Odpowiedzialność to dzielenie się

Odpowiedzialność to dzielenie się

Wywiady

- No właśnie, a zatem jak budować taką motywację wewnętrzną u młodego człowieka?

- To zależy od trzech rzeczy: zaangażowania, serca oraz umiejętności. Narzucone autorytety są nic niewarte. Autorytet trzeba sobie wytworzyć w relacjach z młodym człowiekiem.

- No właśnie, a zatem jak budować taką motywację wewnętrzną u młodego człowieka?

- To zależy od trzech rzeczy: zaangażowania, serca oraz umiejętności. Narzucone autorytety są nic niewarte. Autorytet trzeba sobie wytworzyć w relacjach z młodym człowiekiem.

Z profesorem Janem Madeyem, laureatem pierwszej edycji nagrody „Człowiek wiedzy i doświadczenia” przyznawanej przez Koalicję Prezesi-Wolontariusze rozmawia Paweł Łukasiak.

Sukcesy studentów z dziedzin informatyczno- matematycznych to jedynie zasługa ich determinacji i nauki czy osiągnięcia zawdzięczają także otwartości kadr i osób gotowych, by dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, takich jak pan?

W Polsce istnieje od ponad 30 lat unikatowa instytucja – Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci, która jest wzorcowym przykładem tego właśnie, o co państwo pytają, czyli dzielenia się wiedzą i doświadczeniem z młodymi ludźmi. Stypendysta Funduszu – szczególnie zdolne dziecko w wieku szkolnym – nie dostaje pieniędzy, lecz opiekę merytoryczną, w której nie chodzi o to, by była to relacja belfer – uczeń, tylko o partnerstwo – mimo często dużej różnicy wieku i wiedzy. Fundusz obejmuje opieką ok. 500-550 osób, ale tylko przez rok. Żeby starać się o jej przedłużenie, trzeba w trakcie tego roku wykazać się zaangażowaniem oraz wynikami, no i aplikować ponownie. Zdarzają się młodzi ludzie, którzy pozostają stypendystami przez wiele lat. Mówię o Funduszu, ponieważ wiele sukcesów odnoszonych na arenie międzynarodowej przez młodych Polaków jest powiązanych z działalnością tego właśnie stowarzyszenia. Na przykład większość studentów informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, którzy od blisko ćwierćwiecza awansują do finałów w Akademickich Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym (ACM ICPC), to byli stypendyści Funduszu. Nie chodzi jednak tylko o informatykę. Fundusz od 24 lat organizuje krajową edycję konkursu EUCYS (European Union Contest for Young Scientists), w którym Polska jest drugim krajem po Niemczech, jeśli chodzi o liczbę zdobytych nagród w czasie corocznych finałów europejskich, mimo że dołączyliśmy do konkursu sześć lat później niż kraje, które utworzyły Unię Europejską. A skala dziedzin w EUCYS jest bardzo szeroka: obejmuje nauki ścisłe, przyrodnicze, techniczne oraz społeczne. EUCYS to dodatkowa działalność Funduszu, a działalnością podstawową – na rzecz dzieci – jest wolontariat.

Dziecko zdolne jest często dzieckiem trudnym – zarówno w szkole, jak i w domu. W szkole – bo nudzi się na normalnej lekcji, stanowi wyzwanie dla nauczyciela; w domu – rodzice często nie wiedzą, co z nim zrobić i jak rozwiązywać problemy szkolne. Fundusz proponuje wsparcie dla takich dzieci.

Oprócz całorocznego cyklu warsztatów przedmiotowych organizowanych przez Fundusz w różnych ośrodkach naukowych w całej Polsce, mamy też specjalne wydarzenia, z których najważniejsze to wielodyscyplinarny obóz naukowy trwający blisko dwa tygodnie. Na obóz przyjeżdża elita naukowo-kulturalna Polski, odbywa spotkania ze wszystkimi uczestnikami albo prowadzi cykle zajęć specjalistycznych z dobranym merytorycznie gronem. Nikt z gości nie otrzymuje honorarium za prowadzenie zajęć – to najczystsza forma wolontariatu.

Od czego zależy w takim razie skuteczne przekazywanie wiedzy? Jakie warunki muszą być spełnione, aby było to efektywne? By zbudować inną relację niż belfer – uczeń?

Trzeba spojrzeć na to szerzej – inwestycja w młodych to przyszłość dla naszego kraju. Sam zacząłem karierę naukową bardzo wcześnie, prowadziłem pierwsze zajęcia, nie mając 22 lat i robię to całe życie. Było to dla mnie zupełnie oczywiste, że trzeba się dzielić; jak tylko człowiek „nachapie się” wiedzy i umiejętności – trzeba to przekazywać dalej, i swoim zapałem zachęcać innych. Mam na ogół bardzo dobre relacje ze studentami, bez względu na to, jaka jest między nami różnica wieku. Nie chodzi o to, aby kogoś zmuszać, ale o to, aby proces nabywania wiedzy stał się potrzebą wewnętrzną tych młodych ludzi.

No właśnie, a zatem jak budować taką motywację wewnętrzną u młodego człowieka?

To zależy od trzech rzeczy: zaangażowania, serca oraz umiejętności. Narzucone autorytety są nic niewarte. Autorytet trzeba sobie wytworzyć w relacjach z młodym człowiekiem.

A jak się go wytwarza w takich relacjach?

Przede wszystkim przez akceptację tego, że młody człowiek może się zachowywać różnie, nawet i arogancko. Może zadawać głupie pytania, może być czymś znudzony – nie można czuć się urażonym takim zachowaniem.

Postępować ze zrozumieniem i empatią?

Właśnie tak. Poza tym nie należy stwarzać wrażenia, że jest się autorytetem w jakiejś dziedzinie, trzeba umieć mówić także o swoich własnych błędach, o swoich porażkach, o tym, jaką drogą się szło. Prowadzę teraz zajęcia dla studentów informatyki, które nazywają się „Problemy społeczne i zawodowe informatyki”. Zapraszam zwykle gości, którzy już dużo osiągnęli, ale różnica wieku między nimi czasami wynosi nawet 50 lat. Zapraszam ich nie tylko po to, aby opowiedzieli, jak im udało się osiągnąć sukces, ale powiedzieli także o tym, jakie po drodze mieli problemy, porażki, czy zawsze podejmowali właściwe decyzje. Po to, żeby mogli stać się wzorem pewnego modelu życia dla młodego człowieka i przekazywali nie samą wiedzę, ale także żywe doświadczenia.

Pana zdaniem chodzi więc nie tylko o to, żeby przekazywać wyabstrahowaną wiedzę, ale żeby przekazywać ją również z doświadczeniami, z pewną historią.

Ależ oczywiście, dopiero kiedy wiedza jest „oblana sosem” własnego doświadczenia, własnych problemów, które się miało – dopiero wtedy ma to sens. Często trzeba mówić także o rzeczach przykrych – żeby nawiązać kontakt z młodymi ludźmi. Relacja mistrz – uczeń powinna być czymś więcej niż tylko przekazywaniem wiedzy.

Gdyby zechcieć promować ideę dzielenia się wiedzą i doświadczeniem i pokazywać, że jednak daje to jakieś korzyści, że nie należy się bać – jak zachęciłby pan innych, żeby zaczęli to robić?

Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem przynosi korzyści także temu, który się dzieli, a nie tylko temu, który dostaje.

Jakie?

Przede wszystkim można się nauczyć, jak uczyć dobrze, gdyż widać efekty. Po drugie – można zdobyć współpracowników, niezwykłych współpracowników. Trzecia sprawa – daje to (złudne, niestety) poczucie młodości, jeśli jest się w kontaktach z młodymi ludźmi. Po czwarte wreszcie – jest to świetna gimnastyka umysłu.

Faktycznie, jeżeli dzielimy się wiedzą w ramach działalności popularyzatorskiej, to mamy szansę znaleźć współpracowników i zbudować zespół. Można znaleźć kogoś wyjątkowego, jakiś diament i ściągnąć go do siebie.

Dokładnie tak to wygląda.

Popatrzmy na to z innej strony – dostęp do wiedzy poprzez internet jest teraz taki łatwy, że może jest pan ostatnim pokoleniem, które dzieli się wiedzą i doświadczeniem?

Z pewnością nie. Chociaż technologia będzie się nadal fantastycznie rozwijała, nic nie zastąpi kontaktu mistrz – uczeń.

Jeżeli zastanowimy się nad tym, czym jest przekazywanie doświadczenia w kontekście naukowym, to jest to również przekazywanie ciekawości świata, determinacji naukowej, otwartości. Ale można zadać sobie pytanie – po co to przekazywać? Jeżeli ktoś młodszy będzie zdolny, ambitny i zdeterminowany, to zajmie moje miejsce – tak mówi wiele osób.

Nie podzielam tego zdania. Dobrym przykładem jest tu wspomniany wcześniej konkurs programistyczny ACM ICPC, w którym moja macierzysta uczelnia bierze udział od ćwierćwiecza i jest obecnie jedyną uczelnią na świecie, która po raz 24. z rzędu awansowała do światowych finałów.

Jest pan ojcem tych sukcesów – sukcesów polskich informatyków.

Jestem inicjatorem naszego udziału, nie da się ukryć. Moja rola ciągle nazywa się oficjalnie coach. Ale obecnie moi podopieczni są wielokrotnie lepsi ode mnie w rozwiązywaniu konkursowych zadań. I nie mam w związku z tym żadnego kompleksu, to mi w niczym nie przeszkadza. W tej chwili istnieje już cała metodyka przygotowań do tego konkursu, a prawie połowa pracowników Instytutu (Instytut Informatyki Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW) to byli zawodnicy z poziomu krajowego, europejskiego bądź światowego. Tylko dzięki temu, że udało się wciągnąć tak liczne grono do przygotowań i treningów, odnosimy światowe sukcesy, które są zauważone także przez międzynarodowe firmy informatyczne. Moim celem było więc właśnie to, by młodzi przejęli po mnie pałeczkę.

 

Jan Madey – profesor zwyczajny w Instytucie Informatyki Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego Od 1982 r. współpracuje z Krajowym Funduszem na rzecz Dzieci, obecnie przewodniczący zarządu Funduszu. Narodowy Organizator Konkursu Unii Europejskiej dla Młodych Naukowców (EUCYS). Od ćwierć wieku z powodzeniem łączy własną karierę naukową z opieką nad kolejnymi pokoleniami młodych programistów, wśród których większość to dawni podopieczni Funduszu. Jego zaangażowanie i pomoc jest jednym z sekretów polskich sukcesów w EUCYS, a autorytet i osobisty przykład sprawiają, że w działania konkursowe każdego roku angażują się dziesiątki uznanych naukowców – pracujących także jako wolontariusze w roli jurorów konkursu, recenzentów zgłoszonych projektów badawczych czy opiekunów naukowych finalistów.

Paweł Łukasiak – prezes Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

 

WYWIAD POCHODZI Z 5 NUMERU GAZETY NIENIEODPOWIEDZIALNI – ZAMÓW GAZETĘ.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn