Patriotyzm i dziki wzrost gospodarczy

Patriotyzm i dziki wzrost gospodarczy

Wywiady

Nie chodzi o to, aby kupować zawsze polskie produkty, tylko dlatego, że są polskie. Chodzi o podnoszenie jakości, nowoczesności i użyteczności tych produktów oraz jakości naszej pracy, dzięki czemu produkty te będą bardziej atrakcyjne, konkurencyjne i efektywne rynkowo.

Nie chodzi o to, aby kupować zawsze polskie produkty, tylko dlatego, że są polskie. Chodzi o podnoszenie jakości, nowoczesności i użyteczności tych produktów oraz jakości naszej pracy, dzięki czemu produkty te będą bardziej atrakcyjne, konkurencyjne i efektywne rynkowo.

Elżbieta Mączyńska, profesor SGH, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem.

 

– Zacznijmy akademicko, od definicji.

– Patriotyzm gospodarczy to świadome postawy oraz działania kreatorów i uczestników życia gospodarczego (czyli  polityków, parlamentarzystów,  przedsiębiorców, pracowników  oraz   nabywców towarów i usług)  ukierunkowane na  korzyści  dla  kraju i poprawę  jakości życia jego mieszkańców. Nie można jednak mylić patriotyzmu  z protekcjonizmem. Nie chodzi o to, aby kupować zawsze polskie produkty, tylko dlatego, że są polskie. Chodzi o  podnoszenie jakości, nowoczesności i użyteczności  tych produktów oraz jakości naszej pracy, dzięki czemu produkty te będą bardziej atrakcyjne, konkurencyjne  i efektywne rynkowo.

– Czyli na końcu tego patriotyzmu i tak jest kupowanie tego, co polskie?

– Owszem, ale rozsądne kupowanie, bo chodzi tu też o przeciwstawianie się nadmiernej konsumpcji rzeczy byle jakich, które nas zalewają. Za tym idzie poprawa bilansu handlowego i płatniczego Polski z zagranicą. Jeśli w Polsce będą produkowane wyroby wysokiej jakości, produkcja będzie dobrze zorganizowana, nie będzie marnotrawienia czasu i potencjału, nie będzie niepotrzebnych kosztów transakcyjnych, związanych m.in. z nadmierną biurokratyzacją i niedorozwojem cyfryzacji, co, niestety, wciąż ma miejsce – to będzie prawdziwy patriotyzm. Wtedy  polskie produkty będą zyskiwały na konkurencyjności. Przy racjonalnym wykorzystywaniu potencjału wytwórczego będą się obniżać koszty,  co zwiększa  szanse eksportowe. Ale nie mniej ważna jest solidność, uczciwość w kontraktach, dbałość o dobro ogólne itp.

Tak pojmowany patriotyzm gospodarczy  sprawiać będzie, że Polska będzie  umacniać  gospodarczą pozycję w świecie. To już się dzieje, przedsiębiorstwa  polskie stopniowo się globalizują, realizują inwestycje bezpośrednie za granicą, gdzie umacniają się polskie marki.

– To trochę inny patriotyzm niż ten, o którym dużo ostatnio słyszymy.

– Upolitycznianie patriotyzmu jest niepotrzebne.  Niepotrzebne też  jest nadużywanie słowa patriotyzm. Powinien się on przejawiać  głównie w czynach, nie w słowach,  ciągle bowiem powtarzany i odmieniany przez wszystkie przypadki staje się  pojęciem wyświechtanym.

– Czym go mierzyć?

– Na pewno nie tylko przez PKB, czyli produkt krajowy brutto. Miara ta odzwierciedla  jedynie rezultaty aktywności rynkowej przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Na równi jest tu jednak traktowana aktywność społecznie pożądana i niepożądana. Dlatego też aktywność rynkowa związana z patologiami społecznymi (np. funkcjonowanie więziennictwa, prostytucja i handel narkotykami) także powiększa PKB. Powiększają go również zyski i dywidendy  funkcjonującego w  kraju kapitału zagranicznego. Z samym  pomiarem efektów działania patriotyzmu gospodarczego mamy  zatem  problem. Chodzi tu o pomiar zasobów gospodarczych i  ich pomnażanie w celu  poprawy jakości życia ludzi i umacniania   gospodarczej kondycji kraju.

– Niestety, to dość nieprecyzyjne.

– Ale nie ma jednorodnej miary dla patriotyzmu gospodarczego. Na przykład wolontariat czyni nasze życie lepszym, chociaż działania wolontariuszy – patriotów gospodarczych nie  są wliczane do PKB. Za takiego patriotę należy też uznać przedsiębiorcę, który inwestuje w nową linię technologiczną u nas, ale również patriotyczne są jego inwestycje w innym kraju.

– Za granicą?

– Niedawno polska firma zainwestowała 30 mln euro na Węgrzech w zakład produkujący części do samochodów. Tam stworzyła miejsca pracy.

– Czy to jest korzystne dla Polski?

– Z reguły system gospodarczy działa jak naczynia połączone i fakt, że zakład mieści się na Węgrzech, nie oznacza, że tylko tam odbywa się cała działalność gospodarcza firmy, o której mówimy. Zatrudnia ona tam  polskich specjalistów, wykorzystuje półfabrykaty z Polski. Efekty tego typu inwestycji wracają do kraju. Trzeba nauczyć się też w pełni doceniać takich przedsiębiorców, którzy patrzą nie tylko na zyski, ale także na inne efekty, jakie przynosi ich działalność. Już Henry Ford twierdził, że firma nakierowana tylko na zysk długo nie przetrwa.

– Jak pogodzić zysk i korzyść społeczną?

– Polski ekonomista Ignacy Sachs w połowie lat 90. napisał artykuł o tym, jak bardzo wąsko pojmujemy sukcesy gospodarcze i rozwój społeczny. On uznaje, moim zdaniem słusznie, że jeżeli następuje tylko wzrost gospodarczy, czyli rośnie PKB, mamy do czynienia z przypadkiem dzikiego wzrostu gospodarczego. Nie dochodzi wtedy do postępu ekologicznego i społecznego, obu ważnych czynników trwałego rozwoju. Zaniedbania społeczne  niekorzystnie wpływają na popyt, a to ogranicza wzrost gospodarczy.

– Czy patriotą gospodarczym może być osoba, która nie jest przedsiębiorcą?

– Wszyscy, którzy dbają o sukcesy kraju, przyczyniają się do nich i je popularyzują, są takimi patriotami. Szczególnie istotne jest przebijanie się i promowanie polskich marek na rynku krajowym i zagranicznym. Potrzebne są działania promocyjne, m.in. mediów. Zbyt rzadko pokazujemy w nich przedsiębiorców z sukcesami, a częściej, niestety, tych naruszających prawo.

– Jakim środowiskom powinno zależeć na rozwoju patriotyzmu gospodarczego?

– Zależeć powinno wszystkim, którym na sercu leży pomyślność  naszego kraju i żyjących w nim ludzi. Sami przedsiębiorcy powinni zabiegać o kontakt z szeroko rozumianym bliskim i dalszym otoczeniem. Ale mamy  też np. placówki dyplomatyczne na całym świecie i 20-milionową Polonię. To więcej niż połowa ludzi żyjących w naszym kraju. Należałoby zastanowić się, co Polonia mogłaby zrobić na rzecz ojczystego kraju, naszych produktów za granicą, i pomóc jej w tym.  Ale to wciąż rola do spełnienia przez MSZ i nowe ministerstwo – Rozwoju.

– Mówi tutaj pani o kategorii nadrzędnej, o czymś nawet ponad polityką, którą obecnie wzbudza tyle emocji i zajmuje najwięcej miejsca w debacie publicznej. Czy o to chodzi?

– Jeśli pan to dostrzega, to się cieszę. W burzliwym otoczeniu, w jakim żyjemy, dochodzi do zjawiska anomii, czyli chaosu w systemie wartości. To jest sytuacja, kiedy nie wiadomo, co jest dobre, a co złe. Słynne zdanie „chciwość jest dobra” jest przejawem anomii. Sprzedać, zarobić i koniec odpowiedzialności? Czy o to chodzi?

– No właśnie – tak, czy nie?

– Coraz więcej producentów to rozumie, że odpowiedzialność i przyzwoitość w biznesie się opłacają. To kwestia systemu wartości, który jest czymś nadrzędnym w stosunku do bieżącej polityki. Ten system musi się ukształtować, to jest etos. Jeśli w biznesie nie ma etyki, to wtedy konsument jest zdany tylko na siebie i ponosi konsekwencje tego, że został oszukany. A najcenniejszy kapitał dla biznesu to zaufanie.

– Zmienić ludzi czy system?

– System obecny jest nastawiony chrematystycznie.  Chrematystyka  to nauka o zarabianiu pieniędzy. Podczas gdy ekonomia jest nauką o ludziach w procesie gospodarowania. Czyli, działalność gospodarcza powinna  służyć ludziom i poprawie jakości ich życia. Gdy tak nie jest – będą kryzysy albo jak pisze Thomas Piketty, francuski ekonomista i profesor Paris School of Economics, dochodzi do wojen. Rodzimy socjolog zaś, prof. UJ Piotr Sztompka w jednej z książek  przestrzega  przed rozpowszechnianiem się kultury  niepewności i cynizmu.  Charakteryzuje ją przekonanie, że nikt nie jest godny zaufania, i zarazem  przyzwalanie na wykorzystywanie i oszukiwanie innych, w połączeniu z przekonaniem, że  ja muszę szybko oszukać ciebie, bo jeśli nie, to ty natychmiast oszukasz mnie. Na takiej drodze jako społeczeństwo po prostu polegniemy.

– Kryzys człowieka.

– To kryzys, który dotyka systemu wartości. Towarzyszą temu zjawiska mające cechy swego rodzaju bulimii rynkowej, chorobliwego konsumpcjonizmu, szkodliwego dla ludzi i dla środowiska naturalnego. Zwraca na to uwagę w książce „Urojenia ekonomii” Gilbert Rist, naukowiec w jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w Europie, Graduate Institute w Genewie. Przypomnę, bulimia jest chorobą, w której apetytowi towarzyszą torsje, ale pomimo nich zjada się coraz więcej. System więc wymiotuje. Światowa gospodarka nakierowana jest na nieustanny wzrost produkcji, za którą nie nadąża  popyt. Producenci więc  krwawo walczą na rynku, uprzykrzając nam życie reklamami. Tego rodzaju bulimiczny nadmiar odbija się  negatywnie na jakości życia. Gospodarka nadmiaru paradoksalnie nie przekłada się bowiem  na charakterystyczny dla rynku konsumenta komfort nabywców dóbr.

– Jaką widzi pani alternatywę?

– Kraje wysoko rozwinięte przeżywają przesilenie cywilizacyjne. Kurczy się model cywilizacji przemysłowej,  wypierana jest ona przez nową,  którą przynosi rewolucja cyfrowa.  Tu królują już inne przedsiębiorstwa, takie jak np. Google czy Facebook, które w krótkim okresie doszły do ogromnej wartości rynkowej, nie wytwarzając, w odróżnieniu od typowych przedsiębiorstw  przemysłowych,  materialnych, konkretnych towarów. Dochodzi zatem do  zderzenia starego modelu z nowym. Kształcimy się na sposób dostosowany do systemu przemysłowego, ale okazuje się, że ten system staje się bezradny, gdy pojawiają się nowe pomysły gospodarcze. Np. teraz dyskutuje się o efektach społecznych i gospodarczych tzw. uberyzacji i rozmaitych form gospodarki współdzielenia.  Jeremy Rifkin w głośnej książce pod symptomatycznym tytułem Społeczeństwo zerowych kosztów krańcowych. Internet przedmiotów. Ekonomia współdzielenia. Zmierzch kapitalizmu  wyraziście ilustruje,  jak stare instytucje  typowe dla  cywilizacji industrialnej  nie przystają do nowych form  gospodarki. Państwo chce kontrolować coś, co wymyka się  dotychczasowym regułom. Nie wiadomo wciąż,  jaki model systemu społeczno-gospodarczego byłby najbardziej właściwy.   Stąd mowa o „zmierzchu kapitalizmu”.

– Więc jaki model?

– Nie uciekniemy od internetyzacji gospodarki, od rewolucji cyfrowej, od Internetu rzeczy  i  gospodarki współdzielenia – to jest wielkie wyzwanie. To wymaga  nowych rozwiązań instytucjonalnych, nowych regulacji rynku pracy,  nowych regulacji podatkowych i regulacji dotyczących bezpieczeństwa  usług cyfrowych, Internetu.

– Tym bardziej liczy się odpowiedzialność przedsiębiorców wobec klientów. Czy internetyzacja może być alternatywą dla czegoś przeciwnego – korporyzacji gospodarki?

– Korporyzacja, niestety, postępuje.  „The Economist”, pismo proliberalne i probiznesowe, opublikowało niedawno raport o ponadnarodowych korporacjach. Ich siła polega m.in. na tym, że blokują inkluzywność gospodarki. Przez to małe firmy napotykają  bariery dostępu do rynku. Mały biznes wówczas ginie, a  przez to  osłabiana jest podstawowa zasada gospodarki wolnorynkowej – zasada konkurencji. Powstają struktury oligopolistyczne,  korporacyjne paramonopole.  To jest niekorzystne dla ludzi. Korporacja może  bowiem narzucić swe produkty, np. produkty, których okres użyteczności jest celowo skracany, których nie chcą konsumenci, ale nie będą mieć innych, nie będą mieli wyboru. Szerzy się zatem kultura jednorazowości,  powierzchowności, spektaklu, konsumeryzmu, antykultura, niszcząca środowisko naturalne i, co paradoksalne, nierzadko pod hasłami ekoefektywności. Celowo  montowane  w produktach technologiczne antyfunkcje wymuszają  kupowanie nowych  wyrobów.  To obsolescencja, czyli trwałe postarzanie produktów. Dotyczy to m.in. sektora AGD.  Produkty takie  nierzadko  mają zamontowane samoniszczące się mechanizmy, co sprawia, że  np. naprawa  lodówki  po  okresie gwarancji – jeśli się zepsuje – jest nieopłacalna,  co zmusza do nabycia nowej.

– Czyli wracamy do kwestii  dzikiego wzrostu gospodarczego versus patriotyzm gospodarczy, który polega na rozwoju gospodarki, społeczeństwa oraz dbaniu o ekologię.

– Nie znam bardziej pojemnej idei gospodarczej, która może  sprzyjać trwałemu rozwojowi kraju, w tym postępowi  gospodarczemu, społecznemu i ekologicznemu, a tym samym służyć  rozwojowi  i dobrobytowi  ludzi.

 

 

Elżbieta Mączyńska, profesor SGH, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego
Elżbieta Mączyńska, profesor SGH, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn

Zamów bezpłatny egzemplarz gazety Nienieodpowiedzialni.