Posthumanizm, czyli jak internet zaskoczył inteligencję

Posthumanizm, czyli jak internet zaskoczył inteligencję

Wywiady

Żyjemy w dobie rewolucji internetowej, której wszystkich skutków jeszcze nie umiemy przewidzieć, ale ufam w siłę ludzkiego umysłu i ciągle jeszcze wierzę, że jedynym źródłem głębokiej refleksji i zmiany postaw nie musi być wojna.

Żyjemy w dobie rewolucji internetowej, której wszystkich skutków jeszcze nie umiemy przewidzieć, ale ufam w siłę ludzkiego umysłu i ciągle jeszcze wierzę, że jedynym źródłem głębokiej refleksji i zmiany postaw nie musi być wojna.

Piotr Voelkel, współwłaściciel Grupy Kapitałowej VOX, założyciel School of Form, współzałożyciel Uniwersytetu SWPS oraz Collegium Da Vinci, odpowiada na pytania Pawła Oksanowicza.

 –Świat się komplikuje?

– Zawsze był skomplikowany, teraz przybywa informacji. W efekcie rośnie przekonanie, że wszystko jest jeszcze bardziej skomplikowane. Nasza ocena sytuacji podsuwa skrajne, przeciwne wnioski. Jedni uważają, że nadchodzi czas, kiedy człowiek będzie mógł produkować części zamienne dla swojego ciała i stanie się nieśmiertelny, a inni uważają, że katastrofa jak przewracające się kostki domina jest już nieunikniona, bo zniszczyliśmy środowisko i podstawy życia. Jeszcze inni utrzymują, że nasza obecność na świecie jest tylko krótkim epizodem i po nas pojawią się istoty doskonalsze. Sam posthumanizm ma wiele nurtów i prognoz.

– Czy posthumanizm nie jest ostatecznym pogodzeniem się z tym, że jako niedoskonali nie potrafimy poznać i zrozumieć świata do końca?

– Są różne postawy i różny poziomy arogancji. Sam jestem zwolennikiem pokory i uważam, że poznanie wszystkiego nigdy nie nastąpi, choć nie zmienia to mojego entuzjazmu dla poszukiwań. Świat jest wymagający.

– Wymagający czego oprócz pokory?

– Wyobraźni, i to na kilku poziomach. Poznanie kolejnych tajemnic wymaga niezwykłej wyobraźni, bo nowe prawa powstają np. w fizyce najpierw jako hipotezy, a później poszukuje się sposobów, żeby je udowodnić, co jest znacznie trudniejsze niż obserwowanie zjawisk widocznych gołym okiem. Na innym poziomie warto pamiętać o tym, jak sami wpływamy na otoczenie i na innych. Jak w ten sposób zmieniamy świat i jaką przyjmujemy odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się w naszym otoczeniu.

– Skąd tyle negatywnych emocji wokoło? Dlaczego ludzie tak łatwo dają sobie narzucić sądy z zewnątrz?

– Dzięki internetowi mamy łatwy dostęp do wszystkich informacji. U wielu ludzi  wywołuje to przekonanie, że szkoda czasu na naukę, i w efekcie stają się mało odporni na fałszywe informacje. Łatwo wprowadzić ich w błąd, sprowokować silne emocje, gniew lub entuzjazm. Osoby, którym zależy na wywołaniu szybkiej reakcji, mają ogromne pole do popisu, bo łatwo wystraszyć i skłonić do pochopnego działania, czasami nieodwracalnej decyzji. Od strachu blisko do agresji.

– Dokąd to prowadzi?

– W słabo wyedukowanym społeczeństwie poważna dyskusja oparta na faktach zastępowana jest przez intrygi, pogłoski, pomówienia, kłamstwa, których celem jest wywołanie nienawiści, buntu, rewolucji. Rosną w siłę partie i politycy, którzy sprytnie kłamiąc, wygrywają wybory. Bezradni stają się wyznawcy prawdy i prawa.

– I wpadamy tu na modną ostatnio postprawdę, sprytną manipulację faktami.

– Postprawda i inne post…. to efekt tego, że  zbyt długo nikt nie pracował nad teorią filozoficzną, która pozwoliła, by zaprojektować to, co nas czeka.

– Emocja jest bardziej pierwotna niż myśl. Czy to oznacza, że niewykształcony do końca, emotywny człowiek wygra z tym, który szukał wiedzy, uczył się?

– Ewolucja zmienia nas nieustannie. Dzisiejsi niewolnicy internetu to często wnuki analfabetów. Mam mimo wielu niepokojących sygnałów przekonanie, że  świat zmienia się na lepszy i temu chcę poświęcać swój czas.

– Ale okazuje się, że pomimo dostępu do informacji wciąż łatwo masami sterować. Gdzie jest błąd w podaży informacji?

– Błąd jest w przyswajaniu informacji. Pożytek mamy tylko z tych informacji, które wmontujemy w posiadane zasoby. Inaczej wyparują. Tempo, w jakim przeglądamy rwący potok sygnałów, nie pozwala na ich zainstalowanie. Toniemy w informacjach, ale mało wiemy, nic nie rozumiemy.

– Woli Pan słuchać lidera czy przywódcy?

– Tego drugiego, bo moim zdaniem przywódca bierze odpowiedzialność za skutki i efekty wspólnego  działania i relacje w zespole. Lider skupia się na osiąganiu własnych celów. Inni są tylko narzędziem do osiąganie sukcesu osobistego. Staje się liderem, bo tylko w tej roli czuje się bezpieczny. Opowiada o spodziewanych zagrożeniach i jednoczy tych, których to też przeraża. Za deklaracją „zwyciężymy” nie kryje się żaden realny plan, tylko nadzieja, że tak się stanie. Zagrożeń wymyślonych lub realnych przybywa i tłum zwolenników rośnie. Zwycięstwo blisko, ale nic z tego zwycięstwa nie wynika, bo jak ktoś boi się świata, obcych, zmiany, nigdy nie pozbędzie się lęku, który napędza takie  struktury. Przywódcy jest znacznie trudniej, bo szuka rozwiązań problemów, wspiera innych uczestników, też tych wylęknionych. Inaczej mówiąc, lider staje na czele, aby zrealizować własne cele, a przywódca, aby osiągać wspólne cele. Miernikiem dla przywódcy jest suma osiąganych przez wszystkich korzyści.

– Widzi Pan przywódców wokół siebie?

– Często. Przybywa odpowiedzialnych przywódców. Czasami lider „egoista” staje się odpowiedzialnym przywódcą. Odkrywa w sobie potencjał dla takiej zmiany postawy. Dorasta do takiej nowej roli.

– Jak ubezpieczyć społeczeństwo przed liderami hegemonami?

– Szczepionką jest dobra, praktyczna edukacja. Wiedza, umiejętności, doświadczenie pozwalają nam na walkę z własnym lękiem, strachem. Jak się nie boimy, nie będziemy poddawać się sugestii, że świat jest zagrożeniem i za każdym rogiem czeka na nas niebezpieczeństwo. Każdy dzień będzie naszym sukcesem, kolejnym zwycięstwem.

– Zaczęliśmy od posthumanizmu. Czy przypadkiem nie potrzebujemy więcej humanizmu?

– Tego nigdy dość. Poznawanie świata, rozumienie i obserwowanie go oczami  innych ludzi jest bardzo dobrym narzędziem w polityce, biznesie, urzędach, szkołach.

– To znaczy?

– Biznesem można zarządzać egoistycznie. Mieć dobre wyniki kosztem dostawców i klientów, ale też pójść inną drogą, na której miernikiem sukcesu jest satysfakcja klienta i dobre relacje z kooperantami. Przy takiej strategii tworzymy produkty, które są potrzebne, użyteczne, dobrej jakości. W efekcie relacje z klientem są stabilne, oparte na obustronnej satysfakcji. Internet, który szybko demaskuje produkty o złej jakości, wspiera myślenie firm pod kątem satysfakcji odbiorcy. Widać to w np. w sektorze bankowym, który  zrozumiał, że to klient ma mu zaufać, a nie tylko on ma sprawdzać klienta.

– To jest nadganianie czegoś, o czym zapomnieliśmy czy szukanie nowych wartości?

– Wszyscy się uczymy. Często na własnych błędach. Dotyczy to też relacji z pracownikami. Budując z niczego własne firmy, skupialiśmy się na rozwoju, konkurencji, nowych technologiach, a pracownicy czasami czuli się mniej ważni. Bywało, że wręcz zagrożeni tymi szybkimi zmianami. Czas na refleksję, odbudowanie  wspólnoty opartej na łączących wartościach, celach i szacunku.

– Da się odwrócić takie relacje?

– Wszytko się da. Trzeba więcej serdeczności i mniej agresji.

– Należy przeszkolić menedżerów na nowo?

– Uczyć ich na warsztatach i studiach podyplomowych psychologii, negocjacji, budowania zespołów. Zatrudnić psychologa, stworzyć bibliotekę książek i wykładów na YouTube, które pomogą zmienić mentalność i zachowania liderów po to, żeby stali się przywódcami.

– Czy zmiana, o której Pan mówi, jest realna, czy to tylko życzenie? Bo można o tym wciąż i wciąż rozmawiać…

– Zwyciężaj albo zgiń. Są różne perspektywy. W małej rodzinnej firmie proces stosunkowo prosty, choć barierą jest mentalność szefa i jego otwartość na zmiany.

W skali makro jest najtrudniej. Wierzę, że intelektualne elity znajdą nową drogę. Dotyczy to zmian ustrojowych, rewizji tego, co było źródłem sukcesu demokracji i kapitalizmu. Żyjemy w dobie rewolucji internetowej, której wszystkich skutków jeszcze nie umiemy przewidzieć, ale ufam w siłę ludzkiego umysłu i ciągle jeszcze wierzę, że jedynym źródłem głębokiej refleksji i zmiany postaw nie musi być wojna.

– Ale elity tylko zamieniają się stołkami i wprowadzają pozornie nowe porządki. Jak dokonać zmiany?

– Zmianę można zaplanować albo przyjdzie sama i nas zaskoczy. Dziś nie widać ważnego projektu, który próbuje zaplanować przyszłość. Rewolucja internetowa nas zaskoczyła, ale to wywołało ogromny popyt na nowe idee. Zmiana następuje szybko, bo czerpie siłę z naszych najgorszych instynktów i słabości. Rozlewa się przekonanie o małej wadze wiedzy, bo jest łatwo dostępna, a to tworzy pole dla nieprawdziwych informacji, kłamstwa. Coraz większą rolę odgrywają skrajne emocje, nienawiść i euforia. Tracimy równowagę, ale wierzę, że ją odzyskamy. Media dostosują się do nowej sytuacji i staną się ważnym partnerem, bo odkryjemy wartość prawdziwych informacji, odrzucimy emocjonujące kłamstwa. Zrezygnujemy z anonimowości w internecie i oddając część pozornej wolności, jaką daje nam możliwość bycia „nikim”, zaczniemy odpowiedzialnie funkcjonować w wirtualnej rzeczywistości. Internet pozwoli nam na zbudowanie demokracji bezpośredniej, jak kiedyś na rynku w naszym miasteczku. Do łaski wrócą autorytety.

– Wciąż potrzeba nam autorytetów?

– Narasta głód autorytetów. Po latach dewastowania ich dobrego imienia, roli i wagi dziś potrzebujemy ich jak wody. Proces nie będzie łatwy, ale pojawi się pragnienie.

– Ma Pan pomysł na strategię rozwoju autorytetów w sieci WWW?

– U podstaw jest dobra, praktyczna edukacja oparta nie na presji i przymusie, ale na ciekawości i pasji uczniów. Tak zmotywowana, poszukująca wiedzy i doświadczenia młodzież potrzebuje autorytetów, partnerów do dyskusji, eksperymentów. Nadmiar informacji przytłacza. Pomocny może być ktoś, komu zaufamy. Sami wykreujemy autorytety.

 

Piotr Voelkel, współwłaściciel Grupy Kapitałowej VOX, założyciel School of Form, współzałożyciel Uniwersytetu SWPS oraz Collegium Da Vinci
Piotr Voelkel, współwłaściciel Grupy Kapitałowej VOX, założyciel School of Form, współzałożyciel Uniwersytetu SWPS oraz Collegium Da Vinci
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn

Zamów bezpłatny egzemplarz gazety Nienieodpowiedzialni.