Scenariusze dla franka

Scenariusze dla franka

Artykuły

Który z banków oferuje teraz kredyty bankowe w CHF? Żaden. Kto z klientów chciałby taki kredyt wziąć? Nikt przy zdrowych zmysłach. Bo na gorzkiej frankowej lekcji skorzystało całe społeczeństwo – my, Polacy, już wiemy, czym są kredyty denominowane w walucie. Staję po stronie tych, którzy więcej niż współczują wszystkim ze „szwajcarskim portfelem”. Bo oprócz tego, że kierują nami ludzkie odruchy, jesteśmy też obywatelami, którzy wzięli na siebie zobowiązanie. I tutaj współczucie pomoże jako zaplecze emocjonalne do racjonalnych działań, obliczonych na wiele lat.

Który z banków oferuje teraz kredyty bankowe w CHF? Żaden. Kto z klientów chciałby taki kredyt wziąć? Nikt przy zdrowych zmysłach. Bo na gorzkiej frankowej lekcji skorzystało całe społeczeństwo – my, Polacy, już wiemy, czym są kredyty denominowane w walucie. Staję po stronie tych, którzy więcej niż współczują wszystkim ze „szwajcarskim portfelem”. Bo oprócz tego, że kierują nami ludzkie odruchy, jesteśmy też obywatelami, którzy wzięli na siebie zobowiązanie. I tutaj współczucie pomoże jako zaplecze emocjonalne do racjonalnych działań, obliczonych na wiele lat.

Zachowawcza reakcja banków i retoryka Ministerstwa Gospodarki znaczą niewiele dla potrzebujących wyjaśnień kredytobiorców w CHF. Szczególnie, że kurs franka spada. Czy to oznacza powrót uśmiechu zadowolenia na twarze klientów banków i dobrego samopoczucia w tych instytucjach?

Samo upublicznienie problemów jednostki nie oznacza, że znalazło się rozwiązanie. Szczególnie, że wszystkie doraźnie podane środki uśmierzające ból kursowy zmierzają w stronę „masz za swoje i cierp”. Podważa to sens zdrowego uczestnictwa w systemie finansowym. Trzeba współodpowiedzialności, chęci zmierzenia się z problemem. I wbrew opiniom „każdy przypadek kredytu jest inny”, „a co z posiadaczami zadłużenia w złotówkach?”, „siedź cicho, bo i tak ci się to opłaca”, sprawa dotyczy nas wszystkich.

Który z banków oferuje teraz kredyty bankowe w CHF? Żaden. Kto z klientów chciałby taki kredyt wziąć? Nikt przy zdrowych zmysłach. Bo na gorzkiej frankowej lekcji skorzystało całe społeczeństwo – my, Polacy, już wiemy, czym są kredyty denominowane w walucie. Staję po stronie tych, którzy więcej niż współczują wszystkim ze „szwajcarskim portfelem”. Bo oprócz tego, że kierują nami ludzkie odruchy, jesteśmy też obywatelami, którzy wzięli na siebie zobowiązanie. I tutaj współczucie pomoże jako zaplecze emocjonalne do racjonalnych działań, obliczonych na wiele lat.

ŻYCIE W CIENIU ŚNIEŻNEJ KULI

Wszyscy zadłużeni we frankach już wiedzą, czym jest dożywotnie zobowiązanie w CHF. Wiedzą też, że pozostają sami z problemem, który jest zjawiskiem makro. Jednostka sama nie jest w stanie sobie z nimi poradzić. Co na pewno może zrobić? Racjonalnie konstruować budżet domowy – to już się dzieje. Ale obowiązkowe wydaje się przejrzenie umów z bankami. Powiedzmy sobie szczerze – jako aktywna część społeczeństwa, która szukała dla siebie szansy na lepsze życie, daliśmy się wprowadzić w zbiorową, radosną halucynację możliwościami rynku nieruchomości. Teraz rezygnujemy z wakacji, tniemy wydatki, może nawet pożyczamy od kogoś, w obawie niewypłacalności.

Próba renegocjacji umów powinna opłacić się wszystkim. Samym kredytobiorcom pomoże odzyskać przynajmniej część pewności siebie w świecie finansów. Oczywiście, tu wciąż będziemy petentem – jak zachowa się ta druga strona?

ODPOWIEDZIALNOŚĆ KURSOWA

Od banków oczekiwałbym w pełni odpowiedzialnej postawy za produkty sprzedane przez często byłych pracowników. Zaczynając od złych przykładów, należy potępić przejawy niepotrzebnej arogancji ze strony jednego z szefów znanej krajowej grupy bankowej. Otóż pytany na konferencji w Davos o franka za 5.20 PLN powiedział m.in., że klienci jego banku nie mogą oczekiwać uwzględnienia ujemnej stopy LIBOR3M w kredytach mieszkaniowych. Z jego ust padło też zdanie, że powinni się oni cieszyć, że bank nie zażąda od nich dodatkowych zabezpieczeń kredytów w CHF. „Bo nasza sytuacja finansowa jest stabilna”. Zaś od innego przedstawiciela establishmentu, zresztą profesora, można było usłyszeć w wywiadzie tv, że jeśli 30-latek kupił mieszkanie we frankach, to teraz ma za swoje. „Jeszcze pokolenie temu, młody człowiek o mieszkaniu mógł tylko marzyć”. Pytanie – kogo i po co straszą panowie z finansowego Bizancjum? Dlaczego chcą wzbudzać poczucie winy i odwracają uwagę od swojej części odpowiedzialności? I jeszcze jedna dość istotna rzecz – kunktatorstwem Bizancjum wydaje się powiązanie odpowiedzialności z kursem – im niższy kurs, tym mniejszy problem i mniejsza odpowiedzialność. My nie rozmawiamy o CHF za 5,20 czy 3,99 PLN. Postawmy sprawę jasno – problem będzie istniał do momentu spłaty ostatniego kredytu w tej walucie – ze trzydzieści lat. Ale samo zagadnienie jest ponadczasowe.

ZADANIE DO WYKONANIA

Ekonomia jest nauką społeczną, potrzeba w niej wiedzy matematyka,  rozwagi finansisty, uważności socjologa, czy empatii psychologa. Nie żyjemy już w poprzedniej dekadzie. Wtedy nikt z bankowców nie mówił klientom, że biorą udział w hazardzie. Teraz trzeba po prostu to przyznać i zorganizować społeczny detoks. Dla wspólnego dobra.

Więc wyobrażam to sobie tak, że dla ambitnego managera sytuacja z frankiem jest wyzwaniem. Oczywiście, że nie wpłynie na Bank Szwajcarii, aby wspólnie ustalać kurs waluty. Ale wejście na wrażliwy obszar, jakim stały się kredyty mieszkaniowe w CHF, to zadanie zarządcze i trzeba mu sprostać. Menadżer nie może przecież działać na szkodę instytucji, w której pracuje. Musi zabezpieczać jej interesy. Jak więc pogodzić etykę zawodu z oczekiwaniem społecznym? Biorąc pod uwagę oddziaływanie na społeczeństwo każdego przedsiębiorstwa, CSR wypracował takie narzędzia jak mapowanie interesariuszy, dialog ze społeczeństwem, odpowiedzi na jego oczekiwania.

Doraźnie niektóre banki już proponują wstecznie (od 1 stycznia) ujemny LIBOR3M, wakacje kredytowe, wydłużenie okresu kredytowania, zmniejszenie wysokości rat, ich zawieszenie, etc. Oczywiście, że powstają pytania – co za tym stoi? Napiętnowanie klienta, czy autentyczna chęć pomocy? A czy Ministerstwo Gospodarki zajęło się tym, co trzeba w zaistniałej sytuacji? Jego rola to umacnianie kursu naszej waluty, a nie generowanie banalnych podpowiedzi – co mają robić prywatne firmy w relacji z obywatelami. Ci zaś powinni po prostu spłacać zobowiązania w atmosferze zrozumienia i przejrzystości.

WARTOŚCI I ZAUFANIE – NASZ WSPÓLNY BANK

Oczekujemy od siebie tego nawzajem – jasnego określenia ról w społeczeństwie.Ministerstwo wzmacnia gospodarkę, klienci spłacają zobowiązania, a banki działają w sposób przejrzysty, przyjazny i służebny. Kulturę słowno-obrazkową pozostawmy mediom. Potrzeba zmiany operacyjnej.

Bo odpowiedzialność i służebność oderwane od produktów, od codziennych praktyk biznesowych prowokują do snucia czarnych scenariuszy – pokolenia tracą zaufanie do instytucji finansowych, nawet jeśli wciąż chcą ją zachować. I jeśli banki nie otrząsną się z pazerności, z hierarchizmu i ważniactwa, muszą spodziewać się, że nieuczciwe, nieżyczliwe instytucje wychowają takich samych klientów.

Paweł Oksanowicz, dziennikarz
Paweł Oksanowicz, dziennikarz
Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS