Czas wolności – czas odpowiedzialności

Czas wolności – czas odpowiedzialności

Artykuły

Społeczeństwa porzucają drogę wolności, demokracji, tolerancji, poszanowania zasad prawa, a wybierają populizm i autorytaryzm. Świat, Unia Europejska, Polska nie zmierzają, jak jeszcze sądziliśmy niedawno, niczym równo toczące się koło, do coraz bardziej świetlanej demokratycznej przyszłości.

Społeczeństwa porzucają drogę wolności, demokracji, tolerancji, poszanowania zasad prawa, a wybierają populizm i autorytaryzm. Świat, Unia Europejska, Polska nie zmierzają, jak jeszcze sądziliśmy niedawno, niczym równo toczące się koło, do coraz bardziej świetlanej demokratycznej przyszłości.

Henryk Wujec – z wykształcenia fizyk, działacz opozycji demokratycznej, członek KOR i Solidarności, więzień polityczny,  uczestnik obrad Okrągłego Stołu, polityk, związany z organizacjami pozarządowymi.

Sam wybór dobra to nie wszystko, bo to śmiertelnie trudna droga.

Niedawno wydawaliśmy książkę „Rozmowy o odpowiedzialności”. Czas toczył się zwyczajnie, pierwszy tom zatytułowany „Początek” zapowiadał podjęcie szerszej, spokojnej refleksji nad zadaniami, zobowiązaniami człowieka w XXI w.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, nadchodził nowy rok 2019, w podróż wybrali się Trzej Królowie, wiedzeni nieznaną gwiazdą, odnaleźli Betlejem, a w nim Dzieciątko w żłobie. Jakie to wszystko znane, powtarzalne, malownicze.

Słuchajmy jednak poetów. Prawie 100 lat temu, na początku XX w., Thomas Stearns Eliot nie dał się uwieść baśniowej opowieści, nie poprzestał, jak wielu artystów przed i po nim, na uchwyceniu momentu objawienia się mędrcom Mesjasza obiecanego przez proroków i składania mu darów. Dostrzegł uniwersalny dramat związany z obraniem przez człowieka, przez ludzkość symbolizowaną tu przez mędrców, drogi ku dobru i ostrzega nas przed jej niewypowiedzianym trudem w pięknym wierszu: „Podróż Trzech Króli”:

Wszystko to dawna przeszłość; ale pamiętam wszystko
I chętnie bym przeżod nowa, byle tylko ustali
Jedno, ustali
To: czy coś wiodło nas tak daleko, abyśmy u mety ujrzeli
Narodziny czy Śmierć? Narodziny z pewnością się dokonały,
Mieliśmy niewątpliwe dowody. Widywałem już narodziny i śmierć
Wcześniej, lecz wydawały mi się czymś innym; te Narodziny
Były nam cięż, nieznośczarnią, jak Śmierć, jak własne konanie.
Wróciliśmy w nasze strony, każdy do swego Królestwa,
Ale nie ma już dla nas spokoju tu, gdzie rządzą prawa dawnej wiary
I lud, dzisiaj nam obcy, trzyma się kurczowo swoich bożw.
Rad byłbym, gdyby przyszła jeszcze jedna śmierć.*

*tłum. Stanisław Barańczak

Ciągle od nowa wybieramy się osobiście lub jako społeczność, naród, w podróż, wiedzeni tajemniczą gwiazdą, i jeśli nawet docieramy do celu, to zamiast radości i spokoju, czeka nas śmiertelny dramat.

„Podróż Trzech Króli” to nie piękna poetycka ballada, której można by oczekiwać, ale ostrzeżenie o czekającym nas nowym śmiertelnym wyzwaniu.

Skąd te niewesołe myśli?

W tydzień po święcie Trzech Króli, 13 stycznia, w czasie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na scenie otrzymał cios nożem prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, prezydent miasta symbolu, miasta, które dało początek współczesnej Polsce. Zmarł 14 stycznia, mimo dramatycznych prób ratowania mu życia. Stał się symboliczną ofiarą złożoną na ołtarzu wspólnego czynienia dobra, bo czymże innym jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy?

W 1989 r. rozpoczęliśmy jako naród naszą wielką podróż do świata wolności, demokracji, tolerancji. Od 1993 r. w tej podróży towarzyszy nam Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – pamiętam, jak razem z Tadeuszem Mazowieckim byliśmy na pierwszym finale Orkiestry pod Pałacem Kultury i Nauki. To początek drogi, od tamtego czasu Polska osiągnęła bardzo wiele, wydawało się więc, że zmierzamy do świata wolnego, demokratycznego, sprawiedliwego, tolerancyjnego, że razem z Unią Europejską, a potem może stopniowo z innymi państwami będziemy budować lepszy świat. Oczywiście, jak każda budowa, również nasza jest pełna wad. Przekonanie o tym, że nikt nie jest doskonały, naznaczało zadania na przyszłość. Ale byliśmy dumni z samorządnej, niezależnej III RP.

I nagle zaczęły się pojawiać w różnych miejscach na świecie sygnały niepokojące, że coś zaczyna się psuć, szwankować: zwycięstwa populistów i tendencji autorytarnych w różnych państwach, rządy Viktora Orbána na Węgrzech, Filipinach – niemal dyktatorskie rządy Rodrigo Duterte, w Polsce zwycięstwo łamiącej zasady konstytucyjne „dobrej zmiany”, we Włoszech silne poparcie dla nawiązującej do faszyzmu Ligi Północnej – Matteo Salviniego, w Brazylii zwycięstwo populisty Jaira Bolsonaro i, o zgrozo, zwycięstwo Donalda Trumpa w USA. Społeczeństwa porzucają drogę wolności, demokracji, tolerancji, poszanowania zasad prawa, a wybierają populizm i autorytaryzm. Świat, Unia Europejska, Polska nie zmierzają, jak jeszcze sądziliśmy niedawno, niczym równo toczące się koło, do coraz bardziej świetlanej demokratycznej przyszłości.

Zawsze w takich momentach pojawiają się znaki, słupy ostrzegawcze, niekiedy szokujące, przerażajace.

Morderstwo Pawła Adamowicza jest takim znakiem ostrzegawczym. Od tego momentu już nic w Polsce nie będzie takie samo, ta śmierć jest ostrzeżeniem, że weszliśmy w inną epokę.

W epokę bardziej naznaczoną odpowiedzialnością niż wolnością. W epokę bardziej naznaczoną obywatelskością, poczuciem wspólnych losów lokalnych, narodowych, ludzkich niż tylko podkreślaniem losów indywidualnych i rodzinnych.

Oczywiście diagnoza tego stanu wymaga jeszcze głębokich, starannych badań, ale myślę, że podobnie jak w fizyce mamy tu do czynienia z czymś, co można określić jako przejście fazowe. Woda podgrzewana w normalnych warunkach osiąga stopniowo coraz wyższą temperaturę, ale ten proces ma swój kres, w którymś momencie woda, po osiągnięciu temperatury 100 st. Celsjusza, zaczyna wrzeć i zamienia się w parę wodną, zmienia swój stan. Wydaje się, że w życiu społeczeństw też następują takie przejścia fazowe, chociaż oczywiście są bardziej złożone.

Najprawdopodobniej jesteśmy w trakcie takiej zmiany fazowej. Zamordowanie prezydenta Gdańska w czasie święta, finału akcji charytatywnej, jest wyraźnym znakiem, że stajemy się  społeczeństwem, w którym nienawiść może prowadzić do zbrodni politycznej.

A to właśnie wyznacza nam inne zadania, inny sposób życia niż dotychczasowy, inny sposób wychowania, inny sposób funkcjonowania mediów publicznych, musimy wziąć odpowiedzialność za przyszłość tego, co będzie się działo w naszym kraju. Jest to odpowiedzialność za siebie, za rodzinę, ale przede wszystkim, odpowiedzialność za Polskę. Jesteśmy zobowiązani do czynnego zaangażowania się w proces powrotu życia społecznego we współczesnym świecie na ścieżkę solidarności, demokracji i tolerancji.

Ta solidarność oznacza również solidarność z losem całego świata zagrożonego globalnym ociepleniem. Według naukowych scenariuszy procesy, które zagrażają Ziemi, można jeszcze powstrzymać, ale jak pisał prawie 2 tys. lat temu św. Paweł: „Mówię wam bracia: czas jest krótki” (1Kor7,29), czas na podjęcie działań ratujących Ziemię przed katastrofą klimatyczną, według uczonych (np. prof. Szymona Majewskiego, dyrektora Instytutu Geofizyki na Wydziale Fizyki UW) to ok. 30 lat, potem rozpoczną się procesy, których nie będziemy w stanie zatrzymać.

To właśnie wymaga zupełnie nowego podejścia do problemu odpowiedzialności, wymaga zmiany stylu życia mieszkańców Ziemi i całych społeczności, jeżeli chcemy, by Ziemia – ta mała kruszyna życia w całym ogromnym Kosmosie, w którym dotychczas nie znaleziono ani śladów życia, ani śladów świadomości – mogła nadal istnieć.

To oznacza, że po czasie wolności nastał czas odpowiedzialności i musimy stawić czoło jego wyzwaniom.

rys. Hanna Pyrzyńska (hannapyrzynska.pl

 

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 6 NUMERZE GAZETY NIENIEODPOWIEDZIALNI – ZAMÓW GAZETĘ.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn