Świat musi nam wystarczyć

Świat musi nam wystarczyć

Wywiady

Tianxia jest chińskim słowem, które dosłownie oznacza [wszystko, co] pod niebem, tj. świat. Chińscy teoretycy mówią o tworzeniu nowej chińskiej tianxia, nowego chińskiego świata, który ma emanować na inne kraje, które nie znajdują się pod rządami Chin, ale znajdują się pod wpływem chińskiego sposobu postrzegania świata. Jest to bardzo konfucjańskie, paternalistyczne i odgórne podejście do tego, jak ludzie powinni żyć. Kontrastuje to z amerykańskim podejściem: otwartym, miłującym wolność, indywidualistycznym.

Tianxia jest chińskim słowem, które dosłownie oznacza [wszystko, co] pod niebem, tj. świat. Chińscy teoretycy mówią o tworzeniu nowej chińskiej tianxia, nowego chińskiego świata, który ma emanować na inne kraje, które nie znajdują się pod rządami Chin, ale znajdują się pod wpływem chińskiego sposobu postrzegania świata. Jest to bardzo konfucjańskie, paternalistyczne i odgórne podejście do tego, jak ludzie powinni żyć. Kontrastuje to z amerykańskim podejściem: otwartym, miłującym wolność, indywidualistycznym.

Salvatore Babones jest profesorem nadzwyczajnym  w dziedzinie socjologii i polityki społecznej na Uniwersytecie w Sydney. Jest autorem dziesięciu książek. Jego ostatnia książka pod tytułem Amerykańska Tianxia: chińskie pieniądze, amerykańska potęga i koniec historii”, została opublikowana w 2017 r. Salvatore Babones prowadzi swoje merytoryczne badania z perspektywy długiego trwania (fr. longue durée), by wyjaśnić strukturę światowej gospodarki na poziomie makro, koncentrując się w szczególności na globalnej gospodarczej integracji Chin.

Oto jego rozmowa z dziennikarzem Pawłem Oksanowiczem

 

– Porozmawiajmy o cyklach gospodarczych. Czy żyjemy w kryzysie, czy też nie?

– Mówiąc szczerze, cała ta idea obecnego kryzysu jest absurdalna. Można powiedzieć, że średnie tempo wzrostu światowej gospodarki przez co najmniej 30 ostatnich lat wynosiło 2 proc. rocznie. Chodzi mi o to, że wzrost gospodarczy jest bardzo stabilny. W poszczególnych regionach świata mogą być okresy spowolnienia gospodarczego oraz okresy wzrostu, natomiast dużym problemem jest zmienność. W krajach rozwiniętych takich jak Stany Zjednoczone lub państwach Europy Północnej lub Zachodniej wzrost gospodarczy przebiega gładko z niewielkimi recesjami. Im dalej oddalamy się od tych gospodarek, tym większą widzimy zmienność, jednak tempo wzrostu w dalszym ciągu wynosi ponad 2 proc. Oczywiście może się tak zdarzyć, że po kilku latach szybkiego wzrostu nastąpi poważne spowolnienie. Możemy to zaobserwować w kilku krajach, takich jak Brazylia lub Południowa Afryka. Uważam, że można się tego spodziewać w Chinach. Ale rozwój kluczowych elementów światowej gospodarki jest względnie stabilny. Na przykład polski wzrost gospodarczy w okresie ostatnich 20 lat jest bardzo stabilny, w odróżnieniu od krajów położonych bardziej na wschód lub na południe. Ogólnie rzecz biorąc, trudno jest w tym dostrzec rolę decyzji politycznych i wydaje się, że nie mają one istotnego wpływu na wzrost gospodarczy. Zawsze oceniamy rządy na podstawie wzrostu gospodarczego, ale prawda jest taka, że gospodarka rośnie lub nie rośnie niezależnie od zmian politycznych.

 

– Więc nie mamy kryzysu w sensie ekonomicznym, ale może mamy kryzys w polityce lub w rozwoju społeczeństwa? Lub nasz sposób myślenia jest niewłaściwy?

– Nastąpił poważny kryzys polityczny. Ma to tak naprawdę związek z rozprzestrzenianiem się liberalnego indywidualizmu. Ci z nas, którzy żyją w świecie polityki, intelektualiści, środowiska akademickie, zawsze myślimy, że liberalny indywidualizm jest oczywistym rozwiązaniem każdego problemu. Ale oczywiście tak nie jest, np. jeżeli jesteś religijnym konserwatystą lub nacjonalistycznym patriotą. Liberalny indywidualizm nie jest wtedy właściwą odpowiedzią. Często nie szanujemy poglądów ludzi, którzy się od nas różnią.

 

– Jaki rodzaj szacunku ma pan na myśli?

– Nie jestem nacjonalistą, ale myślę, że nacjonalizm jest bardzo przyzwoitym sposobem radzenia sobie ze światem. Nie jestem też religijny, ale mam szczery i głęboki szacunek dla chrześcijaństwa, judaizmu, islamu oraz ludzi, którzy są bardzo religijni. Kryzys nadchodzi wtedy, gdy nie uznajemy prawa innych ludzi do posiadania ich własnych poglądów. Widzimy to w Stanach Zjednoczonych w związku z domniemanym kryzysem dotyczącym wyboru Donalda Trumpa, i widzimy to również w Europie, gdy ideologiczne różnice spotykają się z brakiem akceptacji, mimo że są dopuszczalne z punktu widzenia demokracji.

 

– Indywidualny liberalizm może być jednak pułapką. Przecież nie możemy mieć ciągle wzrostu gospodarczego, rok po roku.

– Mieliśmy ciągły wzrost gospodarczy na całym świecie na przestrzeni historii i mamy ciągły wzrost w okresie ostatnich 20 lub 30 lat. Nie wydaje się, by istniały jakiekolwiek bariery dla wzrostu, ponieważ wzrost zawsze polega na wykorzystywaniu zasobów świata w produktywny sposób w celu zaspokojenia potrzeb ludzi. Nieustanie robimy różne rzeczy w coraz bardziej produktywny sposób. Czy to musi się kiedyś skończyć? To zależy od wyobraźni ludzi. Nie mamy żadnej dziedziny nauki, która się zakończyła lub której rozwój uległ spowolnieniu w ciągu ostatnich 50 lat. Ludzie, którzy żyli 50 lat temu, nie wyobrażali sobie smartfonów. A my nie wyobrażamy sobie wirtualnej rzeczywistości, która jest tuż za rogiem. Ludzie mówią o ograniczeniach dla wzrostu, o powrocie do natury. Przypominam im, że gospodarka zmierza obecnie w kierunku, który jest niewielkim obciążeniem dla środowiska. Im więcej ludzie gra w gry komputerowe, tym mniej potrzebują fizycznych przedmiotów do zabawy, co prowadzi do nieograniczonego wzrostu w nowej erze w gospodarce, który nie jest uzależniony od ropy i innych zasobów.

 

– Ale możemy mieć do czynienia z rosnącą konsumpcją towarów. Czy to jest pułapka dla naszej cywilizacji, czy też nie?

– To zależy od rodzaju towarów. Sektor usług stanowi dziś 18 proc. gospodarki Stanów Zjednoczonych. W Europie jest on nieco mniejszy; w Chinach wynosi około 14-15 proc. Przestawiając się na gospodarkę zorientowaną na usługi, zmniejszamy obciążenie dla naszej planety. Niech pan pozwoli, że wyjaśnię to bez marzycielskiego odwoływania się do nowych technologii – na przykładzie spożycia kawy. Ludzie nie piją więcej kawy niż kiedyś. Teraz, zamiast kupić paczkę kawy rozpuszczalnej, która jest bardzo tania, idziesz do eleganckiej kawiarni i delektujesz się szerokim wyborem kaw. Zamiast wypić „kawę”, pijesz „macchiato”. Kawa macchiato jest dziesięć razy droższa niż paczka kawy rozpuszczalnej, ale nie stanowi większego obciążenia dla środowiska. I to, co widzimy, to przeniesienie nacisku z głównej ekonomicznej wartości ziaren kawy, czyli części, która jest obciążeniem dla środowiska, do głównej wartości – doświadczenia. Jest to sposób, który jest przyjazny dla środowiska naturalnego. Prawdziwy wzrost gospodarczy w przyszłości będzie coraz bardziej zależeć od nas, a my coraz bardziej cenimy doznania, jakich doświadczamy w świecie, a nie rzeczy materialne, które zużywamy.

 

– Przejdźmy teraz do innego tematu. W jaki sposób sztuczna inteligencja i roboty zmieniają społeczeństwo?

Czy zapewnią nam one stabilność zatrudnienia, wzrost, rozwój społeczny, czy też nie?

– Ludzie mówią o nadejściu ery robotów, ale to już ma miejsce. Chodzi mi o to, że sztuczna inteligencja oraz roboty już zmieniają społeczeństwo. Większość procesów przemysłowych opiera się w dużym stopniu na automatyzacji. Robotyzacja i automatyzacja są narzędziami stosowanymi w procesach produkcyjnych, nie tylko w przemyśle. W Stanach Zjednoczonych nawet rolnictwo jest teraz nie tylko zmechanizowane, ale również zautomatyzowane, czego przykładem są samojezdne traktory. Kombajn znajdujący się na środku pola korzysta z nawigacji satelitarnej. Prawdziwą zmianą, którą obecnie widzimy, jest nie tyle automatyzacja, ile sztuczna inteligencja. Zmienia się nasze doświadczanie świata, głównie w Internecie i w smartfonie, ale również pod wieloma względami, z których nie zdajemy sobie sprawy, i wszystko to zmierza w dobrym kierunku. Mam na myśli to, że wszystkie sposoby zmieniające nasze wzorce konsumpcji rzeczy materialnych, które są szkodliwe dla środowiska, nawet te, które powodują, że tyjemy, w doznania konsumenckie, w konsumpcję produktów niematerialnych, które mają znacznie mniejszy wpływ na środowisko, są na ogół z pewnością dobre dla świata.

 

– Kto odniesie największe korzyści z robotów i sztucznej inteligencji?

– Wiąże się to z kwestią dystrybucji. Nasze roboty i sztuczna inteligencja prowadzą do większej nierówności, ponieważ jeden procent światowego przychodu trafia do niewielkiej liczby osób, które posiadają zaawansowaną wiedzę techniczną. I jest to problem, którym powinni się zająć rząd oraz politycy. Problemem nie jest to, że roboty pozbawiają ludzi pracy, ale to, że rządy nie reagują na to, oferując niewłaściwe ubezpieczenie na wypadek bezrobocia oraz inwestując kapitał. Jeżeli będziemy właściwie stosować rządowe narzędzia redystrybucji dochodów, to fakt, że niewielka liczba osób generuje wysokie przychody, nie będzie tak naprawdę problemem.

 

– Jak powinniśmy opodatkować roboty?

– Nie sądzę, żebyśmy musieli opodatkowywać roboty. Musimy natomiast opodatkować właścicieli robotów i to robimy. Stany Zjednoczone słyną jako kraj o niskich podatkach, jednak stawka podatku dla najlepiej zarabiających wynosi 41 proc. Co oznacza, że jeżeli jesteś jednym z tych inżynierów, którzy zarabiają milion dolarów rocznie za wynalezienie mechanizmów sztucznej inteligencji, 41 proc. twoich dochodów trafi do władz federalnych. A kilka procent do władz stanowych. W sumie może to stanowić 50 proc. twoich dochodów. Wiem, że w Europie Zachodniej te podatki są nawet wyższe. Osobiście uważam, opierając się na doświadczeniach z przeszłości oraz licznych analizach, że optymalna stawka wynosi prawdopodobnie około 70 proc. Nie uważam, że te podatki są zbyt niskie, ale nie zapominajmy, że te podatki są istotne. To nie tak, że po prostu pozwalamy, by najbogatsi ludzie uzyskiwali cały przychód, podczas gdy wszyscy inni cierpią. Skoro mamy te narzędzia redystrybucji, to ich używamy. Myślę, że powinniśmy ich używać lepiej, na szerszą skalę i bardziej uniwersalnie. Na przykład w Stanach Zjednoczonych i Australii stawki podatku od zysków z inwestycji kapitałowych są dużo niższe niż stawki podatku od zarobków. Uważam, że stawki podatku od zysków z inwestycji kapitałowych oraz od zarobków powinny być takie same, ale to są problemy techniczne, a nie filozoficzne czy problemy z przeszłości, które powróciły.

 

– Pana prognozy dotyczące światowej gospodarki oraz przyszłości świata różnią się pod wieloma względami od prognoz wielu innych osób.

– Niekoniecznie jestem optymistą, jeśli chodzi o to, co się wydarzy. Jestem optymistą, jeśli chodzi o naszą zdolność do stawienia czoła przyszłości. Być może poniesiemy porażkę, ale jeżeli tak się stanie, to będzie to spowodowane przez nasze własne polityczne niepowodzenia, a nie przez technologię lub gospodarkę. Mamy narzędzia, by poradzić sobie z przyszłymi wyzwaniami. Realnym zagrożeniem jest to, że nie używamy tych narzędzi. Prawdziwym zagrożeniem nie są roboty czy sztuczna inteligencja. Pozwoli pan, że przytoczę przykład z przeszłości, dotyczący użycia robotów. W roku 1980 firmy motoryzacyjne przestawiły się z ręcznego malowania samochodów na malowanie zrobotyzowane. Malowanie jest niebezpieczną pracą, która może poważnie zaszkodzić zdrowiu. Jest ona brudna i nudna. Co się stało z malarzami? W Stanach Zjednoczonych większość z nich przeszła do firm sprzedaży detalicznej lub do firm remontowych. Pytam – co jest lepszą pracą? Malowanie samochodów w niebezpiecznym środowisku czy doradzanie ludziom, jaką farbą powinni pomalować swój dom? Otóż ta druga praca była zdecydowanie lepsza. Problemem jest natomiast to, że ta druga praca jest dużo gorzej płatna. I jest ona dużo gorzej płatna nie dlatego, że praca w fabryce samochodów nieodłącznie wiąże się z wysoką pensją. Praca w sektorze detalicznym jest mniej płatna, ponieważ ten sektor nie posiada związków zawodowych, jest nieuregulowany i nie podlega polityce rządu. Moglibyśmy podnieść wynagrodzenia w sektorze detalicznym. Wystarczy, że zachęcimy ludzi do zakładania związków w tym sektorze, by pracownicy sektora detalicznego mogli zabiegać o płace minimalne. Jest to problem polityczny. Problemem nie jest więc robotyzacja, ale słabe uregulowania dotyczące pracy w sektorze detalicznym.

 

– Często wspomina pan o politycznym rozwiązaniu problemów, ale myślę, że kwestie biznesowe są istotne.  Czy pana zdaniem etyka biznesowa ma dziś znaczenie?

– Etyka biznesowa ma znaczenie, ale myślę, że można oczekiwać, a nie żądać, by przedsiębiorcy postępowali etycznie. Jeżeli przedsiębiorca nie postępuje etycznie, to co można zrobić? Odpowiedź brzmi – można wprowadzić regulacje dotyczące kwestii etycznych takich jak zachowanie osób. Jeżeli chcę, żeby nasi liderzy biznesowi postępowali etycznie, to moim zdaniem nie wystarczy mieć do nich zaufanie, że będą to robić. Tak naprawdę obdarzanie ich zaufaniem nie jest fair.

 

– Dlaczego?

– Ponieważ to nie jest fair, jeżeli przedsiębiorca, który postępuje etycznie, traci pieniądze na rynku wskutek nieetycznego działania konkurencji. Żeby chronić przedsiębiorcę, który postępuje etycznie, potrzebujemy wielu uregulowań wspierających etyczne postępowanie. Powiedzmy – w podziękowaniu za etyczne postępowanie zadbamy teraz o to, by wszyscy twoi konkurenci również postępowali w sposób etyczny. Myślę również, że przedsiębiorcy powinni być bardziej otwarci na uregulowania, po to, by dobrzy przedsiębiorcy mieli pewność, że ich konkurenci muszą przestrzegać takich samych wysokich standardów jak te, które wyznaczyli dla siebie samych.

 

– Czy ta etyka ma również znaczenie dla rynku i społeczeństwa?

– Etyka ma znaczenie dla nas wszystkich. Jednak etyczne postępowanie w działalności gospodarczej jest czymś bardzo ważnym dla możliwości rządzenia światem. Niech pan na przykład pomyśli o arbitrażu podatkowym. Przedsiębiorstwa przenoszą się do krajów, w których obowiązują niższe stawki podatkowe. Możemy mówić, że to jest nieetyczne i próbować przekonywać przedsiębiorców, żeby tego nie robili. Ale jeżeli tak będziemy robili, to możemy jedynie powiedzieć, że przedsiębiorcy, którzy postępują etycznie, mogą stracić pieniądze w odróżnieniu od przedsiębiorców, którzy nie postępują etycznie i przenoszą się do krajów z niższymi stawkami podatkowymi. Właściwą odpowiedzią jest więc wprowadzenie lepszych regulacji dotyczących opodatkowania przedsiębiorstw, tak by żadne przedsiębiorstwo nie mogło przenieść się do kraju, w którym obowiązują niższe stawki podatkowe. Takie uregulowanie nagradza uczciwych przedsiębiorców. Chodzi mi o to, że przedsiębiorca, który odpowiedzialnie płaci podatki od działalności gospodarczej, powinien zostać nagrodzony, by przynajmniej nie ponosił strat wskutek nieetycznej konkurencji.

 

– Ma pan na myśli regulację globalną?

– Im szerszy ma ona zasięg, tym lepiej. Stany Zjednoczone są wystarczająco duże, by uregulować to we własnym zakresie, podobnie jak Unia Europejska. Ale poszczególne kraje europejskie nie są w stanie tego uregulować. Na przykład przepisy dotyczące podatku dochodowego od osób prawnych na pewno wymagają harmonizacji na poziomie całej Unii Europejskiej. UE może uniemożliwić przedsiębiorstwom przenoszenie zysków na Brytyjskie Wyspy Dziewicze, ale nie może uniemożliwić przenoszenia ich zysków do Irlandii. I to jest właśnie problem – konkurencja podatkowa w UE. UE oraz Stany Zjednoczone są w lepszej sytuacji, ponieważ posiadają narzędzia polityczne oraz narzędzia polityki zagranicznej, by powstrzymać firmy przez korzystaniem z antyspołecznego arbitrażu podatkowego. Inne kraje stoją przed trudniejszymi wyzwaniami, ale w Europie oraz w USA ten problem jest naprawdę możliwy do rozwiązania, jeżeli nastąpi ujednolicenie w całym kraju lub w Unii Europejskiej.

 

– Mamy 2-procentowy wzrost globalny oraz 10 procent zwrotu z inwestycji na specjalnym poziomie rentowności.

Mam na myśli ofertę funduszy podwyższonego ryzyka, która jest skierowana do ich najbogatszych klientów. Skąd się bierze ta różnica?

– Thomas Piketty twierdzi w swojej książce „Kapitał w XXI wieku”, że oczekiwana stopa zysku wynosi 8 proc., natomiast wzrost PKB wynosi tylko 2 proc. oraz że w rezultacie świat będzie coraz bardziej równy. Model ten zakłada, że nie byłoby żadnej redystrybucji rządowej oraz że nie byłoby sprzeciwu społecznego w odniesieniu do tych liczb.
Chodzi mi o to, że firmy mogą żądać 8-procentowej stopy zysku, ale to nie oznacza, że musimy im ją dać. Poza tym to nie oznacza, że należy im pozwolić, by ją sobie zatrzymali, i w końcuto nie oznacza, że nie możemy opodatkować akcjonariuszy, gdy już wypłacą dywidendy swoim akcjonariuszom.

Z każdym rokiem następuje postęp technologiczny. I wydaje się, że przybliżone tempo wzrostu PKB jest powiązane z 2-procentowym frontem technologicznym. Zyski przedsiębiorstw mogą jednak całkowicie podlegać regulacji rządowej. Chcemy, by korporacje szukały zysków, tak właśnie działa system. Tak jak korporacje szukające zysków, które wprowadziły innowacyjne rozwiązania, by zachować rentowność, ale nie ma magicznej liczby, tzn. 4, 8 oraz 10 proc. W latach 60. i 70. XX w. zyski przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych były niezwykle niskie. Ale w tym właśnie okresie Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska rozwijały się najszybciej. W okresie od roku 1960 do roku 1980 średnia giełdowa w Stanach Zjednoczonych w ogóle nie spadała. Dziś przyzwyczailiśmy się do tego, że rynek giełdowy musi przez cały czas rosnąć, ale od 20 lat przebiega to w sposób zupełnie nietypowy. Podsumowując, jest to okres niezwykle szybkiego wzrostu gospodarczego. I korporacje nie muszą uzyskiwać 10-procentowego zysku, ale nawet jeżeli go uzyskują, to nie widzę w tym problemu. W końcu mamy narzędzia podatkowe, narzędzia regulacyjne, którymi możemy się posłużyć, by ich zysk przynosił korzyści całemu społeczeństwu, a nie tylko wzbogacał kilku prezesów i udziałowców. Prezesi również płacą podatki. Ważną sprawą jest to, że powinni oni płacić podatki na właściwym poziomie.

 

– A wracając do sztucznej inteligencji, czy pana zdaniem ten rodzaj inteligencji prowadzi nas do bardziej etycznego rynku?

– Pod pewnymi względami – tak. Sztuczna inteligencja jest narzędziem, niezwykle potężnym narzędziem. Podoba mi się to, że gdy zaczynam coś wyszukiwać w Internecie, to Google już wie, co chcę wyszukać. To naprawdę pozwala na zaoszczędzenie czasu i wysiłku. Podoba mi się, że moje narzędzie do sprawdzania pisowni wie, co chcę napisać, zanim skończę to wpisywać. Uważam, że jest to niewiarygodne narzędzie wykorzystujące sztuczną inteligencję. Sztuczna inteligencja była również używana do wykrywania korupcji, zwłaszcza na Ukrainie. Z drugiej strony sztuczna inteligencja może być również wykorzystywana w niewłaściwy sposób, by naruszyć naszą prywatność, a nawet do celów przestępczych. Jest to po prostu narzędzie jak każde inne i może zostać użyte w dobrych lub złych celach. Lepiej jest jednak obserwować, jak na świecie pojawiają się nowe narzędzia i nowe wynalazki, niż biernie czekać i żyć w średniowieczu przez resztę wieczności tylko dlatego, że boimy się nowych technologii.

 

– Czy myśli pan, że amerykański model życia, ten słynny amerykański sen, będzie trwać wiecznie?

– Ameryka się nie podda. Kiedyś mieszkałem w Phoenix w Arizonie, gdzie nie ma wody. Jednak w Phoenix w Arizonie mają pola golfowe chociaż miasto leży na pustyni. Na tym polega amerykański sen – na sprawianiu, że świat staje się taki, jaki chcemy, żeby był. Jest to pod wieloma względami bardzo destrukcyjne, tak jak w przypadku pól golfowych na pustyni, ale z drugiej strony to popycha świat do przodu. Dzięki temu mamy Apple, Google i Facebooka. To jest i dobre, i złe, i tak zostanie.

 

– Przeciwieństwem amerykańskiego snu jest tianxia, która ma swoje źródło w kulturze chińskiej.

Tianxia jest chińskim słowem, które dosłownie oznacza [wszystko, co] pod niebem, tj. świat. Chińscy teoretycy mówią o tworzeniu nowej chińskiej tianxia, nowego chińskiego świata, który ma emanować na inne kraje, które nie znajdują się pod rządami Chin, ale znajdują się pod wpływem chińskiego sposobu postrzegania świata. Jest to bardzo konfucjańskie, paternalistyczne i odgórne podejście do tego, jak ludzie powinni żyć. Kontrastuje to z amerykańskim podejściem: otwartym, miłującym wolność, indywidualistycznym. I właśnie do tego odnoszę się w mojej nowej książce „Amerykańska Tianxia”, ponieważ my wszyscy tworzymy jeden nowy zjednoczony świat, jednak niewielu ludzi wie o tym, że chiński sen jest mocno kontrolowanym i uporządkowanym światem. Wiele osób wierzyło w amerykański sen, w amerykańską tianxia.

 

– Czy chińska tianxia jest niebezpieczna dla liberalizmu?

– Wiele osób uważa, że Chiny oferują alternatywę dla liberalizmu. Osobiście uważam, że chińska alternatywa nie jest zbyt atrakcyjna. Nie znam nikogo w żadnym kraju, kto opowiadałby się za państwem z jedną partią polityczną, gdzie jednopartyjne państwo wtrąca się w każdą działalność gospodarczą oraz gdzie decyzje inwestycyjne są podejmowane przez znacjonalizowane banki, które realizują inwestycje na potrzeby krajowych celów strategicznych. Takie rzeczy nadal istnieją na świecie, ale ten stary model zanika. Pojawia się nowy model. Rozmawialiśmy wcześniej o sztucznej inteligencji w wiodących dziedzinach technologicznych – są one prawdziwym czynnikiem napędowym. To jest amerykańska tianxia, ponieważ świat online to w całości świat, w którym jednostki mogą robić to, co chcą, zamiast słuchać rządu, który mówi im, jak mają żyć.

 

– Może oprócz amerykańskiej i chińskiej tianxia możemy znaleźć jakiś trzeci sposób na życie?

– Ludzie mówią o tym – europejski sen. Ale pytanie brzmi – czy jest to sposób, który popycha świat do przodu? Osobiście jestem wielkim fanem UE. W mojej poprzedniej książce pisałem o europejskim państwie opiekuńczym jako o modelu, który należy naśladować. Europejskie planowanie urbanistyczne powinno być wzorem do naśladowania dla reszty świata. Ale faktem jest również to, że niewiele osób podziela moją miłość do europejskiego modelu życia. Jakość życia w Europie jest bardzo wysoka, ale świat nie zmierza w kierunku tego modelu, obejmującego planowanie urbanistyczne, wysokie poziomy wsparcia socjalnego oraz istotną rolę państwa w kierowaniu gospodarką. Świat w większym stopniu podąża w kierunku amerykańskiej wolności oraz indywidualnej inicjatywy. Oczywiście europejski model oraz chińska tianxia mają wartość, nie chcę umniejszać ich wartości, ale nie sądzę, by się rozprzestrzeniały. Być może odnoszą sukces tam, gdzie są. Jednak wystarczy, że przyjrzycie się temu, co się dzieje za waszą granicą – na Ukrainie lub w świecie muzułmańskim, gdzie ludzie nie wprowadzają europejskiego modelu życia. O ile czymkolwiek się kierują, to pragnieniem, by żyć tak jak Amerykanie. Chcą większej wolności, indywidualnej ekspresji. To nie jest pogląd wyrażany dziś przez większość w tych miejscach, ale właśnie w tym kierunku zmierzają. Ludzie chcą większej wolności. Większa wolność oznacza, że preferują model amerykański, ponieważ wolność jest amerykańskim snem.

 

Prof Salvatore Babones, Uniwersytet w Syndey
Prof Salvatore Babones, Uniwersytet w Syndey
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn