srebrne czy miedziane grudki miały samoistną wartość z uwagi na różne praktyczne zastosowania metalu, ale w procesie wymiany szybko wyparła ją wartość symboliczna, obietnica gratyfikacji, jaką można było w zamian uzyskać.Z czasem (najpierw w Chinach) zaczął ją wyrażać pieniądz papierowy, a w czasach nam najbliższych – zapis elektroniczny na koncie bankowym. Pojawienie siębitcoinów jest naturalnym dopełnieniem tego procesu.

Pieniądz – wyjaśnia Simmel – staje się z biegiem czasu coraz bardziej „procesualny”. Jest autonomicznym, zobiektywizowanym i usamodzielnionym nośnikiem wymiany. Jest „upostaciowaniem szerszej własności rozwoju społeczeństw ludzkich, własnością, którą można by (…) nazwać »fantomizacją« świata”. W procesie wymiany coś, co pierwotnie miało dla kogoś subiektywną wartość, jak kawałek złota, autonomizuje się. Zaczyna żyć własnym życiem. Między użytkownikiem a podmiotem rodzi się dystans.

Wartość pieniądza to złożony problem, cokolwiek jednak powiedzieliby o tym ekonomiści, ważne, żeby nie stracić z oczu wątku, który pojawia się w wywodzie Simmla, a mianowicie „nastrój”, jaki podmiot wiąże z pieniądzem w związku z gratyfikacją, jaką on symbolizuje.

O jakiej gratyfikacji możemy myśleć? Nie ma prostej odpowiedzi. Pieniądze pozwalają zaspokoić podstawowe potrzeby bytowe:jedzenia, ubrania, dachu nad głową. W świecie, w którym żyjemy, to one są warunkiem przetrwania, a nie umiejętność zdobycia pożywienia, przygotowaniaodzieży i dachu nad głową własnymi rękami. Ale to nie jedyne ważne dla ludzi gratyfikacje. Pieniądze dają przewagę nad innymi. Nie tylko dlatego, że kto ma ich więcej, może wygodniej żyć, lecz również dlatego, że może za ich pomocą wywierać wpływ na innych. Pieniądze symbolizują szansę na przetrwanie, a także otwierają drogę do zaspokojenia największych ludzkich namiętności: władzy, bogactwa i seksu.

Nie da się sensownie mówić o pieniądzach w oderwaniu od najbardziej pierwotnych lęków, pragnień i ambicji. Wiedza o kursach walutowych, stopach procentowych itp. nie wystarczy, żeby wyjaśnić prawdziwej wartości pieniądza. Gratyfikacja, którą symbolizuje pieniądz, mobilizuje najgłębsze ludzkie emocje. Nie rozum, nie rozsądek, nie chłodne kalkulacje, lecz dzikie pasje. Nie ma co się dziwić, że w nieuchronny sposób skupiają się one wokół instytucji, które obracają pieniędzmi. Wokół nich i w nich samych. Spójrzmy na banki, na specyficzne bankowe decorum, które mówi: patrz, tu jest prawdziwa moc, chwała i potęga. Tu zgromadzone są zasoby, dzięki którym mógłbyś spełnić wszystkie swoje pragnienia.

Nie ma też co się dziwić emocjom, jakie rozpalają samych bankowców. Niesławne hasło „greed is good” ma głębokie uzasadnienie w tym, co dzieje się w relacji między ludźmi i pieniędzmi, zwłaszcza wielkimi pieniędzmi. Tylko pozornie nie pasuje do pozornej powagi i demonstrowanej na zewnątrz racjonalności wielkich organizacji finansowych. Oczywiste są również uczucia, jakie instytucje finansowe budzą w otoczeniu: podziwu, lęku, zazdrości. To one przecież skupiają w swoich rękach to, od czego zależy zarówno przetrwanie, jak i środki na zaspokojenie największych namiętności, które są udziałem każdego z nas. Zaufać bankom to prawie tak, jak zaufać samemu sobie, swojej pożądliwości, która wystawia na łup chciwych dysponentów szybkich kredytów, nadzwyczajnych możliwości zysku itp. Nie ma szans, ryzykowna gra, jaką między sobą toczymy, jest wpisana w naturę rzeczy. Jedyną nadzieją własny rozsądek i KNF.

Adam Aduszkiewicz Dr filozofii, coach i trener, autor i tłumacz
Adam Aduszkiewicz Dr filozofii, coach i trener, autor i tłumacz
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn