Stać nas

Stać nas

Wywiady

Pieniądze same w sobie nie są złe, dzięki nim można zrobić wiele dobrego. Ale uleganie pożądaniu pieniędzy, lokowanie szczęścia w dobrach materialnych jest bardzo prymitywnym sposobem na życie. Nie chodzi o to, aby nie dbać o dobra materialne, ale trzeba to robić tak, aby nie zapominać o najsłabszych. Żeby nie zagarniać dla siebie całego miejsca i posunąć się na ławce życia.

Pieniądze same w sobie nie są złe, dzięki nim można zrobić wiele dobrego. Ale uleganie pożądaniu pieniędzy, lokowanie szczęścia w dobrach materialnych jest bardzo prymitywnym sposobem na życie. Nie chodzi o to, aby nie dbać o dobra materialne, ale trzeba to robić tak, aby nie zapominać o najsłabszych. Żeby nie zagarniać dla siebie całego miejsca i posunąć się na ławce życia.

Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty Chleb Życia, odpowiada na pytania Pawła Oksanowicza.

 

– Świat zawsze był miejscem nierówności społecznych, ale dlaczego obecnie jest aż tak bardzo niesprawiedliwy?

– Dlatego, że ludzie są egoistami. Kieruje nimi chciwość i pogarda dla słabszych. Bogaci wykorzystują pozostałych do jeszcze większego bogacenia się, a przecież celem naszego życia nie są pieniądze, tylko budowanie lepszego świata.

– Jednak bez pieniędzy nam się to nie uda.

– Pieniądze same w sobie nie są złe, dzięki nim można zrobić wiele dobrego. Ale uleganie pożądaniu pieniędzy, lokowanie szczęścia w dobrach materialnych jest bardzo prymitywnym sposobem na życie. Nie chodzi o to, aby nie dbać o dobra materialne, ale trzeba to robić tak, aby nie zapominać o najsłabszych. Żeby nie zagarniać dla siebie całego miejsca i posunąć się na ławce życia.

– Ludzie zawsze szukają szczęścia. Jedni gdzieś dalej, poza sobą, a inni – w poświęceniu. Dlaczego tak się dzieje, że jedni gromadzą, kupują, a inni jednak nie?

– Każdy z nas ma prawo wyboru. Przede wszystkim szczęście przynosi miłość oraz powiązana z nią wolność. Miłość powinna wychodzić poza granice mojego ja, bo taka jest jej natura. Miłość zawsze zakłada, że jest ktoś, kogo kocham, i to daje szczęście. Ale można też w dawaniu innym je znaleźć, bo znam bogatych ludzi, którzy chętnie dzielą się bogactwem. Oni w ten sposób solidaryzują się ze światem.

– Nie sądzę, abyśmy szybko namówili kogoś, aby w imię miłości do ludzi rozdawał majątek.

– Nie rozdawał, ale dzielił się. W imię uczuć wyższych. Wiemy, że pieniędzy się nie dostaje. Trzeba na nie ciężko zapracować. Tu chodzi o traktowanie bogactwa jako narzędzia, a nie życiowego celu. Oprócz tego, że znam majętnych ludzi, którzy potrafią dzielić się, oni też uważają, że to, co posiadają, nie do końca jest ich zasługą.

– Ale sama Siostra stwierdziła, że ciężko pracowali na majątek.

– To nie jest pana zasługa ani moja, że bomby nie lecą nam na głowę, że nie urodziliśmy się niepełnosprawni intelektualnie, tylko w okolicznościach, które pozwoliły nam zdobyć wykształcenie i rozwinąć inne umiejętności. A skoro to nie jest naszą zasługą do końca, staje się zobowiązaniem. Sukcesy ekonomiczne też są takim zobowiązaniem.

– Jak to zobowiązanie należy rozumieć?

– Chodzi o służenie innym tym, co się ma, nawet jeśli pozornie wydaje się to niemożliwe. Przywołam tutaj słynną kiedyś historię sparaliżowanego pana, który prosił o eutanazję. Dzięki pomocy fundacji Anny Dymnej wrócił do życia, zdał maturę i teraz wspiera innych, którzy znaleźli się w jemu podobnej sytuacji. A im więcej mamy, im więcej nam dano, tym więcej należy od siebie wymagać. Jeśli angażujemy pieniądze w służbę przemiany tego świata ku dobremu, to służymy po właściwej stronie. Oczywiście każdy, kto posiada pieniądze, ma prawo korzystać z owoców własnej pracy. Ale powinien też wyznaczyć sobie granicę, powyżej której nadmierna konsumpcja staje się przesadą i sądzę, że dopiero to połączenie – zdolności do zarabiania pieniędzy z umiejętnością przemiany tego świata – powinno być spełnieniem dla człowieka biznesu.

– Jaki jest ten lepszy świat według Siostry?

– W reklamach mówi się nam, że szczęście przynosi posiadanie coraz większej ilości rzeczy. Spora część społeczeństwa w to wierzy. Przy okazji pogłębia swoją frustrację, bo nigdy willi z basenem i luksusowych samochodów mieć nie będzie. I nie musi mieć. Ludzie powinni wieść godziwe życie i mieć możliwość wychowania dzieci, co zapewnia praca. A gdy nie mogą pracować, wówczas powinni znaleźć wsparcie u innych.

– Zakładam, że ludzie wiedzą, że tak powinno być i że należy służyć innym. Dlaczego tego nie robią?

– Nie mają odwagi, nie korzystają z wolności, jaką mamy my wszyscy. Poza tym nie chce nam się. Lubimy luksusik, lubimy czuć się lepsi niż reszta. W tym widzę grzech pychy. Tym skutkuje brak kręgosłupa moralnego i nieumiejętność życia wyższymi wartościami. Pieniądze bardzo szybko demoralizują. I dlatego, im więcej ma się pieniędzy, tym bardziej trzeba być czujnym, aby nie rozjechać się ze swoim człowieczeństwem.

– Siostra przywołała grzech pychy. Czy to jest najczęściej popełniany grzech?

– W Starym Testamencie Bóg wypominał narodowi wybranemu wiele grzechów. Zwracał tam wielką uwagę na grzech wyzysku. Chodziło o ucisk biednych i wdów, wyzysk obcokrajowca i najemnego robotnika. To było nagminne. Teraz także biznes wyzyskuje pracowników, a klientom sprzedaje produkty, które im nie służą. Np. instytucje bankowe czy parabankowe wręcz wciskają im produkty, które tylko pogrążają w biedzie. Wiemy, że w efekcie braku spłaty historia takiego produktu kończy się więzieniem dla pożyczkobiorcy, bo instytucje finansowe w stanowczy sposób próbują odzyskać pieniądze.

– Znam argument, że banki to nie instytucje charytatywne.

– Ale też nie muszą być instytucjami złodziejskimi – odbierać biednym, żeby powiększać kasę bogatych. Jeśli nie potraktujemy naszej pracy jako tej, dzięki której budujemy świat bardziej sprawiedliwy, niż go zastaliśmy, więc też nie powinniśmy się zdziwić, gdy któregoś dnia niesprawiedliwość dosięgnie nas w momencie, gdy będziemy potrzebować autentycznej pomocy, a nie takiej, którą można kupić. Przyjdzie moment, gdy serdeczność, opieka i pomoc innych stanowić będą najwyższą wartość.

– Siostra wspomniała o osobach wciągniętych w spiralę zadłużenia.

– Znam ich setki. Np. niedawno dałam szansę na pracę jednemu z nich. Zaczął spłacać dług, bo w przeciwnym wypadku groziło mu więzienie. Zresztą taka kara niewiele by przyniosła, a nawet więcej, doprowadziłaby go do totalnego upadku. Sytuacji, gdy zupełnie nieprzygotowane do życia nastolatki trafiają do nas, jest bardzo dużo. Kupują telefony komórkowe na abonament, odsprzedają je od razu, nie płacąc zobowiązań. Kiedy trafiają do nas, z różnych powodów, my ich meldujemy i zaraz później przyjeżdża policja z zamiarem aresztowania. Bo za ich plecami zapadł wyrok za wyłudzenie. Wtedy negocjujemy warunki spłaty całości, część spłacając, nie mówiąc o tym głośno. Zachęcamy ich w ten sposób do pracy.

– Z czego spłacacie te długi?

– Z pieniędzy ludzi, który zasilają Wspólnotę Chleb Życia. To jest zamknięte koło społecznej nieodpowiedzialności biznesu. Jeśli jakaś firma daje chwilówkę opisanemu wyżej młodemu człowiekowi, wiedząc, że on jej nie spłaci, to wydaje na tego człowieka wyrok więzienia. I on tam idzie siedzieć na koszt społeczeństwa. To jest też paranoja.

– Jakie powinny być produkty bankowe dla środowiska, w którym Siostra pracuje?

– Najlepsze byłyby pożyczki dla ubogich, do 2 tysięcy złotych, z ograniczoną pulą, aby nie nadużywać możliwości. Tu bank mógłby działać po kosztach, z założeniem dużej spłacalności. Organizacyjnie jest to do zrobienia z pomocą organizacji takich jak nasza, abyśmy znaleźli beneficjentów tych pożyczek. W ten sposób można pomagać ludziom wychodzić z biedy i wyrywać ich z rąk tych, którzy ich wykorzystują. Są naprawdę uczciwi ludzie, których nie stać na niespodziewane wydatki, np. zakup leków w przypadku choroby, węgla na zimę w dużej ilości. Jeśli ktoś ma 640 zł renty inwalidzkiej, wówczas nie kupi pralki za 1 tysiąc zł. Ci ludzie oprócz pożyczki odzyskaliby godność. Poza tym to jest też wciągnięcie ich w system finansowy taki, na jaki ich stać.

– Co Siostra powiedziałaby człowiekowi, który sprzedał chwilówkę chłopakowi omalże wyciągniętemu z więzienia?

Zdaję sobie sprawę z tego, że on boi się o utratę pracy. Jest pod naciskiem szefów. Tak działa machina, w której pracownicy stracili możliwość moralnego wyboru. Musimy działaniem odgórnym powrócić do humanizmu naszych relacji, również biznesowych. To właśnie szefowie, którzy wydają wytyczne, są odpowiedzialni za ten mechanizm zniewolenia. Sprzedawca został sprowadzony do roli maszyny wciskającej ludziom pożyczki nie do spłacenia. Oczywiście, że może rzucić taką pracę, co wymaga heroizmu, a to już bardzo trudna decyzja. Kościół bardzo często kanonizuje osoby heroiczne, bo to rzadka cecha. Na odpowiedzialność stać każdego człowieka w codziennym działaniu.

 

Siostra Małgorzata Chmielewska prowadzi ośrodki dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie dla kobiet i mężczyzn w całym kraju. W swoich działaniach i wypowiedziach publicznych podkreśla znaczenie ekonomii społecznej. Mieszka z adoptowanymi, niepełnosprawnymi dziećmi we wsi Zagórzyce w woj. świętokrzyskim.

 

Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty Chleb Życia, odpowiada na pytania Pawła Oksanowicza.
Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty Chleb Życia, odpowiada na pytania Pawła Oksanowicza.
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn

Zamów bezpłatny egzemplarz gazety Nienieodpowiedzialni.