Historia walki Australii z Covid-19

Historia walki Australii z Covid-19

ŚWIAT PO

W Australii społeczeństwo dzieli się na tych, którzy popierają działania premiera i na tych, którzy nazywają go: „Dyktator Dan”

W Australii społeczeństwo dzieli się na tych, którzy popierają działania premiera i na tych, którzy nazywają go: „Dyktator Dan”

Pięciomilionowe miasto zamknięte przez 111 dni, godziny policyjne, naród przygnieciony policyjną ręką państwa, wielkie pieniądze wydane przez rząd. Dziesiątki tysięcy Australijczyków znajduje się poza granicami kraju, bez możliwości szybkiego powrotu. 

Pierwsza fala

Pierwszy przypadek Covid-19 zanotowano 25 stycznia 2020, chorym był obywatel Chin, który przyleciał z Guangzhou do Melbourne. Tym samym Australia, naród, który nie zaznał wojen i powstań zaczyna panikować. Ze sklepów znika papier toaletowy, ludzie rzucają się na makarony, mąkę, puszki. Zaczyna się zamykanie granic. Najpierw, dla wszystkich obcokrajowców, potem pomiędzy stanami. Zostaje wprowadzony lockdown, liczba zakażonych rośnie do 350. „Latający kangur”, czyli linie lotnicze Qantas, wstrzymuje 60 procent lotów krajowych, wszystkie loty międzynarodowe, zwalnia dwie trzecie pracowników, ponad 150 samolotów zostaje uziemionych. 

Jakie kroki podejmuje rząd?

Australijski rząd otwiera bogaty skarbiec: 

  • 12 marca premier przeznacza 17.6 bilionów AUD na ochronę australijskiego zdrowia, pracy i wyjście gospodarki z kryzysu. 
  • 22 marca – 66 bilionów AUD na podwyższenie zasiłków dla bezrobotnych, małe i średnie firmy dostają 100 tysięcy AUD. 
  • 30 marca – 70 bilionów AUD na walkę z kryzysem, pracodawcy otrzymują 1500 AUD co dwa tygodnie, jeśli utrzymają przy pracy pracownika (pełno, pół-etatowego i na umowach), który zatrudniony był przez ponad rok. 

Powstaje Narodowa Komisja Koordynacji Covid-19, która ma monitorować socjalny i ekonomiczny wpływ pandemii. 

Kolejny krok, ograniczenia

29 marca rząd wprowadza przymusowe kwarantanny w hotelach. Dla tych, którzy nie posiadają australijskiego paszportu – Australia jest zamknięta. Dla powracających obywateli wygląda to tak, jak opisuje irlandzka emigrantka, mieszkająca w Melbourne: 

Kilka razy kasowano mój bilet na lot do Australii, bo przyloty są mocno ograniczone, wreszcie się udało. Wysiadłam po dwudziestu kilku godzinach podróży w stresie, że zarażę się w samolocie. Nie mogłam pojechać do domu, z samolotu trafiliśmy do autobusu, nie mieliśmy wyboru, do jakiego hotelu nas zawiozą. Co dzień dowozili okropne żarcie, nie można było wyjść na korytarz, ani otworzyć okna. Siedziałam zamknięta z dwójka malutkich dzieci – masakra!

I jeszcze raz ograniczenia

W stanie Nowa Południowa Walia kwarantanny są monitorowane przez wojsko, w stanie Wiktoria – przez trzy prywatne firmy ochroniarskie, w innych stanach – przez policję. Koszty kwarantanny najpierw opłacały rządy stanowe. 19 czerwca obliczono, że zamknięto w hotelach 63 tysięcy osób, koszty to 118 milionów AUD. Co robi rząd? 9 lipca jeszcze mocniej ogranicza przyloty do Australii, która staje się zamkniętą twierdzą. 11 lipca rządy stanowe wprowadzają opłaty za kwarantanny w hotelach. Koszt dla jednej osoby to 3 tysiące AUD, dla rodzin 5 tysięcy AUD. Australia święci triumfy, stany kolejno ogłaszają zero nowych zakażeń: 30 kwietnia stan ACT, 15 maja stan Australia Południowa, 21 maja Terytorium Północne, 12 czerwca Tasmania.

Druga fala

W stanie Wiktoria zaczyna się zima i okres grypowy, ognisko koronawirusa wybucha w rzeźniach, w kilku restauracjach McDonalds, w domach starców – razem 90 nowych zakażeń. Pięciu ochroniarzy Unified Security, zatrudnionych przy hotelowych kwarantannach też jest chorych. Media obiega plotka jakoby współżyli z kobietami zamkniętymi na hotelowych kwarantannach. Ochroniarze zarażają swoje rodziny, sytuacja wymyka się spod kontroli. 

7 lipca – rekordowe 191 nowych zakażeń, premier Wiktorii Dan Andrews zamyka Melbourne i okolice Mitchell Shire. 2 sierpnia ogłasza stan katastrofy, a Melbourne zostaje objęte obostrzeniami najwyższego stopnia. Wprowadza godziny policyjne pomiędzy 20 a 5 rano. 

Rozdźwięk w społeczeństwie

Społeczeństwo dzieli się na tych, którzy popierają działania premiera i na tych, którzy nazywają go: „Dyktator Dan”.

Dan’s the man – mówi mi przez Skyp’a 70 letnia Anne, mieszkanka Melbourne. – Lubimy go, bo się nami zaopiekował. Jak udało się przetrwać długi lockdown? Można było wyjść na godzinę, 5 km od domu, po zakupy spożywcze, do lekarza, czy w celu opieki nad inną osobą. Nikt tego nie sprawdzał, nie widziałam policji na ulicach, ale my po prostu tego przestrzegaliśmy. Skąd mogę wiedzieć, czy sąsiad nie patrzy? Co wieczór siadamy przy stole: ja, mąż i syn, robimy alkoholowe koktajle, pijemy i rozmawiamy. Teraz, gdy możemy poruszać się 25 km od domu, wychodzimy z psem, dołączyła do nas znajoma. Myślałam, że w lockdown dużo zrobię w domu, ale głównie nauczyłam się obijać.

Beata z Melbourne:

– 44 lata Wydawało się, że lockdown trwa w nieskończoność. Najpierw był w kwietniu i maju, potem na chwilę odzyskaliśmy wolność, dzieci wróciły do szkół na 3 tygodnie, po czym znów szkoły zostały zamknięcie. Na początku było pieczenie chleba na zakwasie i Zoomy z całym światem. Jak Dan przedłużył lockdown, chciało mi się krzyczeć i walić w ściany kilofem. Spędziłam kilka dni w łóżku oglądając seriale i pijąc gin z tonikiem, to mi się nigdy wcześniej nie zdarzało. Przed supermarketem z alkoholem był ogromny ruch. Moje dzieci 10 i 14 lat, wcześniej wysportowane, teraz mają straszną kondycję. Widzę, że wielu nastolatków przytyło. Z pozytywów: podczas lockdown pomagał nam sąsiad w ogródku, ja nosiłam mu smakołyki z polskiego sklepu, poznałam lepiej lokalne sklepy, zacieśniłam przyjaźnie, doceniłam zalety pracy zdalnej.

Magda z Melbourne, 45 lat:

– Premier namawiał w mediach ludzi, żeby na siebie kablowali, mówił też o dronach, z których się potem wycofał. Znajomi obawiali się tych dronów, mówili: „Zróbmy sobie ognisko w ogródku!” „O nie, bo drony!” To była jedna, wielka paranoja. Żeby wyjść do pracy, musiałam nosić przy sobie pozwolenie. Nikt nigdy tego nie sprawdził, ale na początku się bałam, nosiłam przy sobie, złożone w kurtce, jak Polacy w stanie wojennym i za okupacji. Moje dzieci bardzo ucierpiały, mój młodszy syn 9 lat dostał tików psychosomatycznych, starszy 13 lat miał stany depresyjne. Stracił motywację żeby wstawać rano i uczyć się on-line, nie chciał z nikim rozmawiać. Sama zaczęłam się tym martwić, nie mogłam spać. Premier zwiększył standardowe 10 godzin u psychologa opłacane przez Ministerstwo Zdrowia na 20 godzin. Dostałam skierowanie od lekarza, chciałam porozmawiać z psychologiem, ale listy oczekujących są bardzo długie.

Rozluźnienie obostrzeń

6 września rząd Wiktorii ogłasza pięciostopniowy plan rozluźniania obostrzeń. Krok po kroku otwierane są miejsca publiczne, na razie te z możliwością hostingu ludzi na świeżym powietrzu. 26 października Wiktoria notuje zero nowych zakażeń. Premier ogłasza dalsze rozluźnienie obostrzeń: nie trzeba mieć pozwolenia na opuszczanie domu, otwierane są sklepy, restauracje, hotele, kawiarnie i bary, maksymalnie 10 osób na weselach, do 20 osób na pogrzebach i mszach. 8 listopada zostanie zdjęty z obywateli limit podróżowania do 25 km od miejsca zamieszkania. 

Drugie co do wielkości miasto Melbourne wychyla głowę z 111 dniowej hibernacji. Mieszkańcy stanu Wiktoria nadal nie mogę poruszać się po kraju. Dziesiątki tysięcy Australijczyków przebywa w obcych krajach, bez możliwości szybkiego powrotu. 

Agnieszka Burton
Dziennikarka, autorka reportaży publikowanych głównie w Dużym Formacie.
Przez 16 lat mieszkała w Australii, od dwóch lat żyje na Podhalu.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS