Odpowiedzialny konsument na rynku kredytów walutowych

Odpowiedzialny konsument na rynku kredytów walutowych

Artykuły

Skokowy wzrost kursu franka uruchomił nie tylko ogólnonarodową dyskusję, ale zaktywizował określone grupy interesów i skłonił do przedstawienia rozmaitych inicjatyw mających zneutralizować negatywne skutki walutowego zamieszania. Wiele osób, które zaciągnęły kredyt hipoteczny denominowany lub indeksowany w szwajcarskich frankach, czuje się pokrzywdzonych, rozżalonych, oszukanych przez banki. Być może w niektórych przypadkach słusznie – rozstrzygną to sądy, do których wkrótce skierowane zostaną zbiorowe pozwy. A czy jakąś część odpowiedzialności można przypisać konsumentom?

Skokowy wzrost kursu franka uruchomił nie tylko ogólnonarodową dyskusję, ale zaktywizował określone grupy interesów i skłonił do przedstawienia rozmaitych inicjatyw mających zneutralizować negatywne skutki walutowego zamieszania. Wiele osób, które zaciągnęły kredyt hipoteczny denominowany lub indeksowany w szwajcarskich frankach, czuje się pokrzywdzonych, rozżalonych, oszukanych przez banki. Być może w niektórych przypadkach słusznie – rozstrzygną to sądy, do których wkrótce skierowane zostaną zbiorowe pozwy. A czy jakąś część odpowiedzialności można przypisać konsumentom?

Decyzja szwajcarskiego banku centralnego o uwolnieniu kursu franka i związane z tym konsekwencje dla osób, które zaciągnęły w tej walucie kredyt hipoteczny stały się jednym z głównych tematów zarówno w publicznej debacie, na forach internetowych, jak i w rozmowach towarzyskich czy rodzinnych. Owa debata pokazuje, że coraz dobitniej i powszechniej doświadczamy stawania się społeczeństwem ryzyka w sensie przypisywanym temu pojęciu przez niemieckiego socjologa Ulricha Becka. W obecnej sytuacji źródłem tego ryzyka jest globalizacja nowoczesnych instytucji finansowych, które wkroczyły do przestrzeni życia codziennego i regulują funkcjonowanie tysięcy gospodarstw domowych.

Skokowy wzrost kursu franka uruchomił nie tylko ogólnonarodową dyskusję, ale zaktywizował określone grupy interesów i skłonił do przedstawienia rozmaitych inicjatyw mających zneutralizować negatywne skutki walutowego zamieszania. Wiele osób, które zaciągnęły kredyt hipoteczny denominowany lub indeksowany w szwajcarskich frankach, czuje się pokrzywdzonych, rozżalonych, oszukanych przez banki. Być może w niektórych przypadkach słusznie – rozstrzygną to sądy, do których wkrótce skierowane zostaną zbiorowe pozwy. A czy jakąś część odpowiedzialności można przypisać konsumentom?

KTO WPADŁ W WALUTOWE TARAPATY?

Od czarnego styczniowego czwartku media pełne są opisów dramatycznych historii ludzi, których nie stać na zapłatę kolejnych rat, czasem zostali „uwięzieni” we własnych domach lub mieszkaniach wartych mniej niż sumy, które są winni bankowi. Niekiedy te historie, wyrażające zapewne autentyczne emocje przedstawianych bohaterów, brzmią jak prowokacje wobec przeciętnych odbiorców i wywołują ich nieprzychylne reakcje. Nie budzi zatem współczucia sytuacja pary frankowiczów, którzy przestali „żyć jak ludzie”, gdyż nie mogą już jeździć w zimie na narty, na wakacje do Toskanii, jadać obiadów w restauracji i muszą wstawać codziennie o piątej, po to, by … pracować. Wiele ironicznych uwag zebrała historia małżeństwa zarabiającego 14 tys. zł netto, które ze względu na ostatnią podwyżkę raty żali się, że będzie musiało ograniczyć wydatki na wyjazdy zimowe, uprawianie sportów itp. i przyznaje, że nie jest gotowe, by „żyć pod taką presją”.

Oczywiście takie przypadki nie reprezentują wszystkich sytuacji, ponieważ grupa prawie miliona kredytobiorców spłacających 566 tys. frankowych kredytów jest bardzo zróżnicowana i są wśród nich osoby mające autentyczne problemy ze spłatą. Na szczęście jest to znikoma mniejszość, na ogół kredyty we frankach są bardzo dobrze spłacane, 96% dłużników terminowo wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Można przypuszczać, że są to osoby, które stać na spłacanie wyższych rat, nie tylko dlatego, że ich status materialny jest wyższy niż przeciętny, ale także dlatego, że biorąc kredyt, uwzględniły możliwość niekorzystnego obrotu sytuacji. Świadomie podjęły ryzyko walutowe, chcąc korzystać z niskiego kursu franka i jednocześnie są gotowe ponosić wyższe koszty w sytuacji jego znacznego wzrostu. Nie oczekują pomocy od państwa, co nie znaczy, że w potrzebie nie skorzystają z pewnych okresowych ulg i udogodnień zaoferowanych przez banki i że nie mają pretensji do nich z powodu nieprecyzyjnego określenia w umowie klauzul indeksacyjnych. Niektóre gospodarstwa domowe będą musiały znacznie ograniczyć swoje codzienne wydatki i żyć skromniej niż dotychczas, ale wyrzeczenia te mogą mieć przejściowy charakter i ogólny bilans oceniany w wieloletniej perspektywie może okazać się dodatni.

W tarapaty wpadły – poza przypadkami losowymi związanymi z chorobą, utratą pracy itp. – przede wszystkim te osoby, które podjęły swoje zobowiązania nieodpowiedzialnie. Chociaż w relacji konsument – biznes ten pierwszy jest słabszą stroną i słusznie podkreśla się potrzebę jego ochrony i akcentuje prawa konsumenta, to nie powinien on być traktowany jako wyłącznie zewnętrznie uwarunkowany obiekt. Konsumpcyjne wybory człowieka ukierunkowują jego życie, konstytuując pozytywnie stanowioną odpowiedzialność, rozumianą jako możność poręczenia za wartość swego działania oraz gotowość oddania się do dyspozycji w przypadku niespełnienia oczekiwań. Zaciągnięcie kredytu hipotecznego jest takim wyborem, przez który człowiek określa swój styl życia czasem na kilkadziesiąt lat.

Luksusowe mieszkanie w apartamentowcu, zakupione przede wszystkim w celu zakomunikowania otoczeniu swojej wysokiej pozycji, może zmusić człowieka do wysiłku jego utrzymania okupionego nadzwyczajnym stresem, czasem utratą zdrowia, pogorszeniem relacji rodzinnych. Zdarzało się, iż przemożna chęć posiadania prestiżowej nieruchomości, przekraczającej zarówno obiektywne jak i subiektywne zdolności kredytowe danej osoby, skłaniała ją do różnych sztuczek, by jednak taki kredyt zaciągnąć. Polegało to na przekonywaniu członków rodziny, przyjaciół, by wspólnie podjąć zobowiązanie finansowe, ukrywaniu innych zobowiązań, zawyżaniu dochodów, zaniżaniu wydatków itp. Niższe oprocentowanie kredytów frankowych było w wielu przypadkach argumentem przesądzającym o zadłużeniu się w szwajcarskiej walucie, natomiast nie starano się uzmysłowić sobie na czym polega związane z tym ryzyko, pomimo, iż każdy oświadczenie o świadomości tego ryzyka podpisywał. Powinien zatem zdawać sobie sprawę, że wielkość zaciągniętego długu zależy od niepewnych przyszłych zdarzeń, na które mają wpływ m.in. decyzje szwajcarskiego banku działającego w interesie swojego kraju. Nikt nie dawał gwarancji, że zdarzenia te nie wystąpią w ekstremalnie niekorzystnej formie, chociaż nawet specjaliści uważali, że jest to mało prawdopodobne. A jednak tysiące osób, wcale nie bardziej zamożnych od frankowiczów, zdecydowało się ponieść koszt uniknięcia ryzyka walutowego, płacąc wyższe oprocentowanie od zaciągniętych kredytów złotówkowych.

DOBRA NAUKA NA PRZYSZŁOŚĆ

Obok negatywnych skutków uwolnienia kursu szwajcarskiej waluty, warto zauważyć pewne pozytywy spowodowanego przez nie zamieszania. Po pierwsze – nasze społeczeństwo przeszło przyspieszony kurs edukacji finansowej. O tym, jak bardzo jest ona potrzebna, świadczą choćby badania  przeprowadzone przez OECD, z których wynika, że polscy konsumenci niekorzystnie wyróżniają się na tle konsumentów z innych krajów w zakresie kompetencji i rozumienia mechanizmów finansowych. Decyzja banku centralnego Szwajcarii sprawiła, że abstrakcyjne ryzyko finansowe przybrało rzeczywistą postać i należy mieć nadzieję, że przeciętni konsumenci będą bardziej rozważni przy podejmowaniu decyzji mających tak zasadnicze znaczenie dla ich życia.

Po drugie – banki skonfrontowane z ostrą krytyką swoich praktyk sprzedażowych i stosowania abuzywnych (nieuczciwych) klauzul w umowach podejmą zapewne stosowne kroki, by poprawić swój wizerunek i odzyskać zaufanie klientów. Znalazło to przejaw w zaakceptowaniu przez banki rekomendacji Związku Banków Polskich zalecających uwzględnienie ujemnej stawki LIBOR, umożliwienie wzięcia wakacji kredytowych oraz bezprowizyjne przewalutowanie kredytu.

Po trzecie – ostatnie zamieszanie na rynku kredytów frankowych może stać się impulsem do zmian legislacyjnych polegających np. na ograniczeniu wartości długu do wartości nieruchomości, na którą został on zaciągnięty lub zamknięciu w pewnych widełkach wahań kursu waluty, po którym spłacany jest kredyt. Bank ponosiłby koszty wzrostu wartości waluty powyżej pewnego poziomu ryzyka, zaś w sytuacji nadzwyczajnego spadku dzieliłby się zyskiem z kredytobiorcą.

Anna Lewicka-Strzałecka, Profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN
Anna Lewicka-Strzałecka, Profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS