Cała nadzieja w młodych

Cała nadzieja w młodych

WiadomościWywiady

To tytuł ostatniego wywiadu jakiego udzielił Jan Lityński Nienieodpowiedzialnym. Odszedł niespodziewanie, w tragicznych okolicznościach 21 lutego 2021 r. Zachęcamy do przeczytania fragmentu rozmowy z najnowszego, 8 numeru magazynu NNO, który już wkrótce będzie opublikowany.

W naszej rzeczywistości rozmowa o odpowiedzialności w życiu społecznym jest być może rozmową naiwnych, dla których to pojęcie ma jeszcze znaczenie. Mam wrażenie, że dzisiaj odpowiedzialność za wspólne dobro to piękne i szlachetne hasło, ale ono nie jest gwiazdą wieczoru, raczej siedzi w kącie zakrzyczane i stłamszone, trochę się wstydzi, że brzmi tak oldskulowo.

Warto wrócić do poczucia odpowiedzialności za siebie, za swoje otoczenie, za kraj. Z tym mamy na razie problem. W Polsce zawsze był z tym pewien problem, to pokazują badania. Prawdopodobnie wynika to z zaszłości historycznych. Zawsze mieliśmy bardzo duże poczucie więzi rodzinnej, dość wysokie poczucie więzi narodowej, natomiast więź społeczna była zawsze bardzo słaba i to zresztą wykorzystuje PiS. Z wielu badań wynika, że w Polsce panuje wysoka wzajemna nieufność. Bardzo wysoki stopień niewiary w samoorganizację.

To się nie zmieniło, badania, które są obecnie prowadzone, mówią, że jesteśmy najbardziej nieufnym społeczeństwem w Europie.

Właśnie. I to miało szansę się zmienić raz w historii, wtedy, kiedy powstała Solidarność. Być może, gdyby zamiast stanu wojennego władza zaczęła dialog, współdziałanie z „Solidarnością”, mógłby powstać nowy rodzaj społecznej więzi. W Solidarności ‘80 te więzi początkowo były ogromne, potem osłabły. Wprawdzie wewnętrzne konflikty Solidarności osłabiały ją, ale więzi ostatecznie załamał dopiero stan wojenny. Gdybym miał wymienić, co było złe w stanie wojennym, to właśnie to. Nie mówię oczywiście o tragediach, dwadzieścia kilka osób zostało przecież zamordowanych – to jest niezwykle ważne i trzeba o tym pamiętać. Natomiast największym nieszczęściem stanu wojennego było załamanie się nadziei i w związku z tym załamanie się więzi międzyludzkich. Co prawda, w Polsce rozwinął się ruch podziemny na skalę dotąd niespotykaną, niemniej jednak straciliśmy wówczas szansę na zmianę naszej mentalności. O to można mieć pretensję do twórców stanu wojennego.

I potem się już z tego nie podnieśliśmy? Nie zbudowaliśmy tego kapitału społecznego zaufania, realizującego się w innych obszarach niż rodzina i najbliższy krąg znajomych, przyjaciół?

Trudno mi z całą pewnością powiedzieć, ale wydaje mi się, że był on zbyt słaby. W Polsce organizacje pozarządowe były stosunkowo słabe i w bardzo wielu przypadkach odznaczały się pewnym patologicznym charakterem. Zbyt często walczyły o wpływy bądź środki z innymi organizacjami o podobnym charakterze. To oddaje ducha tego, o czym mówię. Wrzuciłbym tu kamyczek do ogródka mojej formacji politycznej – zbyt łatwo i na długo zaraziliśmy się myśleniem liberalnym, to znaczy, że każdy ma swoją szansę – jeden może ją wykorzystać, drugi nie. O ile ja uważam, że w ’89 roku, w ’90 roku przeprowadzenie transformacji gospodarczej było konieczne i korzystne, o tyle zbyt długo myślano tymi kategoriami. Wówczas nie nawiązywano więzów społecznych, a jednocześnie związki zawodowe, zamiast organizować ludzi, by umieli porozumiewać się i walczyć o swoje, wykorzystały ogromne uprawnienia w dużej mierze do budowania własnego aparatu.

Historia podpowiada, że jeżeli nie wydarzy się coś niespodziewanego, to takie rzeczy jak nienawiść same nigdy się nie wypalą.

Odpowiedzialność obywatela, społeczeństwa to jedno, ale porozmawiajmy także o odpowiedzialności władzy. Władzy, która najczęściej ma dużą przewagę nad obywatelami, choćby z powodu dostępu do informacji i zarządzania informacją. Ma do dyspozycji służby, dane. I jak się okazuje, nikt ich nie kontroluje. Usłyszeliśmy enigmatyczne: odpowiedzialność przed narodem i historią.

Władza demokratyczna ponosi odpowiedzialność w wyborach. Obywatele wybierają inną partię, dlatego że uważają, iż dotychczasowa powinna przestać rządzić. Władza autorytarna nie chce ponosić żadnej odpowiedzialności. Ale ja mam wrażenie, że władza autorytarna ostatecznie nie ma takiej relacji z rzeczywistością, jak można by się spodziewać. Ona, owszem, ma informacje, ale przepuszcza je przez własne poczucie władzy. To znaczy, że często złe informacje odrzuca, nie dopuszcza do siebie pewnych informacji. I tak staje się ofiarą własnego kłamstwa. Kiedy się słyszy premiera Morawieckiego, to moim zdaniem u niego występuje podwójny proces. Po pierwsze, kłamie, a po drugie – żeby kłamać skutecznie – musi zacząć w te kłamstwa wierzyć.

Rozmawiał Grzegorz Nawrocki. Współpraca: Pola Janowska (Talent Young Management). Portret Jana Lityńskiego narysował Artur Krynicki.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS