Świat z wysokiej wieży

Świat z wysokiej wieży

ŚWIAT PO

Kiedy czytam opinie, że świat, zatrzymując podczas epidemii, zyska czas na refleksję, że zmieni się i w miejsce konsumpcji wejdą wartości takie jak dzielenie się, partnerstwo, rozwój osobisty i wspólnot, ja w to nie wierzę.

Kiedy czytam opinie, że świat, zatrzymując podczas epidemii, zyska czas na refleksję, że zmieni się i w miejsce konsumpcji wejdą wartości takie jak dzielenie się, partnerstwo, rozwój osobisty i wspólnot, ja w to nie wierzę.

Ludzie zawsze chcieli mieć więcej. Teraz, gdy nadszedł kryzys i żyjemy w odosobnieniu spowodowanym koronawirusem nasze zakupowe nawyki przygasły. Czy na długo? Jaką  naukę wyniesiemy z kryzysu? Czy zanim przećwiczymy scenariusze przyszłości na konto wpłynie gwarantowany dochód podstawowy?

Natalia Hatalska – analityczka trendów, pomysłodawczyni i szefowa Instytutu Badań nad Przyszłością (infuture institute, Instytut definiuje najważniejsze trendy i wskazuje ich konsekwencje dla gospodarki, rynków, marek) w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem.

PAWEŁ OKSANOWICZ: Kiedy będzie po?

NATALIA HATALSKA: Kiedy zaczniemy wychodzić z domów. Odetchniemy, poczujemy swobodę. 

Wrócimy do biur, firm. Dzieci pójdą do szkoły, a po zajęciach wszyscy – na zakupy? Na to czekamy?

– Kiedy będzie już po, nie sądzę, aby zbyt wiele zmieniło się w naszym podejściu do konsumowania. Czyli będziemy nadal kupować. Co wynika z tego, że ludzie zawsze prowadzili konsumpcyjny styl życia. W aktualnym wpisie na blogu http://hatalska.com/  podaję przykład miasteczka we Włoszech, który to świetnie ilustruje. 

hatalska.com: „W Toskanii jest przepiękne miasteczko z XIII-XIV wieku, San Gimignano. Nazywa się je średniowiecznym Manhattanem, bo znajduje się w nim wiele domów z wysokimi wieżami. Te wieże to właśnie pozostałość sąsiedzkiej konkurencji – im ktoś miał więcej pieniędzy, tym wyższą wieżę budował”.

Czyli konsumpcjonizm jest naszą ludzką naturą? 

– Kupujemy, co się da i ile się da. Nie do końca patrzymy na własne potrzeby, tylko słuchamy otoczenia. Jeśli ktoś kupuje trampolinę do ogrodu dla dziecka, to sąsiad zaraz kupuje większą. W kwestii samochodów staliśmy się nad wyraz wystawni. Czy naprawdę trzeba wydać setki tysięcy złotych, żeby przejechać z miejsca na miejsce? Przez większą część dnia samochód stoi nieużywany. 

My przepłacamy, a firmy bogacą się. Tak to działa?

– W mojej pracy obserwuję rynek, firmy, zachowania konsumentów. Prowadzę też swego rodzaju grę z algorytmem reklam, podając sprzeczne preferencje zakupowe. W ten sposób trafiłam niedawno na buty Nike za 180 tys. zł. (słownie – sto osiemdziesiąt tysięcy złotych, zero groszy). Dobitny przykład tego, że doszliśmy do absurdu w grze o prestiż zakupowy. Myślę – skoro metka na butach opiewa na taką cenę, to na pewno znajdzie się na świecie ktoś, kto je kupi.

Nie pomyśli – a może jednak nie? Idzie kryzys…

– Owszem, teraz konsumpcja spada, bo jesteśmy zamknięci w domach, chociaż zaczęliśmy intensywny handel online. Spodziewam się, że po koronawirusie w realiach braku przepływów w gospodarce, konsumpcja będzie stymulowana odgórnie, aby przezwyciężyć zastój. Natomiast kiedy czytam opinie, że świat, zatrzymując podczas epidemii, zyska czas na refleksję, że zmieni się i w miejsce konsumpcji wejdą wartości takie jak dzielenie się, partnerstwo, rozwój osobisty i wspólnot, ja w to nie wierzę. Chciałabym, to piękna wizja. Ale tak naprawdę – niby dlaczego? Czy rzeczywiście przestaniemy chodzić do kina, wyjeżdżać na weekendy, konsumować tak, jak poprzednio? 

Na swoim bogu polemizujesz z Li Edelkort, która pisze o „kwarantannie konsumpcji” jako początku nowego świata, nazwę go – bardziej dojrzałego w obcowaniu z materią. 

– Tak, polemizuję. Oceniamy dziś świat przez wskaźniki ekonomiczne. Nasze ambicje są matematyczno-konsumpcyjne. Mierzymy dobrobyt przez PKB, przez poziom tego, „jak się kręci”. Obecnie, kiedy analizujemy kryzys związany z koronawirusem słyszę najczęściej o wskaźnikach gospodarczych, a nie o bezpieczeństwie, samopoczuciu ludzi, czy o edukacji. A przecież na skutek zamknięcia miejsc publicznych na całym świecie do szkół nie chodzi 830 mln. uczniów. To jest potężny cios w rozwój intelektualny tego pokolenia. Z drugiej strony wiemy, że to są bardzo istotne zmienne naszego systemu – sprzedaż i inwestycje. Konsumpcja daje wielkie zyski korporacjom. Utrzymuje przy życiu mikro, mały i średni biznes, a w Polsce ma to ogromne znaczenie. Kiedy one zbankrutują, ludzie stracą pracę.

To znowu ograniczy konsumpcję. 

– Dlatego nie możemy udawać, że teraz będziemy realizować wizję świata odartego z konsumpcji, którą zastąpią wartości czysto human. Gospodarka rzeczywiście musi się kręcić. W związku z tym być może powinniśmy znowu na serio rozważyć gwarantowany dochód podstawowy. 

Nawet Szwajcarzy go odrzucili w referendum, co akurat mnie zaskoczyło, bo ich przecież na to stać. 

– Podstawowe pytanie to, skąd wziąć na niego pieniądze? Jednak to nie jest też tak, że opcje dochodu gwarantowanego nie są włączane obecnie w programy antykryzysowe. Wielka Brytania zapowiedziała, że zapłaci pracownikom 80% pensji za czas przestoju, do 2,5 tys. funtów miesięcznie. Rząd Norwegii będzie utrzymywać freelancerów w czasie kryzysu. 

Jednak są to czasowe rozwiązania.

– Bo żadna z gospodarek więcej nie wytrzyma, a gdy Stany Zjednoczone wspominają o tym, że będą drukować dodatkowe pieniądze na pokrycie kosztów kryzysu, to chyba też nie tędy droga. 

Jak więc powinniśmy kształtować przyszłość?

– Na razie nie jesteśmy w stanie zmienić paradygmatu gospodarki, choć powinno to być globalnym celem. Na pewno przyszłość wymaga nowej koncepcji konsumowania, korzystania z tego, co wspólne, świadomej konsumpcji. Jednak zmiana prowadząca do niej będzie wymagała współpracy wielu stron. 

Jakich?

– Nie można przerzucać całej odpowiedzialności za zużycie planety na konsumentów. My mamy zmienić swój styl konsumowania, ale korporacje nie zmienią podejścia do rynku i zasobów? Przy nakręcaniu konsumpcji przerzucanie odpowiedzialności na konsumentów jest nie fair. Hasło greenwashing uruchamia we mnie obrazy korporacji, które mają ogromny wpływ na zużywanie zasobów na świecie, ale nie decydują się na ograniczanie produkcji, tylko komunikują, pouczają konsumentów – wy zajmijcie się środowiskiem w swoim domu, segregując odpady, zmniejszając zużycie energii, etc. Dlaczego tylko konsumenci? Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność – i konsumenci, i przedsiębiorstwa, i rządy. Przedsiębiorstwa tym bardziej, bo w sposób nieograniczony korzystają z zasobów świata.

Nie widzisz tu paradoksu – ograniczać konsumpcję i podtrzymywać gospodarkę? 

– To jest możliwe, a także opłacalne w długim okresie czasu. Obserwuję zmiany w dwóch kierunkach – bottom-up i w odwrotną stronę. Widzimy próby ograniczenia konsumpcji przez regulacje prawne. Na przykład w Unii Europejskiej od 2021 roku będziemy posługiwać się prawem do naprawy. Chodzi o to, abyśmy mieli szansę naprawiania sprzętów domowych i elektronicznych, a nie byli zmuszani przez producentów do kupowania nowych co 2 lata. Podobnie rozstajemy się z plastikiem do jednorazowego użytku. Od 2021 roku w całej UE obowiązywać będzie zakaz jednorazowego użycia plastiku. Te regulacje stanowią o ograniczaniu konsumpcjonizmu. W przypadku działań od dołu do góry zauważam, że coraz większe grupy świadomych konsumentów – wciąż dalekie od masowości, ale jednak – stają się wegetarianami, nie używają samochodów, żyją w modelu zero waste. To też są symptomy zmian. 

Rozmawiamy o świecie po koronawirusie, a de facto zajmuje nas konsumpcjonizm, który nie ustanie. Ale jeszcze dopytam o to, czego się nauczymy po koronawirusie? Jak będzie wyglądał świat po?

– Zacznę od tego, co nie jest zbyt optymistyczne, a dotyczy nierówności społecznych. Uważam, że te nierówności jeszcze bardziej pogłębią się. Firmy i ludzie z kapitałem wykorzystają kryzys na swoją  korzyść. Skorzystają na nim zwłaszcza firmy technologiczne, które dziś zresztą są najwyżej wycenianymi spółkami. Wiemy, że przenosimy sie do internetu, więc one dodatkowo na tej sytuacji zarabiają. Oprócz tego będą gromadzić coraz więcej danych o nas. Jestem ciekawa czy w tym kontekście przebije się do dyskusji publicznej fakt, że takie technologie jak blockchain czy AI są obecnie nieuzasadnione od strony zrównoważonego rozwoju – żeby wytrenować AI trzeba zużyć energię o emisji 300 tys. kg CO2. To pięć razy więcej niż średnia emisja CO2 pochodząca z użytkowania samochodu przez kilkanaście lat. 

Teraz poproszę o optymizm. 

– Chciałabym, abyśmy na szerszą skalę nauczyli się planowania. To bardzo przydatna umiejętność. Tak naprawdę przez większość naszego życia żyjemy w przyszłości. To przyszłość nas kształtuje – snujemy plany i działania prowadzące do ich realizacji. Ale nikt nie uczy nas do działania w przyszłości. Dzieci, które dzisiaj chodzą do szkół, przygotowują się do świata za 20 lat metodami dnia dzisiejszego. Czy to ma sens? Dziś już wiele firm pracuje na scenariuszach przyszłości. Chodzi w nich nie tyle o sprawdzalność prognoz, ale o to, żebyśmy byli w stanie przewidzieć pewne wydarzenia i przygotować się do nich. Tak więc, mam nadzieję, że długotrwała lekcja tego kryzysu będzie polegać na tym, że będziemy potrafili wykształcić w sobie szeroko kontekstowe postrzeganie przyszłości. Także po to, aby zabezpieczyć się na wypadek takich sytuacji, jaką mamy teraz. 

Podziel się

Facebook / Twitter / LinkedIn

Komentarze
Facebook Twitter LinkedIn RSS