Ku przyszłości bez paniki i głupoty

Ku przyszłości bez paniki i głupoty

ŚWIAT PO

Prof. Krzysztof Obłój: Gospodarka jeszcze nie stanęła, łańcuchy dostaw nie są zerwane. Chiny powoli rozpoczynają produkcję. Najtrudniejszym wyzwaniem jest niepewność rozwoju pandemii i zachowania konsumentów. Przy rozwoju pandemii i spadku popytu dalej będzie kryzys. Kolejny. I tyle.

Prof. Krzysztof Obłój: Gospodarka jeszcze nie stanęła, łańcuchy dostaw nie są zerwane. Chiny powoli rozpoczynają produkcję. Najtrudniejszym wyzwaniem jest niepewność rozwoju pandemii i zachowania konsumentów. Przy rozwoju pandemii i spadku popytu dalej będzie kryzys. Kolejny. I tyle.

O teście dla instytucji państwowych i zdolności firm do przetrwania, poświęceniu służby zdrowia oraz o zdolności do odradzania się organizmów – od biologicznych po biznesowe. Czyli, o racjonalności w czasach pandemii.

Krzysztof  Obłój – ekonomista, teoretyk i praktyk zarządzania, kierownik Katedry Strategii Organizacji w Akademii Leona koźmińskiego i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem.

PAWEŁ OKSANOWICZ: Zacznijmy od pytania, czy widzi pan panikę w biznesie? Co zaleca pan w tej sytuacji przedsiębiorcom? Organizacjom gospodarczym?

KRZYSZTOF OBŁÓJ: Nie, nie ma żadnej paniki. Ludzie się organizują i myślą, jak reagować na nadchodzące możliwe spadki popytu, ograniczenia dystrybucji, choroby pracowników. Kluczowym wyzwaniem są koszty stałe, czyli głównie płace pracowników. Jest pewna obietnica rządu dofinansowania i jeśli będzie realizowana bezproblemowo i przy minimalnej dokumentacji, to wiele biznesów przetrwa. Jeśli administracja będzie zachowywała się tak jak zazwyczaj, to będzie problem. Ale zwolnienia i tak są nieuniknione w wielu branżach. I to będzie ogromny problem społeczny, bo zanim firmy zaczną z powrotem zatrudniać, to część miejsc pracy zostanie zautomatyzowanych, zrobotyzowanych i zdigitalizowanych. Co bym doradzał przedsiębiorcom? To co w każdym kryzysie: direction, protection, order. Po pierwsze trzeba jasno zakomunikować, dokąd firma zmierza i co będziemy robić. Po drugie, pracownicy muszą wiedzieć, że będziemy chronić biznes, mamy rękę na pulsie i mamy opracowane scenariusze działania. I po trzecie, nie ma miejsca na panikę, plotki i głupotę.

Czy nie zastanawia pana fakt, że na kształt gospodarki – procesów biznesowych, łańcuchy dostaw – tak wielki wpływ ma biologia? Czy w ten sposób ekonomia ustępuje miejsca biologii?

– Nie, mamy po prostu do czynienia ze zdarzeniem, które było dosyć prawdopodobne, ale które politycy i społeczeństwa wyparły psychologicznie. Epidemiolodzy mówili od lat o możliwości pandemii, bo takowe co kilkadziesiąt lat od zawsze nawiedzają cywilizacje. I ta pandemia jest przede wszystkim testem dla wydolności dzisiejszego bardzo złożonego państwa i jego aparatu i instytucji, a nie dla biznesu. W Polsce okaże się dopiero, na ile państwowe instytucje i służba zdrowia poradzą sobie w zderzeniu z realnym zagrożeniem, bo wtedy przestaje pomagać polityczna zdolność ubijania słów na pianę, którą niektórzy liderzy opanowali do perfekcji. Obojętnie, co mówią politycy – za chwilę zobaczymy jako społeczeństwo, czy mamy państwo w sensie sprawności mobilizacji służb bliższe modelowi włoskiemu czy południowo-koreańskiemu. Ja mam nadzieję, że dzięki profesjonalizmowi polskiej służby zdrowia, bardziej niż państwa generalnie, będzie ok. I to ma przełożenie na ekonomię.

Czy teraz właśnie objawiają się słabości gospodarki globalnej w postaci skrajnej?

– Nie, tak nie jest. Żaden system nie może być przygotowany na sytuację skrajnego kryzysu. To nie jest słabość, ale norma, bo takie przygotowanie jest po prostu ogromnie kosztowne. Nie można mieć nadmiaru lekarzy, nadmiaru szpitali, nadmiaru sprzętu, itd., czekając sto lat na pandemię. Podobnie nie można mieć nieskończonych zapasów, nadmiaru mocy produkcyjnych, nadmiaru pracowników i pieniędzy. To kosztuje i nikogo na to nie stać. Więc systemy, zderzając się z kryzysem, muszą zmienić model działania i problemem jest szybkość dostosowań. A ta jest w bardzo złożonych i przeregulowanych systemach ograniczona. Ale takie systemy stworzyliśmy, bo takie też są oczekiwania społeczne. Wszyscy chcą efektywności, a systemy efektywne mają mało rezerw. 

Czy zagraża nam chaos gospodarczy? Jak on może się  przejawiać?

– Nie wiem, tego nikt nie wie. Na razie wykonano właściwe ruchy, czyli dokonano masowej izolacji ludzi. I czekamy na to, co będzie dalej z pandemią. Ale systemy społeczne i gospodarcze mają niezwykłe zdolności adaptacyjne. Więc się dostosują, mniejszym lub większym kosztem.

W jaki sposób poszczególne kraje, regiony gospodarcze mogą chronić swoje gospodarki?

W globalnym świecie nie da się chronić własnej gospodarki. Można chronić własne społeczeństwa, co właśnie na całym świecie zrobiono poprzez blokady, testy i kwarantanny. A gospodarki będą się adaptować w różny sposób – tworząc substytuty, rezygnując z pewnych produkcji oraz zmieniając ceny, co będzie regulowało zarówno konsumpcję jak i marże.

Co jest najważniejsze teraz – odpowiedź polityczna, czy gospodarcza na wirusa? Jak Pan poukładałby sfery „biologia/ekologia”, „polityka”, „gospodarka” wg ważności i siły oddziaływania na rzeczywistość?

– Za mało wiemy o możliwych scenariuszach. Są rozważane dwa najprostsze scenariusze. Pierwszy to pandemia zahamowana i rozwijająca się w kontrolowany sposób z powrotem od jesieni, ale już wobec sprawnie działających instytucji, środków przeznaczonych na ochronę zdrowia i nowych norm społecznego zachowania. Drugi, to dalszy rozwój pandemii w różnych regionach z różną intensywnością i jej silny powrót w drugiej połowie roku. Nie wiemy zresztą, czy potrwa to rok, dwa czy trzy, ale to, co się stanie, zależy od efektywności działania instytucji państwowych. W obu wariantach będziemy mieli spowolnienie gospodarcze, ale o ile w pierwszym gospodarka się otrząśnie i zacznie z powrotem funkcjonować na drugim i trzecim biegu, o tyle w drugim scenariuszu mamy do czynienia z możliwą spiralą spadku popytu, zwolnień i coraz trudniejszym do wyhamowania kryzysem. Żadne obniżanie stóp procentowych ani pakiety antykryzysowe wówczas nie pomogą, bo poziom zaufania przedsiębiorców do przyszłości osiągnie poziom zerowy.  I wtedy będziemy wracać do stanu normalności kilka lat.

Lekarze, wirusolodzy zalecają utrzymywanie „dystansu społecznego”. Jak w takich warunkach prowadzić biznes? Czy nadchodzi przyśpieszona, jeszcze bardziej zaawansowana cyfryzacja gospodarki?

– „Dystans społeczny” zostanie z nami tak długo, aż nie zapomnimy o tej pandemii. Ale tak jak mówiłem wcześniej, on ogromnie przyśpieszy cyfryzację gospodarki z trzech powodów. Po pierwsze, to jest okres dramatycznie szybkiego nabywania i szlifowania nowych umiejętności cyfrowych przez bardzo wielu graczy w gospodarce i społeczeństwie. Szkoły, uczelnie, media, firmy są dobrym przykładem. Po drugie, w miarę jak ludzie się przymusowo uczą, to budują nowe cyfrowe rynki, platformy, zwyczaje. I to już nie jest czas zakupów na Allegro lub Amazonie, to jest czas realizacji transakcji on-line. I po trzecie, ten czas tworzy ogromne szanse rozwoju i wdrażania nowych rozwiązań on-line w wielu obszarach. I te szanse zostaną zaadresowane przez istniejących i nowych graczy. To czas społecznego i ekonomicznego trzęsienia ziemi, a wtedy zawsze powstają nowe szanse i możliwości. 

Jak na tym tle widzi pan i ocenia zdolność polskiej administracji do adaptacji i działania? Jak ocenia zdolność gospodarki do przetrwania w warunkach jakie mamy teraz?

– Pewnie jak wielu ludzi nie mam wielkiego zaufania do polskiej administracji, ale mam szacunek i zaufanie do polskiej służby zdrowia. Jeśli będzie miała zasoby i wsparcie inne niż konferencje prasowe rządu, to zrobi wszystko, co możliwe i zrobi to profesjonalnie. Pewnie dobrym wskaźnikiem takiej sprawności będzie liczba wykonywanych codziennie testów na koronowirusa, respiratorów i sal konwertowanych dla chorych, oraz opieki po przejściu choroby. Na razie nie jest z tym źle. A jeśli chodzi o zdolność rządu i administracji, to pomimo ogłoszonego właśnie programu wsparcia gospodarki, jest ona problematyczna. To jest niezły program, wzorowany na programie wsparcia gospodarki po kryzysie 2007 roku. Ale kluczowa będzie jego egzekucja. Jeśli służby administracyjne i agendy rządowe będą się zachowywały tak jak je uczono przez ostatnie kilka lat, iż przedsiębiorcy to złodzieje VATu i podatków, to nie mam wielkich nadziei, że obiecywane ulgi, odroczenia ZUS, kredyty, itd., będą wdrażane szybko i bezproblemowo. Raczej wydaje mi się, że wygra wyuczona podejrzliwość administracji i przedsiębiorcy zostaną z małym wsparciem realnym, ale dużą dozą propagandy.

Czy koronawirus w sposób ontologiczny uderzy w DNA firmy modelu zachodniego – globalna produkcja, szybka konsumpcja, niskie marże?

– Nie szukałbym tak dalekich metafor, ale na pewno pandemia będzie miała wpływ na wiele rzeczy w biznesie i społeczeństwie. Trzy najprostsze przykłady. Na pewno w wielu obszarach nauczymy się lepiej wykorzystywać usługi on-line, np. w obszarze edukacji lub komunikacji z instytucjami państwowymi. Po drugie, firmy zmienią rutyny w wielu obszarach. Dotychczas higienę traktowaliśmy porządnie, ale dosyć instrumentalnie. Po kryzysie powstanie problem, czy mamy super starannie dezynfekować klocki w legolandzie, toalety w miejscach publicznych, chodniki i bariery publiczne, zakłady pracy, czy też pozostać przy dotychczasowych rutynach. Poważnie potraktowany zostanie też problem zarządzania kryzysowego, który nagminnie zaskakuje firmy. Po trzecie, będziemy musieli się umówić, na ile sytuacje kryzysowe lub po prostu trudne i wymagające szybkich reakcji zawieszają regulacje RODO, prawa własności intelektualnej, zobowiązania wzajemne administracji państwowej, pracodawców i pracowników. Myślę, że model DNA firmy zachodniej się nie zmieni, mimo że na pewno zostaną przemodelowane łańcuchy wartości i dostaw, poprawiona komunikacja, stworzone procedury kryzysowe, nastąpi upgrade umiejętności w obszarze cyfrowym. To, co może jednak być najważniejszym efektem kryzysu, to częściowa zmiana modelu funkcjonowania społecznego, zmniejszenie konsumpcji i akceptacja wyższych cen na wiele produktów. Ale to się okaże w praniu.

Co to według pana obecnie oznacza prowadzić odpowiedzialny biznes? Jak firma powinna zachować się wobec swoich pracowników? Dostawców? Klientów? Kto pierwszy zapłaci cenę za przetrwane firmy w czasie kryzysu dostaw i konsumpcji?

– Są dwa odrębne problemy w tej chwili. Pierwszy to prowadzić odpowiedzialny biznes i np. nie żerować finansowo na dramacie społecznym, np. podnosząc drapieżnie, ponad miarę, ceny na towary, które są cennym dobrem rynkowym. Drugi, to zapewnić przetrwanie biznesowi w obliczu nadchodzącego spadku popytu, chorób pracowników, rwących się łańcuchów dostaw, trudnych do przewidzenia zachowań banków i firm ubezpieczeniowych. Nie wiemy np. czy i jak będą naprawdę reagować banki na brak spłaty kredytów oraz jak szybko firmy ubezpieczeniowe będą wypłacać odszkodowania za utracone i ubezpieczone należności firm. Jeśli zachowają się rygorystycznie, to firmy będą upadać masowo bez szybkiej i realnej interwencji państwowej.

Co nas czeka w takich gałęziach przemysłu jak: motoryzacja? Budownictwo? Przemysł odzieżowy? Turystyczny?

– Myślę, że wpływ kryzysu będzie dotkliwy dla wielu branż, ale to naprawdę zależy od zachowań konsumentów, a te zależą od nieznanego scenariusza rozwoju pandemii. Tylko dla niektórych branż, takich jak transport lotniczy, hotelarstwo, czy turystyka ten kryzys będzie bez względu na scenariusz niezmiernie dotkliwy. Inne będą powoli się dostosowywać, zmieniać model biznesowy, szukać nowych szans i nisz. Będzie to trudne, ale w ten czy inny sposób firmy zaadaptują się do kryzysu. Przynajmniej większość.

Jak powinna zachować się bankowość, która jest krwioobiegiem gospodarki, w sytuacji, gdy wszyscy liczą straty?

– Odpowiedzialnie. I państwo powinno bankowość regulować i ubezpieczyć, dając jednoznaczny sygnał, że nie mogą stosować normalnych procedur biznesowych w sytuacji kryzysu. Na razie usłyszeliśmy, że tak będzie, mamy płynność i że kredyty będą automatycznie odnawialne. To dobra wiadomość, ale nie usłyszałem, czy państwo banki ubezpieczy i w jakim stopniu.

Często natrafiam na artykuły traktujące o tym, że globalizacja właśnie załamuje się. Czy to możliwe? Jak mogą przebiegać procesy zwijania produkcji opartej na długich łańcuchach dostaw?

– Dlaczego globalizacja ma się załamać? Nie chcemy wrócić do czasów kamienia łupanego, ani gospodarki z czasów socjalizmu. W Niemczech czasami robi się uczniom zajęcia w hipermarkecie, w którym sprząta się z półek towary importowane – no i to wygląda trochę jak polski sklep w stanie wojennym. Więc jeśli będą przejściowe braki, to nic strasznego się nie stanie, ale łańcuchy dostaw w dużym stopniu zostaną, jakie były. Co najwyżej zostaną uzupełnione o krótsze, kryzysowe wersje. Ale to kosztuje i powstanie pytanie, czy konsumenci są skłonni zapłacić trzy-cztery razy więcej za podkoszulkę lub buty produkowane lokalnie, drogimi technologiami. 

Od czego zależy to, w jaki sposób będzie wyglądał świat po pierwszej fali pandemii? I najważniejsze pytanie – jaki będzie świat po pandemii? Kto będzie decydował o jego kształcie? Gdzie będą zapadały najważniejsze decyzje? Czy takie organizacje jak G7, Szczyt w Davos będą miały znaczenie?  Kto i co będzie miało znaczenie?

– Będzie wyglądał tak jak w tej chwili tylko trochę inaczej. Czyli, uczciwie mówiąc, nie wiemy poza tym , że powoli będzie wracał do normy. Ludzie będą podróżować, produkować, konsumować. Może trochę inaczej, a może trochę mniej. Ale najbardziej prawdopodobna jest wersja, że za 10 lat już nikt o pandemii nie będzie pamiętał. A instytucje, które stworzyliśmy – od G7 aż po Unię Europejską będą działały jak poprzednio. Bo o scenariuszu skrajnie pesymistycznym naprawdę nie warto mówić – straszenie ludzi nie prowadzi do niczego dobrego.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS