Dla duszy – książki

Dla duszy – książki

Artykuły

Tomasz Sobierajski – socjolog, autor książek, felietonista

 

Pracowita Michelle

Jest taki kraj, w którym połowa białych kobiet wolała zagłosować na mizogina i seksualnego fantastę niż na kobietę, której siły i zdecydowania mógłby pozazdrościć każdy na świecie. Jest taki kraj, w którym dopiero trzy lata temu czarnoskóra aktorka dostała nagrodę Emmy za pierwszoplanową rolę w serialu, bo scenarzyści nie bali się obsadzić jej w roli seksownej, acz bezwzględnej pani prawnik. Jest taki kraj, gdzie jakaś kobieta nie pozwala ci wejść do domu, bo jesteś czarny, a czarni nie mogą przecież mieszkać w luksusowym apartamentowcu w tej części miasta. Oni mogą tam pracować. Mogą w nim kraść. Ale nie mogą mieszkać! I w tym kraju, z ciągle silnym, pełzającym rasizmem, kilka lat temu wydarzył się cud. Prezydentem został czarnoskóry Barack Obama. Dwie kadencje, w czasie których rządził nie tylko USA, ale też światem, pozwoliły niektórym dzieciom uwierzyć w to, że prezydent USA musi być czarny, a jego żona musi być świetnie wykształconą, mądrą, zaangażowaną w sprawy społeczne kobietą. Historia pokazała, że… nie musi.

Dziś Barack Obama spisuje wspomnienia w zaciszu gabinetu swojego nowego domu w Waszyngtonie. Michelle wyprzedziła męża o krok (przynajmniej raz!) i wydała książkę „Becoming”. Nie jest to ckliwa historia z cyklu: jeśli tylko bardzo chcesz, to osiągniesz wszystko. To książka o tym, ile pracy musisz włożyć w to, żeby będąc czarnoskórą dziewczyną, zdobyć wykształcenie, potem zbuntować się wobec wymagań, jakie stawia ci kultura, i zacząć robić to, co ty chcesz, a nie to, czego inni od ciebie oczekują. A na koniec wykorzystać szansę, którą dał ci los i nie być sztywną panią w Białym Domu, tylko wzorcowym przykładem dla innych pierwszych dam. I to w czasach, kiedy, jak pisze Michelle Obama, słowa „czarny” i „pierwszy” nikomu nie składały się w całość.

Michelle Obama
„Becoming. Moja historia”
Agora, Warszawa 2019

 

W rytmie krótkiego oddechu

Dobrze jest być młodym, prawda? Szczególnie w czasach, w których osoby mające 60 lat uważają się za młode i pełne życia. Sukcesywnie wydłuża się okres, w którym możemy fikać po bezdrożach świata. Już w pogotowiu czeka na nas arsenał medycyny estetycznej, która pozwoli nam na to, że zachowamy młodość zewnętrzną, nawet kosztem utraty rysów i mimiki twarzy. Za chwilę w drukarce 3D będziemy mogli wydrukować sobie nową nerkę czy wątrobę. Kości już możemy. Nie zmieni to jednak faktu, że i tak będziemy starzy. Z naciągniętą skórą i nową kością udową będziemy zmagać się z nieodwracalnymi demencyjnymi zmianami w naszym mózgu. Będziemy wolniej mówić, myśleć, poruszać się. Nie będziemy mieli refleksu, za to refluks będzie na porządku dziennym. Dziś patrzymy na starszych ludzi z lekkim pobłażaniem. Dziwimy się temu, jak można być tak ślamazarnym i wzruszać się przy każdej okazji. Trąbimy na starszych kierowców, fukamy na starsze osoby, które taranują nam przejście w sklepowych alejkach. Denerwujemy się, że nieustannie przystają na drodze naszej młodości. My, Polacy, jesteśmy jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw świata. Tym, którzy chcą przygotować się na to, co nadchodzi nieuchronnie, polecam fascynującą książkę Zyty Rudzkiej „Krótka wymiana ognia”. Autorka rytm powieści i krótkie, „wąskie” zdania dostosowała do bohaterek, starszych pań, które z racji wieku nieustannie dostają zadyszki i tylko na takie urywane zdania je stać. Bo starość przychodzi do nas znienacka, w drodze z domu do pracy, między pobudką a myciem zębów, w czasie przejścia przez jezdnię… I zostaje. Czasem na długo. Na kilkadziesiąt lat.

Zyta Rudzka
„Krótka wymiana ognia”
WAB, Warszawa 2018

 

Jeden na 6 mln

Romantyczny, długotrwały związek z drugą osobą to chyba najtrudniejsze, co nam się przydarza w życiu. Nie mówię tu o seksualnej przygodzie z mleczarzem czy sekretarką, ale o uczciwej, solidnej relacji z osobą, którą kochamy i przy której czujemy się dobrze. Mój stryjeczny dziadek mawiał, że dobry związek to taki, w którym kiedy budzisz się rano koło kobiety, to nie mówisz sobie: „O Chryste!” i nie odwracasz się na drugi bok. Tylko nic sobie nie mówisz, przytulasz się do tej kobiety, po omacku, z ulgą, znajdując znane ci bardziej lub mniej wypukłe kształty. Pewnie miał rację, bo przez 60 lat spał z żoną w jednym łóżku, pod jedną kołdrą i uwielbiał się do niej przytulać w każdych okolicznościach.

Całkiem niedawno za związki wzięli się matematycy, którzy opracowali algorytm, wrzucili nasze ludzkie dane do komputera, który się zawieszał, psuł, plamkał i złorzeczył, ale ostatecznie wypluł z siebie dane, z których wynika, że każdy z nas na świecie ma możliwość wyboru spośród blisko 6 mln partnerów, którzy idealnie do nas pasują. Prawda, że jest nieźle? Tak, ale tylko z pozoru, bo gdzieś w tym wszystkim jest to najtrudniejsze słowo: „miłość”. Coś, czego nie mają i za czym tęsknią nawet najwspanialsi, najzacniejsi i najlepsi znani mi ludzie na świecie. Może chcą za wiele? Może nie dają sobie szansy? A może za mało kochają samych siebie? Psychoterapeuci i specjaliści od związków Renata Mazurowska i Paweł Droździak w luźnej, acz treściwej rozmowie nie pozostawiają złudzeń. Udany związek to nieustanna praca, która może być przyjemna. Bo chodzi o to, żeby nie stracić szansy, kiedy już jakimś cudem trafimy na tę jedną z 6 mln idealnie pasujących do nas osób.

Paweł Droździak, Renata Mazurowska
„Blisko nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach”
Sensus, Gliwice 2018

 

RECENZJE ZOSTAŁY OPUBLIKOWANE W 6 NUMERZE GAZETY NIENIEODPOWIEDZIALNI – ZAMÓW GAZETĘ.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn