Ja po prostu lubię pomagać

Ja po prostu lubię pomagać

Wywiady

Recepta jest prosta: lubić ludzi, umieć patrzeć tak, by dostrzegać potrzebujących, nie zrażać się trudnościami. A poza tym, działalnością społeczną i charytatywną zarażać innych.

Recepta jest prosta: lubić ludzi, umieć patrzeć tak, by dostrzegać potrzebujących, nie zrażać się trudnościami. A poza tym, działalnością społeczną i charytatywną zarażać innych.

Z ELŻBIETĄ KRAJEWSKĄ-KUŁAK, lekarką, pedagożką i społeczniczką, rozmawia PAWEŁ ŁUKASIAK

PAWEŁ ŁUKASIAK: Wiele osób na pytanie dlaczego pan/pani nie pomaga? odpowiada, że nie ma czasu. Pani jest osobą bardzo zajętą, aż trudno sobie wyobrazić, że w te wszystkie działania angażuje się ta sama osoba. Jak udaje się pani tak mistrzowsko gospodarować swoim czasem?

ELŻBIETA KRAJEWSKA-KUŁAK: Zawsze powtarzam, że mam podzielną uwagę, żeby nie powiedzieć ADHD. Najbardziej nie lubię stagnacji i narzekania: „nie mogę, nie dam rady, nie mam kiedy”. Tak jest najłatwiej… Może to kwestia wychowania. Dużo zawdzięczam rodzicom, którzy starali się, abym nie wyrosła na egoistyczną jedynaczkę; może pewnej wrażliwości, może umiejętności gospodarowania czasem, może tego, że udaje mi się zarazić swoimi pasjami fajnych ludzi, wspierających mnie na każdym kroku i w każdym, nawet najdziwniejszym pomyśle… Tak jest np. w naszym Stowarzyszeniu Pro Salute. Tu  wszyscy członkowie pracują zawodowo, w większości na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku, a w Stowarzyszeniu działają wyłącznie jako wolontariusze, nie mamy etatowych pracowników i sztabu PR do pomocy. Wszystkie zgromadzone środki w 100% wydajemy na potrzeby naszych podopiecznych, nie ponosząc kosztów związanych z etatami. Wszyscy mocno wierzymy, że właśnie w taki sposób, bez etatów, też można wiele pomóc. Na pewno ważne jest  to, że zawsze mogę liczyć na wsparcie moich najbliższych. Poza tym trzeba lubić ludzi, trzeba umieć patrzeć i dostrzegać potrzebujących, nie zrażać się trudnościami i lubić pomagać.

Ogólnopolska akcja „Łańuch dobra” zainicjowana przez Stowarzyszenie Pro Salute. W wyniku akcji powstał łańcuch o długości 111 km 119 m 57 cm.

A skąd czerpie pani motywację? Działa pani na rzecz bardzo różnych grup: od niepełnosprawnych dzieci po konferencję „Życiodajna śmierć”. Skąd taka różnorodność?

Wiele osób zwraca się pośrednio lub bezpośrednio do mnie po pomoc, a ja nie potrafię odmawiać. Staram się pomóc każdemu, kto o to poprosi, a czasem sama, z pomocą przyjaciół, taką pomoc inicjuję. Nieraz organizowaliśmy zbiórki dla najuboższych nie tylko w Polsce, ale na Ukrainie, Białorusi, w Afganistanie, a jak trzeba, to i dla zwierząt w schronisku czy piesków znalezionych na ulicy szukających  domu. Gdy studentka naszego wydziału zgłosiła się z prośbą o pomoc w uzbieraniu funduszy na leczenie chorej siostry, nie wahałam się i szybko zaczęłam działać.  Podobnie było, gdy tragicznie zginął w pracy jako strażak nasz student ratownictwa medycznego. Od razu zorganizowaliśmy zbiórkę na rzecz jego żony i nienarodzonego jeszcze dziecka, a także wydaliśmy specjalną monografię, m.in. z jego pracą licencjacką, którą już miał napisaną, ale nie zdążył jej obronić. Chcieliśmy, by rodzina miała dodatkową pamiątkę. Ważne jest jednak w działaniach wsparcie innych osób. Samemu trudno cokolwiek zrealizować. Trzeba swoją pasją zarazić innych, a można to zrobić moim zdaniem tylko wtedy, gdy się jest w swoich działaniach autentycznym, samemu się do nich włącza, nie jest się tylko wymagającym dyrygentem, lecz partnerem.

Czy czerpie pani motywację ze swoich osobistych doświadczeń? Czy były jakieś wydarzenia, punkty przełomowe, które skłoniły panią do włączenia się do jakiegoś projektu?

Myślę, że największy wpływ mieli na mnie moi rodzice, którzy od małego uwrażliwiali mnie na krzywdę i potrzeby innych. Zarówno ludzi, jak i zwierząt. Tata miał duszę społecznika i pewnie mam to po nim. Odkąd pamiętam, zawsze gdzieś działałam, pomagałam, jak nie w szkole, to w domu dziecka, jak nie na uczelni, to w szpitalu, w wolontariacie… Czasem mam wrażenie, że czekam tylko na okazję, by pomagać… a pomysłów mam wiele, aż strach się bać. Ja po prostu lubię pomagać.

Tytuł konferencji „Życiodajna śmierć”, której jest pani inicjatorką, brzmi szczególnie intrygująco. W kontekście wolontariatu w hospicjach jest to temat niezwykle istotny.

Tak, konferencję organizuję od 14 lat i dopóki będę mogła, będzie organizowana. Jej nazwa wywodzi się od tytułu książki Elizabeth Kübler-Ross „Życiodajna śmierć”. Fakt, że wiąże się bardzo z wolontariatem i hospicjami, ale ma aspekt o wiele szerszy. Uczestniczą w niej lekarze i filozofowie, psycholodzy, etycy i socjologowie, duchowni i artyści, dziennikarze, pielęgniarki i położne, ale także rodzice po stracie oraz chorzy. Poruszamy tam nie tylko trudne tematy związane z interdyscyplinarnymi wyzwaniami opieki paliatywnej i tanatoedukacji, ze śmiercią i umieraniem. Tworzymy nie tylko okazję do dialogu o śmierci i umieraniu, ale także do wymiany poglądów na temat rozlicznych dylematów etycznych, prawnych i społecznych pracowników ochrony zdrowia,  w tym dotyczących postrzegania metody in vitro, aborcji, donacji, transplantacji, eutanazji, uporczywej terapii, terapii marihuaną. Staramy się  uzmysłowić, że śmierć dotyczy nie tylko tych, którzy są ciężko chorzy, ale także osób, które już za życia traktowane są jako nieobecne, usunięte na margines, tak jakby nie żyły (osoby starsze, niepełnosprawne, chore psychicznie, z upośledzeniami genetycznymi i te, które są po prostu bezdomne). Dyskutujemy także o roli religii i jej wpływie na zdrowie, przybliżamy zadania pracowników ochrony zdrowia w zwalczaniu dyskryminacji, stygmatyzacji, agresji i uzależnień. Zastanawiamy się nad postrzeganiem tych zagadnień w różnych kulturach, nad ich wizją zdrowia, choroby i śmierci, kulturowymi uwarunkowaniami w poszczególnych dziedzinach medycyny, miejscem medycyny niekonwencjonalnej w terapii oraz dylematami etycznymi w opiece nad pacjentami pochodzącymi z różnych kultur. Nie zapominamy o tematach powiązanych z żałobą zwierząt po utracie właściciela oraz żałobą ludzi po utracie zwierząt, a także o terapeutycznej roli zwierząt, bioetycznych granicach zadawania im  bólu podczas eksperymentów naukowych, wykorzystywaniu ich w sporcie oraz o kulturze traktowania zwierząt w Polsce i przejawach ludzkiego barbarzyństwa wobec nich. Są sesje filmowe, reportażowe, wystawy, warsztaty o powyższej tematyce. Tematyka jest bardzo ciekawa, więc serdecznie zapraszamy.

Jak więc rozmawiać z osobami zbliżającymi się do śmierci i z ich bliskimi, jak rozpoznać i zaspokajać ich potrzeby?

To bardzo trudne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Każdego chorego, także tego zbliżającego się do śmierci, trzeba traktować indywidualnie. Trzeba widzieć w nim partnera. Szanować jego autonomię, prawo do podejmowania decyzji, cierpliwie go słuchać, dyskutować z nim, ale nie narzucać mu na siłę swojego zdania. Rozmawiający musi być profesjonalistą, być wiarygodnym życzliwy i swoje informacje przekazywać w sposób zrozumiały. Musi budzić zaufanie. Musi też być dobrym obserwatorem, by rozpoznać, kiedy i jaki zasób informacji choremu przekazać. Chory powinien dostrzec w osobie pomagającej kogoś, kto chce jego dobra. Trzeba pamiętać, że rozmowa z takim chorym to proces, który ma swoją dynamikę i etapy, bowiem zapotrzebowanie na informacje zmienia się w zależności od stopnia zaawansowania choroby. Lekarz, pielęgniarka, czy inny członek zespołu terapeutycznego to tylko człowiek, któremu trudno czasami zapanować nad doborem słów, nad gestem czy tonem głosu. Stąd przede wszystkim nie może zabraknąć  czasu na rozmowę i czasu na to, by chory i jego rodzina właściwie przyjęli przekazywane im informacje.

Jak pani zdaniem należy uczyć prawdy, miłci, szacunku w poznawaniu i wspomaganiu człowieka cierpiącego?

Praca z osobami cierpiącymi, a właściwie z każdym pacjentem, bez względu na stopień zaawansowania choroby, gdyż każdy odbiera ją indywidualnie, wymaga wrażliwości i empatii. Z jednej strony mamy pacjenta – osobę chorą, człowieka, którego być może dotyka najtrudniejsze życiowe doświadczenie, jakim jest śmierć, a z drugiej zespół terapeutyczny. Choroba wiąże się z ogromną dawką różnorodnych i  trudnych emocji, dotyczących nie tylko osoby cierpiącej, ale także wszystkich, którzy jej towarzyszą – rodziny i personelu medycznego. To sytuacja bardzo stresującą i obciążająca emocjonalnie. Wspomagania człowieka cierpiącego medycy uczą się przez całe życie. To nie tabliczka mnożenia, której można nauczyć się raz na zawsze. Zespół terapeutyczny również przeżywa wiele emocji. Dlatego też istnieje konieczność szkolenia pracowników medycznych w zakresie umiejętności dobrego kontaktu, radzenia sobie z emocjami i ze stresem wynikającym z pracy, już podczas studiów medycznych, a potem także w pracy. Niezbędne jest, aby wszyscy zajmujący się pomaganiem, a szczególnie towarzyszeniem w umieraniu, mogli korzystać z form wsparcia w instytucjach, w których pracują.

Elżbieta Krajewska-Kułak – polska lekarka, naukowiec, pedagożka, społeczniczka, współtwórczyni oraz wieloletnia prodziekan i dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Aktywność zawodową połączyła z działalnością społeczną i charytatywną, przede wszystkim na rzecz dzieci chorych i niepełnosprawnych. Organizatorka licznych akcji dobroczynnych na rzecz potrzebujących w kraju i na świecie – kwest, koncertów, aukcji itp.

Założycielka Centrum Wolontariatu Wydziału Nauk o Zdrowiu UMB i organizatorka kilkuset akcji charytatywnych związanych z pomocą osobom indywidualnym, domom dziecka, oddziałom szpitalnym, m.in. we współpracy z Fundacją Redemptoris Missio: „Ołówek dla Afryki”, „Podaj mydło”, „Pomoc dla Afganistanu”, „Opatrunek na ratunek”, „Puszka dla maluszka”, „Czary mary okulary”, „Adoptuj szkołę”. Niosła pomoc we współpracy z Komendą Wojewódzką Policji w Białymstoku – w ramach akcji „Nie bądź obojętny” i „Studenckie skrzydła pomocy”. Pomagała doraźnie w sytuacjach kryzysowych osobom zagrożonym bezdomnością w okresie zimy, ale stworzyła też Uniwersytet Zdrowego Przedszkolaka, który przekształcił się w Akademię Młodego Naukowca, stawiającą sobie za cel poszerzanie wiedzy prozdrowotnej przedszkolaków i ich rodziców.

Stworzyła Uniwersytet Zdrowego Seniora oraz Uniwersytet Profilaktyki Psychogeriatrycznej, by propagować zdrowy styl życia i postawy prozdrowotne, poszerzać wiedzę w dziedzinie opieki medycznej poprawiającej jakość życia ludzi w podeszłym wieku, wykorzystywać nowoczesne metody diagnostyki i leczenia, stosowania leków i suplementów diety oraz farmakoekonomii w chorobach u ludzi w podeszłym wieku oraz przeciwdziałać samotności, wykluczeniu i aktywizować społecznie osoby starsze.

Od roku 2017 jest prezesem Stowarzyszenia Pro Salute, którego działania ukierunkowane są na pomoc 30 dzieciom z dystrofią mięśniową, podopiecznym Kliniki Rehabilitacji Dziecięcej UMB. Zbiera fundusze na ich terapię i rehabilitację, której nie refunduje NFZ, a która musi trwać do końca ich życia.

W 2010 roku Elżbieta Krajewska-Kułak została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Paweł Łukasiak – prezes Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 6 NUMERZE BEZPŁATNEJ GAZETY NIENIEODPOWIEDZIALNI – ZAMÓW GAZETĘ.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS