Nie leżę i zmieniam świat

Nie leżę i zmieniam świat

Wywiady

Wśród osób z niepełnosprawnością są unikatowe talenty. Głusi od urodzenia według różnych badań mają lepiej wykształcone inne zmysły i są np. świetnymi masażystami. Osoby z zespołem Aspergera, którym trudno jest społecznie funkcjonować, świetnie radzą sobie w samotności z powtarzalnymi zadaniami. Jeżeli pracodawca dopasuje stanowisko do „daru”, jakim dysponuje osoba z niepełnosprawnością, może mieć lepsze efekty, niż kiedy na tym miejscu będzie pracowała osoba w pełni sprawna.

Wśród osób z niepełnosprawnością są unikatowe talenty. Głusi od urodzenia według różnych badań mają lepiej wykształcone inne zmysły i są np. świetnymi masażystami. Osoby z zespołem Aspergera, którym trudno jest społecznie funkcjonować, świetnie radzą sobie w samotności z powtarzalnymi zadaniami. Jeżeli pracodawca dopasuje stanowisko do „daru”, jakim dysponuje osoba z niepełnosprawnością, może mieć lepsze efekty, niż kiedy na tym miejscu będzie pracowała osoba w pełni sprawna.

Z Majką Lipiak, założycielką agencji marketingowej Leżę i Pracuję, rozmawia Krystyna Romanowska.

Praca ma moc zmieniania życia na lepsze. Daje umiejętności, wiedzę, cele, relacje, finanse osobie, która wcześniej ich nie miała, bo była zamknięta w czterech ścianach. Ta praca może być punktem zwrotnym w jej  życiu.

KRYSTYNA ROMANOWSKA: Założyłaś agencję marketingową Leżę i Pracuję, w której zatrudniłaś w większości osoby z niepełnosprawnością. Co tobą powodowało? Gniew, bunt?

MAJKA LIPIAK: To nie był taki czysty gniew, raczej niezgoda na stan rzeczy. Kiedy poznałam Artura, chłopaka z niepełnosprawnością (a trafiłam do niego przez moją koleżankę Zuzę, która mu pomagała) i zobaczyłam, że przez 24 godziny na dobę można leżeć w jednym pokoju, za jedyną rozrywkę mając gry komputerowe, telewizję i odwiedziny znajomych, powstał we mnie bunt. Bunt wobec takiego stylu życia i przekonania, że nie ma dla niego pracy, leżał u podstaw powstania tej agencji. Artur mieszka z mamą, która także jest osobą z niepełnosprawnością, ja zjawiłam się wtedy u niego przypadkiem. Pracowałam w agencji PR-owej, moja praca polegała między innymi – żartobliwie rzecz ujmując – na wrzucaniu postów na Facebooka. Uznałam, że równie dobrze mógłby wykonywać podobne czynności ze swojego łóżka.

Rzadko tak się jednak dzieje. Teoretycznie wydaje się to niby proste: człowiek z niepełnosprawnością pracuje z domu, bo to, czym się zajmuje, nie wymaga poruszania się. Niestety rzadko tak się dzieje. Według różnych statystyk, jest między 3 a 7 mln niepełnosprawnych Polaków. Tylko co trzeci z nich ma pracę. Czego potrzeba, żeby to zmienić?

Nie jest to łatwe. Problemem nie jest bowiem niepełnosprawność, ale niższe kompetencje u większości osób z niepełnosprawnością. Z czego on wynika? To dosyć proste. Trzech moich pracowników miało w wieku 17-19 lat wypadki: niefortunne skoki do wody kończące się paraliżem całego ciała. Tacy ludzie, walcząc o życie w szpitalach, wypadają z systemu edukacyjnego. Trudno myśleć o uczeniu się podczas walki o sprawność własnego ciała. Po latach przyzwyczajenia do życia z renty, do braku pracy, trudno sobie wyobrazić bycie copywriterem czy projektantem stron internetowych. Problem leży także po stronie pracodawców, których zdaniem, jeżeli ktoś nie może ruszać rękami, nie nadaje się do niczego. W naszym zespole pracuje Krzysiek, który jest copywriterem, mimo że nie rusza rękami. Ma specjalne okulary, dzięki którym zębami wygryza za pomocą gryzaka litery i pisze, sterując wzrokiem kursorem po ekranie. Nasze wyobrażenia na temat pracy osób niepełnosprawnych nie są adekwatne do dzisiejszych możliwości technologicznych.

Jak technologia pomaga niepełnosprawnym?

Przyszłością jest praca zdalna. Nasza agencja ma siedzibę stacjonarną (mieszkanie Artura), ale każdy z nas działa ze swojego miejsca zamieszkania. Dla Nicole, która jeździ na wózku elektrycznym i jest mamą dwuletniego dziecka, praca zdalna wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem. Trudno sobie wyobrazić, żeby znalazła pracę, jeżeli nierzadko z powodu rozładowanego akumulatora nie jest w stanie odbyć dłuższej podróży wózkiem, a zimą w ogóle nie wyjeżdża z domu. Jeżeli chodzi o użyteczne technologie, to korzystamy z Base Campa do zarządzania zadaniami, ze Slacka do czatu i wideokonferencji. Współdzielimy pliki na Google Drive. Wszystkie rozwiązania w internetowej chmurze i programy do komunikacji, zarządzania projektami, ułatwiają osobom niepełnosprawnym pracę.

Czy trudno jest przekonać klientów, że firma, w której pracują niepełnosprawni, jest dobra albo w miarę dobra?

Nie mamy problemu z klientami, potrafiliśmy się rozreklamować. Większym wyzwaniem jest tempo pracy. Jak sprawić, żeby osoba, która nie skończyła polonistyki, grafiki użytkowej czy komputerowej, wykonywała swoją pracę dobrze (pod okiem mentora). W tak specyficznej pracy tempo zawsze będzie wolniejsze. Osoba z niepełnosprawnością pracuje 7 godzin dziennie, ma 30 (a nie 20) dni urlopu. Ma 30 (a nie 15) minut przerwy. Ręce jej się szybciej męczą. Dwaj pracownicy muszą przyjmować zastrzyki na zanik mięśni co 4 miesiące – też ich nie ma w pracy. Powiem coś kontrowersyjnego: pracownik z niepełnosprawnością nie jest takim samym pracownikiem jak człowiek zdrowy i nie ma co temu zaprzeczać. Jest taką samą osobą, jak każda inna, jeżeli chodzi o godność, wartość. Tempo pracy jednak niemal zawsze będzie miał mniejsze, wolniejsze. Pracodawca, który taką osobę zatrudnia, musi się często liczyć z tym, że osiągnięcie efektów zajmie więcej czasu.
Oczywiście nie zawsze musi tak być. Wśród osób z niepełnosprawnością są  unikatowe talenty. Głusi od urodzenia według różnych badań mają lepiej wykształcone inne zmysły i są np. świetnymi masażystami. Osoby z zespołem Aspergera, którym trudno jest społecznie funkcjonować, świetnie radzą sobie w samotności z powtarzalnymi zadaniami. Jeżeli pracodawca dopasuje stanowisko do „daru”, jakim dysponuje osoba z niepełnosprawnością, może mieć lepsze efekty, niż kiedy na tym miejscu będzie pracowała osoba w pełni sprawna. Ten temat dopasowywania stanowisk do zdolności osób z niepełnosprawnością jest w Polsce mało rozpoznany. My chcemy to eksplorować, a zarazem odczarować samą niepełnosprawność, pokazując jej mniej znane, pozytywne oblicze. Uważam bowiem, że to nie jest utopia czy moje widzimisię, tylko kwestia dobrego dopasowania. Czekamy na decyzję Polskiego Funduszu Rozwoju i być może dostaniemy dofinansowanie na stworzenie portalu o nazwie „Zdalniacy” do łączenia pracodawców i pracowników z niepełnosprawnością. Patrząc bowiem na oferty dla osób z niepełnosprawnością, najwięcej propozycji dotyczy sprzątania i ochrony. Nie ma tam ofert ambitnych. To jest problem. Bo przecież nie chodzi o to, żeby zatrudniać takiego kogoś z litości czy dla pieniędzy z PFRON-u, czy tylko po to, żeby czuć się dobrym.

Jakie unikatowe talenty mają twoi pracownicy?

Ciągle jestem w trakcie ich odkrywania. Ale nawet fakt, że te osoby chętniej wykonują pracę zdalną, jest potencjałem dla pracodawcy szukającego lojalnego pracownika, w którego chciałby zainwestować. Myślę, że jeśli taka osoba dostanie dobrą zdalną pracę, nie zmieni jej szybko na inną.

A co w tobie zmienił ten projekt?

Dużo się nauczyłam i ciągle się uczę o niepełnosprawności i szukaniu złotego środka w biznesie. Sposobu na to, w jaki sposób jako idealistka mam przekuć swoje pomysły na praktykę. Bo prowadzenie tego typu firmy nie jest łatwe, zwłaszcza jeżeli nie chce się tracić idei i wartości, które mi towarzyszyły, kiedy tę agencję marketingową powoływałam. A jednocześnie cieszę się, że przynosi mi wymierne rezultaty, mogę robić ciekawe projekty i wypłacać ludziom co miesiąc pensję. Jako przedsiębiorczyni społeczna ciągle się uczę: jak robić biznes społeczny i za jego pomocą zmieniać świat na trochę lepszy, jakkolwiek górnolotnie to brzmi.

Jak przekonałabyś pracodawcę, że warto jest zatrudnić osobę z niepełnosprawnością?

Praca ma moc zmieniania życia na lepsze, daje umiejętności, wiedzę, cele, relacje, finanse osobie, która wcześniej ich nie miała, bo była zamknięta w czterech ścianach czy w swoim wąskim gronie. Wydaje mi się, że argument: „mądra pomoc” dajesz osobie niepełnosprawnej więcej niż pracę. Ta praca może być punktem zwrotnym w jej życiu. Od niektórych pracowników usłyszałam, że praca zmieniła ich życie. Natomiast nie wiem, czy przekonywałabym aspektem finansowym. Jest on ważny comiesięczne wsparcie Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych jest jakimś argumentem dla pracodawcy, ale to na pewno nie jest realny zysk. Dlatego odwoływałabym się do wartości, do tego, że można robić biznes i dzięki niemu realnie komuś pomóc.
W dużych organizacjach taka osoba może naprawdę zmieniać kulturę organizacji. Pracownicy mogą się uczyć empatii. Temat różnorodności jest ostatnio modny. Pracodawcy powinni zdawać sobie sprawę z tego, że w momencie kiedy do zespołu dołącza osoba z niepełnosprawnością, wszyscy dokoła zaczynają się czegoś uczyć. Np. witania się z nią, rozmowy, przebywania ze sobą. Uczymy się tego kontaktu, bo czy ktoś nam kiedyś o tym mówił? Raczej nikt.
Jako organizacja chcemy w tym roku zrobić projekt „Tour de School”, który będzie rozwinięciem pilotażu odwiedzania szkół, który zrobiliśmy rok temu. Artur, członek naszego zespołu, miał prelekcje o niepełnosprawności dla dzieciaków. Okazało się, że był to absolutny strzał w dziesiątkę. Nie było tematów tabu. Dzieci odważnie pytały o wszystko. Np. „Jak pan sika?” Albo: „Jak to się stało, że miał pan wypadek?”, „Czy bardzo bolało?”. Były to fascynujące spotkania, bo pokazały, że jesteśmy ciekawi życia osób niepełnosprawnych. Oczywiście, że im współczujemy, ale też pytamy siebie, jak oni radzą sobie ze swoim życiem? Dlatego zatrudnienie osoby niepełnosprawnej prowadzi do uwrażliwiania pracowników, wprowadzenia empatii, kultury solidarności, współpracy. Ludzie z zespołu zastanawiają się wtedy, jak pomóc osobie z niepełnosprawnością przejechać przez drzwi. Zespół może się zastanowić, jak dostosować biuro, żeby nowy członek zespołu mógł też z niego korzystać tak samo jak inni.

Co ciebie teraz, po kilku latach od założenia Leżę i Pracuję, denerwuje i gniewa?

Wielu rzeczy nie wiem. Gdzie leży problem prawdziwy, czemu tempo pracy jest za wolne, czemu ciągle robimy jakieś błędy. Denerwuję się, jeżeli nie potrafię zdiagnozować problemu. Frustruję się, bo chciałabym widzieć większe efekty naszej pracy. Chciałabym, żeby zatrudnianie osób z niepełnosprawnością było normą, a ciągle nie jest. Uważam, że termin „niezdolny do pracy” powinien całkowicie zostać wykreślony z systemu orzecznictwa, bo jest stygmatyzujący. Wszystkie osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności dostają w orzeczeniu z ZUS-u informację, że są niezdolne do pracy. Uważam, że można by niewielką zmianą terminologii wprowadzić dużą zmianę w świadomości, która nie stygmatyzuje, która raczej wzmacnia pozytywnie i pokazuje pozytywne przykłady. Wspomniany nieruszający głową Krzysiek z mojego zespołu ma napisane w orzeczeniu: „niezdolny do pracy i niezdolny do samodzielnej egzystencji”, a to wcale nie jest prawda na jego temat.

A co twoim zdaniem powinno być tam napisane?

„Zdolny do pracy, jeśli pracodawca zapewni odpowiednie oprogramowanie i sprzęt”. Bo taka jest prawda na jego temat i ja o tym doskonale wiem. Buntuję się przeciwko takiemu postrzeganiu ludzi.

Krystyna Romanowska – dziennikarka i autorka książek. Interesuje się psychologią i socjologią.

WYWIAD ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 7 NUMERZE BEZPŁATNEJ GAZETY NIENIEODPOWIEDZIALNI – ZAMÓW GAZETĘ.

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS